Klęska politpoprawności – przypadek Danii

O tym, że wpuszczanie niekontrolowanych rzesz imigrantów do Europy nie jest najlepszym pomysłem było wiadomo od dawna. Co najmniej od 2015 roku, kiedy to niektóre państwa zachodniej i południowej części naszego kontynentu szeroko otworzyły swoje granice przed „uchodźcami z Syrii”. W ostatnich miesiącach rząd w Kopenhadze gwałtownie rewiduje tę politykę. Kto dołączy do Duńczyków?

Jako pierwsza z matni obietnic bez pokrycia próbuje wyrwać się rząd premier Mette Frederiksen. Już w lutym duński minister do spraw imigracji i integracji Mattias Tesfaye (jak na ironię syn etiopskiego imigranta) zarządził przegląd spraw kilkuset imigrantów z Damaszku, które zostały przez władze duńskie uznane za bezpieczne. Wielu z nich cofnięto pozwolenia na pobyt. Sytuacja jest patowa ze względu na brak relacji dyplomatycznych między Kopenhagą a reżimem Baszszara al-Asada, który skutkuje brakiem możliwości przeprowadzenia procedury deportacyjnej. 

Niektórzy z tych, dla których decyzja była niepomyślna, przebywają w ośrodkach dla uchodźców. Niezależnie od powyższej okoliczności, diagnozę rządu duńskiego skrytykował Wysoki Komisarz ONZ ds. Uchodźców w słowach: 

Nie uważamy, by ostatnia poprawa bezpieczeństwa w niektórych częściach Syrii była wystarczająco stabilna lub trwała, by uzasadniać zakończenie ochrony międzynarodowej dla jakiejkolwiek grupy uchodźców”.

Do chóru niezadowolonych dołączyli niektórzy prawnicy i organizacje zajmujące się prawami człowieka, powołując się przy tym na konwencję genewską dot. statusu uchodźców z 1951 roku, w szczególności na jej art. 33: 

„1. Żadne umawiające się państwo nie wydali lub nie zawróci w żaden sposób uchodźcy do granicy terytoriów, gdzie jego życiu lub wolności zagrażałoby niebezpieczeństwo ze względu na jego rasę, religię, obywatelstwo, przynależność do określonej grupy społecznej lub przekonania polityczne”.

Z zarzutami powyższymi nie godzi się min. Tesfaye, który zakomunikował zdecydowanie w wypowiedzi dla AFP. 

Wyjaśniliśmy syryjskim uchodźcom, że ich pozwolenie na pobyt jest tymczasowe. Musimy zapewnić ochronę imigrantom tak długo, jak to jest potrzebne, ale kiedy warunki kraju, z którego przybywają, poprawią się, powinni oni wrócić do domu i tam ponownie rozpocząć nowe życie”.

Dania ma niecałe 6 mln ludności, z czego aż 500 tys. to imigranci. Rządząca Danią centrolewicowa koalicja rządowa na czele z premier Mette Frederiksen w sprawach związanych z imigracją poddają się presji opinii publicznej, czując na plecach oddech bardziej prawicowej konkurencji. To właśnie część jej postulatów przejęli wygrywając wybory w 2019 roku. 

Dlatego propozycji dotyczących traktowania imigrantów padło jeszcze kilka. Do budzących największe emocje należy zakaz tworzenia gett – w ciągu 10 lat przymusowo wysiedlano by imigrantów z dzielnic, w których stanowią oni więcej niż 30% ludności. 

Innym ciekawym rozwiązaniem, przegłosowanym przez duński parlament 3 czerwca, jest transportowanie do kraju trzeciego (położonego np. w Afryce) osób ubiegających się w Danii o azyl na czas trwania procesu decyzyjnego. 

Jeśli ubiegasz się o azyl w Danii, wiesz, że i tak zostaniesz odesłany do kraju poza Europą, dlatego mamy nadzieję, że ludzie przestaną składać takie wnioski” – powiedział Rasmus Stoklund, rzecznik rządu ds. imigracji. 

Do czasu aż sprawy Syryjczyków będą rozstrzygane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wiele państw może podążyć krokiem Danii, wycofując się chyłkiem z ogłaszanej niegdyś gromko polityki herzlich willkommen

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy