„Wpadła bomba do piwnicy…”

W nocy z 29 na 30 września doszło do ewakuacji jedenastopiętrowego budynku na krakowskim os. Piastów. Saperzy zabezpieczyli ponad 150 pocisków artyleryjskich. Znajdowały się one w mieszkaniu jednego z lokatorów – kolekcjonera militariów z czasów II wojny światowej.

Codziennie, nie zdając sobie nawet z tego sprawy, balansujemy nad przepaścią, rozkładamy koc piknikowy u stóp Wezuwiusza, przechadzamy się nad rzeką pełną piranii, spacerujemy po chodnikach wysadzanych tłuczonym szkłem…

Pod koniec września boleśnie przekonali się o tym mieszkańcy krakowskiego osiedla Piastów. Okazało się, że jeden z lokali jedenastopiętrowego bloku mieszkalnego zajmowany jest przez pechowego kolekcjonera niewybuchów. Niewybuchy, wbrew swojej nazwie, wybuchły w nieoczekiwanym momencie, powodując dotkliwe obrażenia 37-letniego pasjonata militariów.

Mężczyzna trafił do szpitala, a na miejsce zdarzenia, po nitce do kłębka, a raczej po loncie do bomby, przyjechała brygada saperów, która odkryła u zapaleńca imponujący zbiór 150 pocisków artyleryjskich z czasów II wojny światowej. Saperzy znaleźli również w piwnicy minę przeciwpiechotną…

Oprócz aspektów na wskroś poważnych, do jakich należą bez wątpienia groźba kary pozbawienia wolności do lat 8 z powodu sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób, całonocna akcja pirotechników i saperów, ewakuacja wszystkich mieszkańców feralnego bloku, całe zdarzenie cechują liczne elementy komiczne. Pozostaje to w zgodzie z teoriami humoru głoszącymi, że śmiech rodzi się z pewnej nieprzystawalności i paradoksu. A zło najlepiej okiełznać właśnie śmiechem.

Po raz kolejny potwierdziła się znana prawda, że z sąsiadami lepiej żyć w zgodzie, mówić w windzie dzień dobry i nie wystawiać śmieci na klatkę… Od sąsiada można bowiem oczekiwać wybuchu nie tylko złości – okazać się może, że sąsiad ma krótki lont.

Z drugiej jednak strony można wpaść do takiego zaradnego sąsiada w niedziele rano, kiedy zabraknie nam właśnie pocisku artyleryjskiego, a sklepy, jak to w niedzielę, zamknięte… Taki zapobiegliwy sąsiad to skarb – w sytuacji krytycznej niczym przebudzony rycerz spod Giewontu ruszyć może na ratunek, z orężem w ręku. Co prawda nieco przestarzałym, ale nie mniej skutecznym… Miotać może chociażby z balkonu, a nie tylko miotać się bezsilnie na balkonie, jak to często zdarza się w przypadku sąsiadów pozbawionych żyłki kolekcjonerskiej. 

Zwróćmy również uwagę na aspekt filozoficzny. Sytuacja z osiedla Piastów uczy nas, że pod powierzchnią rzeczywistości buzuje lawa nieodkrytych znaczeń. Nad sufitem i pod podłogą czają się nieznane namiętności, a labirynty umysłów ludzkich są nieodgadnione i kręte. Coś nas uwiera i nie daje spać, jesteśmy niczym księżniczka na ziarnku grochu, lub raczej księżniczka na beczce prochu…

Rzeczywistość utkana jest z różnych pasm wcale do siebie nieprzystających, a dziecięca wyliczanka „Wpadła bomba do piwnicy, napisała na tablicy” zyskuje nowy, groźny wydźwięk.

Zmierzajmy jednak do konkluzji, w swej naturze jakże oczywistej. Zdarzenie z krakowskiego os. Piastów potwierdza: życie jest piknikiem pod wiszącą skałą. Idąc do piwnicy po kabaczki w occie natknąć się możemy na zgoła inną w swym charakterze bombę, i to bynajmniej nie witaminową. Dodaje to jednak życiu smaku i nie pozwala popaść w marazm i zaśniedziałość.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy