Sprawa majora „Ognia” przed sądem.

Krakowski Sąd Apelacyjny uchylił wyrok Sądu Okręgowego w Nowym Sączu z 2019 ws. roszczeń Zbigniewa Kurasia. Wtedy nowosądecki sąd oddalił jego wniosek. Syn mjr. Józefa Kurasia „Ognia”, domaga się zadośćuczynienia na mocy przepisów Ustawy o uznaniu za nieważne orzeczeń wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego.

Kim był legendarny Józef Kuraś?

Życie dowódcy Zgrupowania Partyzanckiego „Błyskawica” ukazywane jest przez środowiska postkomunistyczne jako jeden ze sztandarowych przykładów rzekomych zbrodni, których mieli dopuszczać się żołnierze powojennego podziemia niepodległościowego.

Prawdopodobnie stąd właśnie wynika zainteresowanie mediów pokroju „Gazety Wyborczej” procesem, który wytoczył Zbigniew Kuraś. Portal internetowy dziennika mówi: „Postać <Ognia>, jak wielu <żołnierzy wyklętych>, budzi wielkie kontrowersje. Przez niektórych jest uznawany za bohatera. Jednak istnieją relacje o zbrodniach, które on i jego oddział miał popełnić na cywilach: egzekucjach, gwałtach, mordowaniu Żydów”.

„Orzeł” – „Ogień”

Mjr Józef Kuraś ps. „Ogień” urodził się w 1915 r. Wbrew późniejszej komunistycznej propagandzie, która przypisywała mu poglądy nacjonalistyczne, od roku 1934 był członkiem Stronnictwa Ludowego. Podobnie jak jego ojciec, zasłużony działacz ruchu ludowego z Waksmundu koło Nowego Targu.

Józef Kuraś służbę wojskową odbył w 2. Pułku Strzelców Podhalańskich w Sanoku, służył również w Korpusie Ochrony Pogranicza. W szeregach 1. Pułku Strzelców Podhalańskich walczył z inwazją wojsk niemieckich wspieranych przez Słowaków podczas wojny obronnej 1939 r.

Po klęsce wrześniowej powrócił w rodzinne strony, gdzie początkowo związał się z Organizacją Orła Białego, która następnie podporządkowała się Związkowi Walki Zbrojnej. W roku 1941 Kuraś został członkiem Konfederacji Tatrzańskiej, która w zamierzeniu twórców miała pozostawać odpowiedzią górali na kolaborację części społeczności Podhala w ramach Goralenvolku. Był dowódcą wypadowej grupy dywersyjnej, następnie dowódcą oddziału AK. Posługiwał się wówczas pseudonimem „Orzeł”.

29 czerwca 1943 r. doszło do tragicznych wydarzeń, gdy Niemcy w odwecie za jego niepodległościową działalność zamordowali jego ojca, żonę i syna. Ich ciała oblali benzyną i podpalili. Od tego czasu Kuraś posługiwał się pseudonimem „Ogień”. 

Od wiosny 1944 r., w wyniku konfliktu z lokalnymi strukturami AK, jego oddział został wcielony do Ludowej Straży Bezpieczeństwa. Była ona w dyspozycji ludowców tworzących pion cywilny Polskiego Państwa Podziemnego. W tym czasie Powiatowy Delegat Rządu powołał „Ognia” do pełnienia funkcji dowódcy oddziału wykonującego wyroki Cywilnych Sądów Specjalnych. Pod koniec okupacji niemieckiej współpracował również z sowiecką partyzantką.

Niepodległościowiec w UB?

Po zajęciu Podhala przez Armię Czerwoną ze swoich podkomendnych utworzył porządkowe oddziały przekształcone następnie w Milicję Obywatelską. Sam zaś został zastępcą kierownika PUBP w Nowym Targu.

„W sytuacji, w której znalazła się w tym czasie Polska, ludowcy zdecydowali się wykorzystać braki kadrowe komunistów, by działać na rzecz niepodległości kraju. Chodziło o to, aby podejmować próby przejmowania terenowych struktur władzy, metodą faktów dokonanych osłabiać możliwości działania komunistów w środowiskach lokalnych i przygotować się do odbudowy niepodległego państwa w bardziej sprzyjającym czasie w przyszłości (…). [Ludowcy] – sami pozostając w konspiracji – kierowali swoich ludzi do milicji i bezpieki”.

– tłumaczy dr Dawid Golik, z krakowskiego oddziału IPN.

Funkcję zastępcy kierownika nowotarskiego UB pełnił zaledwie trzy tygodnie, po czym powrócił do działalności partyzanckiej.

Zgrupowanie

Na 13 kwietnia 1945 r. Kuraś zarządził odprawę swoich podkomendnych, co stanowiło zalążek Oddziału Partyzanckiego „Błyskawica”, który później rozrósł się do zgrupowania partyzanckiego. Tak opowiadał o tym Bogusław Szokalski ps. „Herkules”:

„Głównie byli to starzy partyzanci »Ognia« z czasów okupacji, ale byli też nowi. »Ogień« przemawiał. Powiedział, że będzie nowa walka, bo jest nowy wróg. Nikogo nie zmuszał do pozostania w lesie. Nie pamiętam, żeby ktoś postanowił wrócić do domu. Baliśmy się, bo już były aresztowania”.

Latem i jesienią 1946 r., w momencie największego rozrostu zgrupowania, Kurasiowi podlegało ponad pół tysiąca żołnierzy podzielonych na dziewięć kompanii oraz grupę sztabową.

Wpływy „Ognia” sięgały powiatu gorlickiego na wschodzie, Śląska na zachodzie, północnych rejonów Słowacji na południu i miasta Kraków oraz powiatu miechowskiego na północy. Cała sieć wywiadowców, łączników, informatorów, meliniarzy, mogła liczyć nawet ponad dwa tysiące osób. 

„Ogniowcy” prowadzili walkę nie tylko z siłami komunistycznego reżimu, ale również z pospolitym bandytyzmem. 

„Tak jak w każdym dużym oddziale partyzanckim, zdarzało się, że część partyzantów uległa demoralizacji lub też nie nadawała się do służby” – pisał dr Dawid Golik. W przypadku wykrycia przez „Ognia” podobnych przypadków były one surowo karane czy poprzez karę chłosty, czy poprzez rozstrzelanie.

W jednym z rozkazów pisał: „Bandy rabunkowe likwidować bez pardonu”. Kuraś usiłował wejść w szersze struktury organizacyjne. Podporządkował się Armii Polskiej w Kraju pod dowództwem płk. Aleksandra Dellmana ps. „Dziadek”. Była to jednak podległość jedynie formalna. Wiadomym jest również, że z „Ogniem” kontaktowali się wysłannicy 2. Korpusu Polskiego.

Wskutek zdrady, otoczony przez grupę operacyjną UB-KBW, Józef Kuraś usiłował odebrać sobie życie 21 lutego 1947 r. Zmarł dzień później, do dziś nieznane jest miejsce ukrycia jego szczątków.

W 2006 r. Prezydent RP Lech Kaczyński odsłonił pomnik Józefa Kurasia „Ognia” i jego podkomendnych w Zakopanem. 


Źródło zdjęcia tytułowego: facebook.com/KolorHistorii

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy