Bezrobocie wśród młodych – czy już czas bić na alarm?

Spośród wszystkich wskaźników gospodarczych stopa bezrobocia jest tym, którego z pozoru w Polsce powinniśmy obawiać się najmniej. Choć w pierwszym kwartale odsetek bezrobotnych nie był już na rekordowo niskim poziomie 3,1% z końcówki zeszłego roku. 4% liczone w oparciu o metodologię Eurostatu nie zwiastują jeszcze czarnych chmur nad naszą gospodarką. Sytuacja jednak nie wygląda tak różowo, gdy pod uwagę weźmiemy bezrobocie wśród osób do 34. roku życia.

Wydawać by się mogło, że dawno nie było tak dobrze. Pierwsze lata XXI wieku, kiedy odsetek bezrobotnych w Polsce napawał skrajnym pesymizmem, by w końcu osiągnąć w lutym 2003 roku kosmiczny poziom 20,7%, z dzisiejszej perspektywy wydają się już dawno zapomnianą prehistorią. Obecnie jednak problem bezrobocia nie zniknął zupełnie, a jeśli chodzi o młodzież to pewne jego aspekty każą zwrócić na siebie baczną uwagę.

Już w danych za 2018 rok Eurostat alarmował, że 16,5% obywateli Unii Europejskiej w wieku 20-34 lat jest bez pracy. Polska co prawda nie doganiała w tym niechlubnym rankingu Włoch i Grecji, ale plasowała się w granicach średniej unijnej.

Pierwszy kwartał 2021 roku przyniósł ze sobą wzrost bezrobocia o 4,1% wśród mężczyzn i o 2,1% wśród kobiet w stosunku do ostatniego kwartału 2020 roku. Osoby do 34. roku życia są grupą zdecydowanie dominującą wśród zarejestrowanych w urzędach pracy. Według danych GUS-u bezrobotni do 24. roku życia stanowią 12,2% ogółu bezrobotnych, a od 25 do 34. roku życia – 27,1% ogółu.

Restrykcje epidemiczne, które dotknęły w największym stopniu gastronomię, turystykę i branżę eventową, a więc dziedziny gospodarki zatrudniające przede wszystkim młodych ludzi, są tylko częścią diagnozy przyczyn tej sytuacji. Nałożyły się one na pewne zaszłości strukturalne, które o ile nie zostaną wyeliminowane, z czasem mogą stać się tykającą bombą zegarową. Należą do nich przede wszystkim:

  • brak koordynacji współpracy przedsiębiorców z uczelniami wyższymi,

brak rozwiązań służących wdrożenie osób po zakończeniu edukacji.

Polski rynek pracy, póki co nie przestał być rynkiem pracownika. W wielu branżach chętnych do pracy za wcale niemałe pieniądze po prostu brakuje. Na pewno ożywieniu zawodowemu młodych osób nie będzie sprzyjało zapowiadane rozwiązanie w postaci ozusowania umów o dzieło, a więc w praktyce ujednolicenia różnych form zatrudnienia do wzorca jaki stanowi umowa o pracę.

W warunkach kryzysu gospodarczego przedsiębiorcy mogą być skrajnie niechętni do wiązania się z pracownikami umowami o nieelastycznym charakterze.

Ostatnią bolączką, o której warto tutaj wspomnieć jest niedobór szkół, które służą kształceniu wykwalifikowanych pracowników. Inflacja szkół wyższych i kierunków kształcenia uniwersyteckiego idzie w parze z zanikaniem instytucji, których ukończenie dawało absolwentowi konkretny zawód i w jakimś stopniu przygotowywało go do sytuacji, które mogą mieć miejsce podczas pracy.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy