Polskie zasieki graniczne

W ostatnich dniach na polsko-białoruskiej granicy rozciągnięto ok. 150 km drutu kolczastego, który zazwyczaj używa się, jako uzupełnienie wszelakich barier czy też umocnień. W wojsku jest stosowany, jako element osłony własnych pozycji, który ma utrudniać atak piechoty przeciwnika. Tutaj jednak mamy do czynienia z jego nowym zastosowaniem.

Obserwując w ostatnich latach działania wielu państw, które miały na celu wstrzymanie presji nielegalnych migrantów na granice, tylko w bardzo trudnym dla budowy terenie można było spotkać się z takim zastosowaniem. W Polsce przyjęto to rozwiązanie w terenie dogodnym do budowy płotów. Wygląda to tak, jakby ktoś chciał poczynić sygnały, iż zmienia się system ochrony granicy z sygnalizacyjnego o przekraczaniu na system uniemożliwiający jej przekroczenie.

W tym wszystkim jakby zabrakło zwykłego rozsądku. Wspomniane przesłanie nikogo nie zatrzyma (wystarczy rzucić zwykłe deski na druty) a znacznie większe oddziaływanie zrobiłaby decyzja o budowie (nawet fragmentarycznej) płotów o dużej skuteczności powstrzymywania. Z jednej strony byłby to sygnał dla władz Białorusi, że kończymy zabawę z „turystyką imigrancką” a z drugiej strony formułujemy jasny przekaz dla osób i podmiotów trudniących się przemytem ludzi, że przez wschodnią granicę Polski nie przejdą.

Polska Straż Graniczna ma spore doświadczenie z systemami blokującymi przekraczanie granicy. Od 2015 r. kilkuset funkcjonariuszy SG wspomagało corocznie służby graniczne Węgier i Macedonii, gdzie takie płoty zbudowano i okazały częściowo skuteczne. Bez nich funkcjonariusze nie poradziliby sobie z presją migracyjną, która nadal trwa i czasami przybiera postać ataku na policjantów. Zaledwie miesiąc temu grupa 15 migrantów próbowała nielegalnie przedostać się na terytorium Węgier w rejonie miasteczka Ásotthalom. Użyli oni przeciwko funkcjonariuszom miotacza gazu, zaś 12 sierpnia br. zaatakowali funkcjonariuszy cegłami. W przyszłości nie należy wykluczyć nawet użycia broni, gdyż migranci pochodzą często z regionów, gdzie stosuje się ją powszechnie dla załatwiania porachunków.

Czasami pojawia się pytanie czy Polskę stać na budowę takich płotów? Należy sobie odpowiedzieć na to pytanie w formie wskazania ceny nie wybudowania takiego umocnienia granicy.

Dzienny koszt utrzymania nielegalnego migranta to ok. 100 zł. Przez rok wydamy na niego, co najmniej 36 500 PLN, nie licząc olbrzymich pośrednich wydatków w postaci zwiększonych obsad służb i obsługi. Przyjęcie tylko 10 tys. nielegalnych migrantów w skali roku będzie nas kosztowało 365 mln PLN, a musimy być przygotowani na wieloletnie ich utrzymanie.

Jak to wygląda w innych krajach?

  • Najbliżsi nam politycznie Węgrzy na granicy z Serbią wybudowali 175 km ogrodzenia o wysokości 4m. Jeszcze w 2015 r. mimo protestów strony rumuńskiej przygotowano plany, materiały oraz wytyczono geodezyjnie odcinek do wzmocnienia granicy właśnie z Rumunią.
  • Także Słowacja przygotowała się do ochrony swoich granic poprzez zakup mobilnych, kontenerowych umocnień na granicy.
  • Jednak pierwszy płot wewnątrz strefy Schengen powstał w 2015 r. na granicy Austrii ze Słowenią. Ogrodzenie ma niespełna cztery kilometry długości i 2,5 metra wysokości. Po decyzji władz we Wiedniu, także Słoweńcy zbudowali płot na części granicy z Chorwacją.
  • Jednak do najbardziej klasycznych umocnień granicy doszło pomiędzy Turcją a Grecją, Bułgarią a Turcją oraz Macedonią a Grecją, gdzie powstały nawet podwójne płoty oddzielone od siebie kilkumetrową odległością, aby mieć czas na reakcję w razie przerwania pierwszego z nich.

Płoty graniczne buduje się nie tylko pod pretekstem ochrony przed nielegalnymi migrantami, a za powód podaje się afrykański pomór świń (ASF). W 2018 Bułgaria rozpoczęła pod tym pretekstem budowę płotu na granicy z Rumunią, a niemiecki land Saksonia z Polską.

Strach przed kolejnymi falami nielegalnych imigrantów w społeczeństwach europejskich będzie wymuszał na rządzących coraz większą ochronę granic. Doświadczenia związane z ostatnią falą imigrantów, zwłaszcza w Szwecji, gdzie doszło do przejmowania dzielnic w wielu miastach przez kryminalne gangi jest wyraźnym tego sygnałem. Oczywiście daleko nam do izraelskich standardów ochrony granic, gdzie panuje zasada „she sees, she shoots” („widzi, strzela”).

Na obecną chwilę nie są potrzebne tak radykalne działania i budowa płotów kilkunastometrowej wysokości, a w niektórych wypadkach sięgających nawet 60 m pod ziemię, aby uniemożliwić kopanie tuneli. W Izraelu standardem jest system składający się z zamontowanej na granicy wieży, na której umieszczono kamerę oraz karabin maszynowy, obsługiwany zdalnie przez żołnierza. W przypadku pojawienia się zagrożenia, dostaje on pozwolenie na ostrzał. Innym elementem ochrony granic są tam 1,5-tonowe bezzałogowe pojazdy naziemne Jaguar (strzelające roboty). Spust naciska zdalny operator, ale maszyna może też podejmować decyzje sama.

Decyzje o budowie płotów powinny zapaść jak najszybciej, nie czekając na to czy dotrze do Polski fala migrantów z Afganistanu, przed którymi granicę już zamknęła Turcja. Zaostrzająca się sytuacja w Azji i na Bliskim Wschodzie oraz gwałtowny przyrost ludności w Afryce będzie w następnych latach napędzał kolejne fale nielegalnej migracji. Nie możemy na nie czekać. Należy już teraz wysłać jednoznaczny sygnał – tędy nie przejdziecie!

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy