Rakowiecka – miejsce komunistycznych zbrodni

Mapa Polski usłana jest miejscami niemieckich i komunistycznych zbrodni. Niemal każde miasto powiatowe ma budynek, w którym mieściło się gestapo, następnie zaś urzędował w nim Urząd Bezpieczeństwa. Dawny areszt przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie ma jednak status wyjątkowy.

Warszawski Mokotów zyskał straszliwą sławę. Stał się jednym z najbardziej złowieszczych miejsc komunistycznego aparatu terroru, gdzie w bezpośrednio powojennym okresie życie i zdrowie straciło wielu żołnierzy Armii Krajowej, Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, działaczy politycznych i społecznych. Ludzie aresztowani przez funkcjonariuszy UB przechodzili brutalne i połączone z licznymi torturami śledztwo, wielu zaś w tych celach oczekiwało na wykonanie wyroku śmierci. To również miejsce więzienia opozycjonistów z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

Carskie więzienie

Budowa kompleksu więziennego na warszawskim Mokotowie rozpoczęła się 26 września 1902 r. Dwa lata później nastąpiło oficjalne otwarcie Więzienia Poprawczego w obecności ówczesnego carskiego gubernatora Dymitra Martynowa. Początkowo do placówki kierowano więźniów kryminalnych, ale prędko po rewolucji 1905 r. została ona zapełniona przez uczestników antycarskich demonstracji. Na przełomie pierwszej i drugiej dekady XX wieku w więzieniu przetrzymywano średnio od 1600 do 1800 osób. 

Po zajęciu Warszawy przez wojska niemieckie podczas I wojny światowej budynek kontynuował sprawowanie swej więziennej funkcji. 1 września 1918 r. z rąk niemieckich administrację nad więzieniem przejęła Tymczasowa Rada Stanu Królestwa Polskiego. W dwudziestoleciu międzywojennym Rakowiecka była jednym z największych zakładów karnych o najbardziej zaostrzonym rygorze.

Niemieckie zbrodnie

W okresie II wojny światowej więzienie przy ulicy Rakowieckiej przejęte zostało przez administrację okupacyjną. Jako jedyny z warszawskich zakładów karnych podlegało policji kryminalnej Kripo, co do zasady zatem umieszczano w nich więźniów kryminalnych. Mimo tego statusu incydentalnie trafiali tam również więźniowie polityczni. Na Rakowieckiej więziony był przejściowo Janusz Kusociński, lekkoatleta, złoty medalista olimpijski z Los Angeles zamordowany następnie w Palmirach. 

W czasie okupacji niemieckiej na Rakowieckiej przetrzymywano nawet 2500 więźniów. W momencie wybuchu Powstania Warszawskiego było ich ośmiuset, w tym 41 nieletnich. 2 sierpnia 1944 r. oddziały SS wymordowały więzionych tam Polaków. Niektórym udało się uciec, część z nich dołączyła do powstańczych oddziałów i przelała krew walcząc o wolną Polskę. Wraz z więźniami zamordowani zostali prawdopodobnie polscy funkcjonariusze więzienni.

Golgota patriotów

Po zajęciu Warszawy przez wojska sowieckie i sprzymierzone z nimi „ludowe” wojsko Rakowiecka po raz kolejny zmieniła właściciela nie zmieniając jednocześnie swego przeznaczenia. W marcu 1945 r. budynki przekazano Departamentowi Więziennictwa i Obozów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Prędko miejsce to zyskało straszliwą sławę. Znaczną częścią więzienia od czerwca 1947 r. zarządzał Departament Śledczy MBP, któremu szefował płk Józef Różański (właściwie Józef Goldberg). 

„Jest absolutnie bezsporne, że Różański sam bił do krwi, tolerował bicie i podżegał do niego podwładnych mu funkcjonariuszy, bijąc w ich obecności. Jego istotną umiejętnością „zawodową” było psychiczne dręczenie ludzi w śledztwie i wydostawanie od nich tą drogą informacji, często fałszywych, których wcześniej nie podaliby nawet podczas tortur w katowniach gestapo” – pisał o nim dr Zdzisław Uniszewski.

Najbardziej ponurą sławę zyskał Pawilon X więzienia przy Rakowieckiej. Znajdujące się w nim cele miały po około siedem metrów kwadratowych. Na takiej powierzchni umieszczano od sześciu do ośmiu osób. Więźniowie myli się w „sedesie” (a właściwie wiadrze przeznaczonym do załatwiania w nim potrzeb fizjologicznych), przyznawano im głodowe racje żywnościowe. Nie prowadzono ich również do łaźni. Nie to było jednak najgorsze. Na ostatnim piętrze Pawilonu X dochodziło do przesłuchań. Do uszu pozostałych osadzonych często dochodziły krzyki i jęki torturowanych. Jesienią 1949 r. wybudowano specjalny pawilon przeznaczony do „badań” – tak zwany Pałac Cudów. Niepokornych więźniów umieszczano w karcerach – niewielkich pomieszczeniach, w których więziony nie mógł się wyprostować ani swobodnie usiąść. Często karcery wypełnione były stęchłą wodą i miały tam dostęp szczury.

Wymuszone torturami zeznania stanowiły podstawę do oskarżenia i postawienia przed sądem. Niekiedy do rozpraw dochodziło na terenie Rakowieckiej. Były to tak zwane procesy kiblowe, gdyż oskarżony siadał w celi na sedesie i tam odbywała się rozprawa. Skazanych na karę śmierci przetrzymywano w kilkudziesięcioosobowych celach Pawilonu Ogólnego. Tam oczekiwali długie miesiące, a nawet lata, na wykonanie wyroku. Niektórzy otrzymywali akt łaski, innych na Rakowieckiej mordowano. 

To właśnie tam dokonano egzekucji na m.in. rtm. Witoldzie Pileckim, mjr. Hieronimie Dekutowskim „Zaporze”, mjr. Zygmuncie Szendzielarzu „Łupaszce”, a także ppłk. Łukaszu Cieplińskim „Pługu”. Ostatni z nich wraz z pozostałymi członkami IV Zarządu Głównego WiN zamordowany został 1 marca 1951 r. Dziś pierwszy dzień marca obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.

Na terenie dawnego aresztu śledczego Warszawa-Mokotów obecnie powstaje Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Zostało ono powołane Zarządzeniem Ministra Sprawiedliwości z dnia 4 kwietnia 2016 r. w sprawie utworzenia i nadania regulaminu Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. 

1 marca 2020 r. Minister Sprawiedliwości wydał Zarządzenie w sprawie przekształcenia Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w państwową instytucję kultury oraz nadania statutu Muzeum. Na podstawie tego aktu Muzeum z dniem 2 marca 2020 r. przyjęło formę państwowej instytucji kultury.

Foto: Archiwum Grażyny Rutowskiej/NAC

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy