Nauczanie stacjonarne, hybrydowe, zdalne… w cieniu konfliktu tragicznego

Sytuacja w szkolnictwie jest obecnie wyjątkowo trudna i przypomina grecką tragedię. Obserwujemy konflikt, w którym ścierają się przynajmniej dwie racje. Ilu ludzi, tyle punktów widzenia. Jedni optują wyłącznie za nauczaniem stacjonarnym, inni kategorycznie się mu przeciwstawiają. Jedni uważają szczepienie dzieci za jedyne właściwie rozwiązanie, inni są przeciwnikami szczepień, a jeszcze innymi targają duże wątpliwości.

Jak na dłoni widzimy konflikt tragiczny, który ujawnia się na każdym kroku – wszyscy wydają się mieć rację (przynajmniej we własnym mniemaniu), każdy z wyborów, który zostanie podjęty jest zły, przynosi negatywne konsekwencje, widać daremność ludzkich starań i marność ludzkich wysiłków.

W tym wszystkim w centrum znajduje się uczeń, który już sam nie wie, co jest dla niego lepsze. Żyje w ciągłym zawieszeniu, poddawany wciąż nowym eksperymentom, zdany na łaskę i niełaskę decyzji, na które nie ma żadnego wpływu. Oderwany od rówieśników, poddawany presji matur, egzaminów, testów, sprawdzianów, odpytywań, najczęściej milczący podczas zajęć zdalnych, ukryty za wyłączoną kamerą, czający się, by nikt go o nic nie zapytał, nerwowo zerkający na komórkę lub zegarek, kiedy skończy się lekcja.

W szkole, podczas nauczania stacjonarnego, o wiele łatwiej nawiązać kontakt, sprowokować do reakcji, poruszyć jakąś strunę. Nauczanie hybrydowe to z kolei wielkie wyzwanie dla nauczyciela: część uczniów znajduje się fizycznie w klasie, część uczniów (na kwarantannie lub są chorzy) siedzi przed ekranami komputerów. Do każdego trzeba jakoś trafić, każdy potrzebuje uwagi, nawet jeśli wydaje się akurat odwrotnie.

Na każdym kroku pojawiają się nowe problemy, sytuacja generuje niekończący się łańcuch pytań: czy dzieci nieskierowane na kwarantannę przez sanepid (a więc np. zaszczepione dwoma dawkami szczepionki, niemające akurat kontaktu z chorym na COVID) muszą przebywać w domu i brać udział w zdalnym nauczaniu? Czy też lepsza jest decyzja o nauczaniu hybrydowym?

Wydaje się, że problemy mnożą się, na miejsce odciętej głowy smoka wyrastają trzy kolejne. Przedłużająca się nauka zdalna, to pogłębiające się problemy z kręgosłupem, wzmagająca fala otyłości u dzieci i młodzieży, problemy psychiczne wywołane brakiem kontaktu z rówieśnikami i izolacją w domu. Z kolei utrzymywana na siłę nauka stacjonarna to rozprzestrzeniający się z ogromną szybkością wirus, to przeludnione szpitale i pogłębiający się chaos.

Życie weryfikuje trafność wielu rozwiązań: ilu uczniów zostało pozbawionych ferii, ponieważ zostali skierowani na kwarantannę po powrocie do szkół 10 stycznia? Ile rezerwacji obozów sportowych zostało odwołanych? Ilu hotelarzy i właścicieli pensjonatów straciło swoje zyski?

Przeraża skala konsekwencji, przeraża skala wzajemnych powiązań pomiędzy poszczególnymi gałęziami gospodarki, jedna decyzja pociąga za sobą wiele konsekwencji, przypomina to domino. Jeden niewłaściwy ruch, a wszystko się sypie.

Najprawdopodobniej w tym tygodniu zapadnie decyzja o wprowadzeniu nauki zdalnej w całej Polsce lub też w wybranych regionach, co oczywiście wywoła z jednej strony falę niezadowolenia, a z drugiej u niektórych ulgę. Trzeba jednak pamiętać, żeby zminimalizować straty i uzbroić się w cierpliwość.

W tej sytuacji nie ma idealnych rozwiązań, jak to w prawdziwej greckiej tragedii.

źródło fot. unsplash.com

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy