Social media angażują się w propagandę lewicową

Do walki z prawicowymi poglądami i kościołem katolickim dołączają kolejni. Facebook od lat jawnie wspiera ruch feministyczny wykorzystując do tego swoje możliwości operowania i manipulowania portalem. Jak się okazuje, wystarczy wejść na wydarzenie czy profil promujący strajki kobiet, aby automatycznie dołączyć do grona jego zwolenników. Nie potrzeba dawać nawet lajka.



O ile samo prezentowanie w Internecie swoich preferencji można wytłumaczyć wolnością słowa, to stosowane przez portale metody wsparcia ich działań i poglądów jest niedopuszczalne. Etycznie i prawnie. Tym z „lewej strony” wolno po prostu więcej. Jak wynika z moich analiz, najbardziej inkryminowane na FB są tematy ochrony życia, moralności i małżeństwa. Obowiązuje też zakaz eksponowania konserwatywnych albo prawicowych wpisów i ich wysokiego pozycjonowania. Nie brakuje za to tęczowych winietek, naklejek reklamujących LGBT i eksponowanej sympatii do tej ideologii.

Regulamin jedno, praktyka drugie.

Nie tylko nowy, ale i stary regulamin Facebooka zakazuje zamieszczania treści, które wzywając do łamania prawa, przemocy, zawierają treści wulgarne i obraźliwe. Platforma posiada cały zestaw środków, aby zablokować strony czy użytkowników, którzy tych zakazów nie przestrzegają. Jednak nie na wszystkie poglądy tak reagują. Niektóre choć spełniają powyższe kryteria są wręcz promowane.

Przykład – strajk kobiet, które nie zgadzają się z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu aborcji eugenicznej. W tym wypadku strony zapowiadające wydarzenie jawnie nawołują do łamania prawa choćby poprzez wezwania do organizowania masowych protestów w czasie trwania pandemii, publikowania wezwań do niszczenia kościołów i innych obiektów. Posługują się przy tym często wulgarnym językiem obrażając swoich przeciwników. Facebook’owi jednak to nie przeszkadza. Manipulacja posunięta jest nawet dalej.

Dostaliśmy informację od naszej czytelniczki, że po jej wejściu na stronę wydarzenia na FB – „strajkUJ” została zakwalifikowana do osób, które interesują się tym wydarzeniem. A nie wykazała przy tym żadnej aktywności, żadnego lajka, żadnej akceptacji. Jedynie odwiedziła stronę. Stało się to wbrew jej woli i poglądom.

Jest to niedopuszczalne, gdyż według reguł Facebooka dopiero „polubienie” strony lub wyrażenie zgody na dołączenie/udział w określonym przedsięwzięciu, obliguje portal do zaliczenia odwiedzającego do grona zwolenników. W tym wypadku tak się nie dzieje. Takie zabiegi mają zawsze pokrętny, zakamuflowany cel. Z jednej strony pokazują innym wchodzącym „jak nas wiele” – sztucznie zawyżając liczbę popierających. Z drugiej – mogą posłużyć do tworzenia zestawień ilościowych i dokumentów wykorzystywanych w walce politycznej zarówno wewnątrz kraju jak i poza jego granicami.

Warto przypomnieć, że to właśnie Facebook rozpoczął histeryczną, a spreparowaną kampanię szkalującą Polskę za „strefy wolne od LBTG”. Chętnie powielaną przez media na świecie, które kreują wizerunek Polski jako kraju zacofanego i homofonicznego.

Istotny jest także aspekt psychologiczny takich działań portalu. Ludzie, szczególnie młodzi są z natury bardzo podatni na różnego rodzaju agitację. Skutecznie podburzani i zradykalizowani przekazem medialnym mogą dopuszczać się łamania prawa i różnych przestępstw, które uderzą potem w nich samych.

W ten sposób „podkręca” się nastroje publiczne i skłania ludzi do działań nieprzemyślanych, a ci, którzy prowokują – z reguły pozostają bezkarni.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy