Wirus nie wszędzie taki groźny, jak go malują

Amerykańscy uczeni obalili jeden z koronawirusowych mitów. Wykazali, że ryzyko zakażenia przez dotyk wynosi mniej niż 1:10000 przypadków. Z kolei eksperci z Niemiec przekonują, że przenoszenie wirusa na otwartej przestrzeni jest bardzo mało prawdopodobne. Przełomowe badania mogą okazać się szansą na częściowy powrót do normalności, szczególnie w branży rozrywkowo-eventowej.

Grunt to higiena rąk 

Najnowsze badania w Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention – CDC) w Stanach Zjednoczonych mogą napawać optymizmem. Jak podaje bezprawnik.pl, oficjalnie ogłoszono, że ryzyko przenoszenia wirusa w wyniku zanieczyszczonych powierzchni jest bardzo nikłe, choć może do niego w rzadkich przypadkach dojść.

Joseph Allen, ekspert ds. bezpieczeństwa w Harvard TH Chan School of Public Health, nie ma co do tego wątpliwości. Powiedział na łamach The New York Times, że do zakażenia przez dotyk dojdzie tylko wtedy, jeśli w jednym miejscu znalazłoby się wiele świeżych cząsteczek wirusa, które następnie zostałyby szybko przeniesione na czyjąś dłoń, a następnie na twarz.

Agencja CDC podaje, że dbanie o higienę rąk wystarczy, aby ochronić się przed transmisją wirusa, a stosowanie specjalistycznych środków odkażających jest zbyteczne. Co istotne, w świetle tych badań bezzasadne okazuje się odkażanie powierzchni na otwartych przestrzeniach.

W polskich miastach, jak np. w Krakowie, nadal wydaje się ogromne sumy pieniędzy na dezynfekcję przystanków autobusowych czy parkowych ławek. Tymczasem amerykańcy eksperci radzą, aby zaoszczędzone w ten sposób pieniądze wydać np. na lepszą filtrację i wentylację pomieszczeń zamkniętych, choćby w szkołach.

Wirus nie zaraża na spacerze

Jak podaje pulsmedycyny.pl, niemieccy uczeni z Towarzystwa Badań nad Aerozolami (GAeF) w liście otwartym do Angeli Merkel i ministra zdrowia Jensa Spahna apelują o zmianę polityki rządu w sprawie walki z pandemią. Zdaniem naukowców do zakażeń dochodzi bowiem niemal wyłącznie wewnątrz budynków.

Przekonują, że godzina policyjna, czy zakazy spotykania się w parkach i na szlakach powodują, że do spotkań dochodzi za zamkniętymi drzwiami. Zatem w miejscach najbardziej niebezpiecznych. Powinno się umożliwić swobodne spacery i spędzanie czasu w ogródkach piwnych. Podobnie jak amerykanie, przekonują o konieczności wentylacji i oczyszczania powietrza w przestrzeni zamkniętej. „Nic bardziej nie otępia ludzi niż permanentny stan alarmu” – zaznaczają w liście do niemieckich władz.

Szansa dla imprez plenerowych

Branża weselna, podobnie jak turystyka, została mocno dotknięta skutkami pandemii. Według portalu Buisness Insider Polska, roczne szacunkowe dochody ze zleceń sięgają tutaj 7 mld złotych. Firmy z niepokojem przyglądają się sytuacji i oceniają, że wzorem z ubiegłego roku uroczystości weselne będzie można organizować dopiero z początkiem lata. Minister Zdrowia daleki jest od wskazywania jakichkolwiek dat odmrożenia tej części gospodarki. Jedynie Olga Semeniuk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii deklarowała, że otwarcie może nastąpić jeszcze w maju.

„Mam bardzo dużą nadzieję i pokładam nadzieję w fakcie, że jeśli dojdzie do ocieplenia, będzie taka rekomendacja, żeby przenieść część przedsięwzięć na otwartą przestrzeń, to również wesela będą się włączać – mówiła w programie Gość Radia Zet.

Semeniuk dodała również, że na wolnej przestrzeni zakażeń jest znacznie mniej, na co mamy też potwierdzenie we wspomnianych badaniach amerykańskich i niemieckich naukowców. Pozostaje nadzieja, że politycy będą brali je pod uwagę.

Niektórzy nie wytrzymali

Nie ma przeszkód, by narzeczeni mogli zawrzeć związek małżeński. Trzeba jedynie pamiętać, że liczba gości zaproszonych na ceremonię zaślubin jest uzależniona od powierzchni kościoła. Rzeczywiście, ci najbardziej zdeterminowani z takiej możliwości korzystają, rezygnując w tym czasie z wesela. Pozostali, z zarezerwowanym od dawna terminem i salą do zabawy, czekają na zielone światło. Mamy jeszcze trzecią grupę, która próbuje organizować się mimo obostrzeń, czego przykładem może być słynne na cały kraj wesele w Malanowie. Jak poinformował nas asp. Mateusz Latuszewski, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej w Turku, rodzinne spotkanie zostało przerwane 10 kwietnia około godziny 19:00:  

„Czynności policjantów na miejscu wykonywano z uwagi na możliwość popełnienia przestępstwa określonego w artykule art. 165 par 1 pkt 1 kodeksu karnego, który mówi o sprowadzeniu niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób. Sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Przedmiotem policyjnego dochodzenia będzie ustalenie, kto był organizatorem zgromadzenia. Taka osoba może zostać pociągnięta do odpowiedzialności karnej”.  

Rzecznik dodał również, że kilka dni wcześniej funkcjonariusze po otrzymaniu informacji o planowanej uroczystości skontaktowali się z właścicielem lokalu, aby poinformować go o możliwych konsekwencjach prawnych organizowania nielegalnych zgromadzeń. Tym bardziej mógł się spodziewać kontroli.  

Możemy być pewni, że covidowe wesele z pewnością przejdzie do historii. Zdeterminowani nowożeńcy na miejsce uroczystości wybrali lokal przy głównej ulicy, w pobliżu komisariatu policji. Funkcjonariusze niemal od razu została wezwana na miejsce zdarzenia. A wystarczyło poczekać jeszcze kilka tygodni i zorganizować „wesele pod chmurką”.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy