USA – Demokracja umiera?

„Obyś żył w ciekawych czasach”- to chińskie przekleństwo pasuje, jak ulał do dzisiejszych czasów. Żyjemy w okresie zmiany, czy na lepsze, zobaczymy. Na razie wiele wskazuje na to, że idea demokracji w USA na naszych oczach umiera.

Wchodzimy w okres, gdy społeczeństwo potrzebne będzie elitom jedynie co kilka lat by, oddać głos na kandydata wykreowanego przez media i portale społecznościowe. Rządzić będą zamożne eleganckie i gustownie ubrane elity, podlegli im politycy i media. Wydaje się, że ich zetknięcie się z „mas”, czyli amerykańskim motłochem – jak nieelegancko nazywają protestujących media – umacnia tylko większość elit z chęci jeszcze większego odgrodzenia się od nich.

Ze wszystkich głównych mediów poszedł przekaz praktycznie identyczny: Donald Trump, niezadowolony z wyników głosowania, podburzył uzbrojony tłum do dokonania zamachu stanu – demokracja w USA została poważnie zagrożona. Jednak Joe Biden, kongresmeni i sam Mike Pence (który zdradził prezydenta Trump’a) nie dopuścili do chaosu i uratowali demokrację!

Przekaz mediów i social mediów

To co nam pokazano, to jedyna i niepodważalna prawda, przy pełnej dyskredytacji Donald’a Trump’a. Rzecz bez precedensu, konta urzędującego jeszcze prezydenta na Tweeterze, Istagramie i Facebooku zostały zablokowane. Szczególnie napastliwe komentarze płyną z Francji. Pan prezydent Emmanuel Macron korzysta bowiem skrzętnie z okazji na zemstę za wspieranie przez Trump’a „żółtych kamizelek”.

Oczywiście media amerykańskie (CNN i inne) zaniżały ilość protestujących – do kilku tysięcy. Gołym okiem było widać, że protestujących było co najmniej 100 tysięcy.  

Sposób relacjonowania i poziom zdyskredytowania prezydenta Trump’a zamyka mu praktycznie szanse nie tylko w tych, ale i następnych wyborach. Wiele wskazuje, że może go wyeliminować z polityki na zawsze, bo poparcie dla niego na szczytach partii republikańskiej spadło dramatycznie.    

Kolejny nieudolny „ciamajdan”?  

Nie byłabym zaskoczona, gdyby okazało się, że celowo dopuszczono do wtargnięcia demonstrantów na Kapitol. Okoliczności zdarzenia są niejasne. Wielu z nich, szczególnie tych najbardziej malowniczych zidentyfikowano bowiem jako związanych z antifą. Zostali rozpoznani przez identyfikację twarzy, ale jakie to ma znaczenie? Prawdy pewnie nie dowiemy się nigdy. Liczy się efekt, czyli szybkie i bezproblemowe zatwierdzenie kandydata Bidena. Są ofiary, w tym młoda zwolenniczka urzędującego prezydenta Ashli Babbit, wysoka urzędniczka służb bezpieczeństwa. Sprawcy zastrzelenia 4 osób pozostają nieznani.

Prosta ocena sytuacji, poparta analizą wystąpień urzędującego prezydenta, wzywających do zachowania spokoju, porządku i poszanowania prawa wskazują, że wtargnięcie do Kongresu nie odbyło się z jego inspiracji, a tylko osłabiło jego pozycję polityczną. 

Sam „motłoch” zaś, poza pokazywanymi usilnie przez media dziwnie wyglądającymi osobnikami, to byli młodzi. W większości spokojni, porządnie ubrani, nieagresywni ludzie o inteligentnym wyglądzie.

Insurekcja

Wydarzenia w Waszyngtonie bardzo szybko Joe Biden oraz część komentatorów nazwało „insurekcją”. Wydaje się, że nieprzypadkowo. Amerykanie mają bowiem tzw. „Insurrection Act” – narzędzie, które może być przydatne do prześladowania przeciwników prezydenta-elekta. Wiele wskazuje, że taki scenariusz może być wkrótce realizowany. Demokraci, w odróżnieniu od Donald’a Trump’a nie zawahają się użyć wszelkich środków, w tym ustawodawstwa.

Czy tak robi się zamach stanu?

Oczywiście, że nie! To nie rewolucja francuska. Trzeba do tego przychylności wojska i potężnych w USA służb specjalnych. Prezydent Trump doskonale o tym wie.

Tymczasem podstawowym efektem ataku na Kapitol i zastraszenia kongresmenów, było szybkie i bezproblemowe zatwierdzenie Joe Bidena jako nowego prezydenta. Czy właśnie nie o to chodziło?

Ujawnienie przez Trump’a wszystkich wyborczych przekrętów i rozmiaru korupcji w USA itp. to było zbyt wiele. Dotarcie na szczyty kariery politycznej nie tylko w USA wymaga wielu moralnych kompromisów. Kiedy zobaczyłby je świat, mit praworządnego kraju, wzorca demokratycznych swobód ległby w gruzach!

Co to oznacza dla Polski?

Mit Ameryki, wzorca praworządności, demokracji i dobrobytu – zbladł.

Rządy demokratów przyniosą, jak można przypuszczać, ofensywę ideologii lewicowej, dekonstrukcję tradycyjnych w tym religijnych postaw, walkę z rodziną, promocję „gender” i wszelkich innych dewiacji.

Wspieranie Niemiec, Ukrainy i Chin, z którymi to sam Biden, a przede wszystkim jego syn, związali się intratnymi kontraktami nie najlepiej rokuje naszemu krajowi na przyszłość.

Jednak z drugiej strony Fort Trump nie powstał, a Polska nie została objęta tarczą atomową. Zamiast narzekać, szukajmy szansy w bardziej wielostronnej polityce.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy