Szkoła pod wirusem

Ministerstwo Edukacji i Nauki przekazało szkołom pakiet zaleceń i rekomendacji dotyczący organizacji nowego roku. Nie brakuje w nim wszystkim znanych zasad higieny. Okazuje się jednak, że utrzymywanie dzieci w reżimie sanitarnym poza plusami, może prowadzić do wielu problemów zdrowotnych.

Minister Edukacji w wywiadzie dla Kuriera Lubelskiego zdradził, że 1 września wszyscy uczniowie mają wrócić do szkół w trybie stacjonarnym. Dyrektorzy otrzymali już nowe wytyczne organizacji roku szkolnego. Zostały one opracowane we współpracy z Ministerstwem Zdrowia oraz Głównym Inspektoratem Sanitarnym.

Źródło: www.gov.pl

W zaleceniach szczegółowych opisano jak ma wyglądać:

  • organizacja zajęć, 
  • higiena, czyszczenie i dezynfekcja pomieszczeń i powierzchni,
  • sposób przygotowywania i wydawania posiłków;
  • postępowania w przypadku wystąpienia zakażenia.

Wśród zaleceń podkreślono także konieczność zadbania o zdrowie psychiczne uczniów.

„W obliczu zagrożeń psychicznych, na jakie narażone były i są dzieci i młodzież dbałość o bezpieczeństwo zdrowotne musi być rozsądnie godzona z dbałością o zdrowie psychiczne. Należy brać obie te potrzeby pod uwagę i szukać rozwiązań”.

Nauczyciele bez obowiązkowych szczepień

Na liście znalazła się także rekomendacja w sprawie szczepień pracowników oraz dzieci powyżej 12 roku życia. Przemysław Czarnek rozwiał jednak wszelkie pogłoski i zapewnił, że daleki jest od wprowadzania czegoś pod przymusem.

„Jestem przeciwnikiem wprowadzania obowiązku szczepień wśród nauczycieli. Dlatego chcemy, aby 1 września do szkół wrócili wszyscy, bez dzielenia na zaszczepionych i niezaszczepionych”

– zapewniał szef resortu w wywiadzie dla Kuriera Lubelskiego.

Życie w reżimie 

Zdaniem części rodziców, z którymi udało się przeprowadzić rozmowy, wprowadzenie reżimu sanitarnego znacząco poprawiło nawyki higieniczne, nawet u najmłodszych dzieci. Przypomnijmy, że do przedszkoli i szkół nie można było przyprowadzać dzieci z najmniejszymi oznakami choroby. Wystarczyło kilka kichnięć lub zatkany nos, aby rodzic otrzymywał telefon, z nakazem przyjazdu po dziecko w ciągu 30 minut. W przeciwnym razie, zgodnie z procedurą w oczekiwaniu na odebranie, trafiało ono do izolatki.

  • „Córka ma obecnie 4 lata. W ciągu ostatniego roku opuściła jedynie 4 dni z powodu kataru. Z kolei starsza córka, w 2 klasie miała stuprocentową frekwencję” – zwraca uwagę pani Patrycja.
  • Moje dzieci nie chorowały. Dwulatka chodziła do żłobka cały rok, jedyne nieobecności były spowodowane katarem. Z kolei w szkole gdzie pracuję, odnotowywałam bardzo wysoką frekwencję. Jeśli ktoś miał jakiekolwiek objawy choroby, a przyszedł do szkoły, od razu zgłaszaliśmy ten fakt rodzicom. Dzieci obserwowały się nawzajem” – mówi pani Olga, mama i nauczycielka.

Zauważalny wzrost chorób u dzieci, lekarze odnotowali dopiero na przełomie maja i czerwca oraz w czasie trwających wakacji. Wraz z ogromnym spadkiem zakażeń, zwolnieniem z obowiązku noszenia maseczek, przemieszczaniem się, przestaliśmy tak bardzo dbać o czystość. W efekcie dzieci, które żyły do tej pory w niemal sterylnych warunkach, (przedszkola i szkoły były m.in. ozonowane) zaczęły chorować.

„Nie pamiętam sytuacji, kiedy tak wiele dzieci jak obecnie, potrzebowałoby konsultacji pediatrycznych w okresie późnej wiosny i lata. Pojawiają się wirusówki, przeziębienia, zapalenia oskrzeli, grypy jelitowe, a więc cała gama chorób, z którymi normalnie walczyliśmy w styczniu, czy lutym. Życie w reżimie sanitarnym obniża odporność naszych dzieci, trzeba to głośno powiedzieć”

stwierdza lekarz pediatra z jednej z krakowskich przychodni.

Słowa lekarza potwierdzają dyskusje prowadzone w social mediach.

Pozostaje mieć nadzieję, że ten rok szkolny będzie podobny do tych sprzed pandemii i nikt nie pozwoli, aby dzieci uczyły się zdalnie.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy