„Czeskie półki” zagrożeniem dla polskiej żywności

Nie dość, że pandemia uderzyła bardzo mocno w przedsiębiorców oraz rolników, Czesi szykują dla nas kolejny wstrząs. Od przyszłego roku przeszło połowa produktów sprzedawanych w czeskich sklepach spożywczych ma pochodzić od rodzimych producentów. Do tej pory Polska była największym eksportem żywności do Czech.

Od 2022 r. 55% wyselekcjonowanej żywności z czeskiej produkcji powinno znajdować się w sklepach powyżej 400 mkw. Do 2027 czeskie produkty mają stanowić 85% zaopatrzenia tamtejszych marketów. Kontyngenty powinny obejmować ponad sto rodzajów sprzedawanej żywności. Ustawa o żywności została przyjęta przez czeską Izbę Poselską. Senat i prezydent Miloš Zeman jeszcze jej nie zatwierdzili.

Zwolennicy kwot argumentują, że kryzys koronawirusa pokazał, jak pożądane jest, aby Czechy były bardziej samowystarczalne w produkcji żywności. Lokalni rolnicy mogą ją wytwarzać po takich samych lub niższych kosztach jak zagraniczni.

Cios w polski eksport

Decyzja izby niższej czeskiego parlamentu może stać się ciosem dla polskich wytwórców żywności. Jak podaje nasze ministerstwo rolnictwa, Polska w pierwszych 11 miesiącach 2020 r. wywiozła do Czech produkty rolno-spożywcze na kwotę 1,36 mld euro (wobec 1,39 mld euro w analogicznym okresie roku 2019). Polscy eksporterzy od kilku lat są liderem w dostawie żywności do Czech. W tej dziedzinie wyprzedziliśmy nawet Niemcy.

Do Czech eksportujemy głównie: wszystkie gatunki mięsa, filety rybne, masło, sery i twarogi, warzywa, owoce, kawę, papierosy, chleb, wyroby cukiernicze, słodycze i przetwory spożywcze.

 Obowiązkowe limity czeskich producentów w sklepach niewątpliwie będą stanowić barierę w dostępie do rynku czeskiego dla polskich eksporterów żywności

— stwierdził minister rolnictwa Grzegorz Puda w rozmowie z PAP

Zdaniem polskiego ministra tworzenie tego rodzaju barier dla wymiany handlowej jest szkodliwe także dla dobrych relacji czesko-polskich. Od naszych południowych sąsiadów sprowadziliśmy w minionym roku produkty o wartości 658,8 mln euro i 585,5 mln euro w roku 2019.

Swoje zastrzeżenia do nowelizacji zgłosili ambasadorowie i przedstawiciele placówek z kilku państw Unii Europejskiej, w tym Polski. Zwrócili uwagę, że projekt ma charakter dyskryminacyjny.

Według Izby Gospodarczej wprowadzenie tych przepisów jest ingerencją w działalność gospodarczą państw europejskich i zniekształca krajowy rynek handlu.

„Czeskie półki” kością niezgody

Zanim nowe prawo wejdzie w życie, musi być przegłosowane przez senat oraz podpisane przez prezydenta. Jak donoszą czeskie media, przepisy nie zostaną zatwierdzone przez senat. Projekt odrzucają trzy najsilniejsze kluby, które mają wyraźną większość konstytucyjną w wyższej izbie parlamentu.

Całość najprawdopodobniej oznaczałaby zmniejszenie asortymentu i wzrost cen tej żywności

— powiedział prezes klubu senatorskiego ODS i TOP 09 Zdeněk Nytra (ODS). 

Senatorowie twierdzą też, że prawo jest sprzeczne z zasadami jednolitego rynku europejskiego. Przedstawiciele klubów senackich ODS i STAN potwierdzili swój negatywny stosunek do propozycji wkrótce po jej zaakceptowaniu przez posłów. Według ODS kwoty doprowadziłyby do znacznego wzrostu cen żywności.

Przeciwnicy ostrzegają, że przyjęcie propozycji ograniczy wybór w sklepach. Wskazują również na prawdopodobny konflikt z przepisami UE dotyczącymi swobodnego przepływu towarów. Komisja Europejska już zapowiedziała, że ​​jeśli ustawa zostanie przyjęta, szczegółowo ją zbada.

Sprzeciw zgłosili także przedstawiciele sklepów. Hipermarkety Globus oferują w Czechach do 30 000 rodzajów żywności. Gdyby weszła w życie ustawa o obowiązkowym udziale 55 % czeskiej żywności w zakupach klientów, od przyszłego roku sieć mogłaby sprzedać zaledwie pięć tysięcy sztuk.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy