Polska na kierunku uderzenia nielegalnymi migrantami

Coraz większą popularność na świecie wśród strategów mają nowe technologie. W tym kosmiczne, które mają służyć zdobyciu przewagi strategicznej nad ewentualnym przeciwnikiem. O wojnach hybrydowych mówi się w kontekście wykorzystania przez Rosję tzw. „zielonych ludzików” na Krymie i w Donbasie i możliwych scenariuszach kopiowania tych scenariuszy w innych regionach świata.

Dużo uwagi poświęcamy zagrożeniom informacyjnym, w tym cyberatakom na infrastrukturę krytyczną, czy też użytkową w poszczególnych krajach. Jesteśmy coraz bardziej wyczuleni na uderzenia specjalne w postaci wykorzystywania mediów i tzw. organizacji pozarządowych finansowanych z zewnętrznych źródeł w postaci kreowania w państwach zjawisk demoralizacji społeczeństwa, niszczenia więzów tożsamościowych czy też uderzenia w obszary szeroko pojętej ekologii, jako elementu zdobywania przewagi gospodarczej w energetyce, czy też przemyśle drzewnym. To wszystko znamy i jesteśmy na to wyczuleni.

Jednak patrząc na obecny kryzys migracyjny na granicy litewsko-białoruskiej w postaci wysłania w kilka tygodni na Litwę ponad 1500 nielegalnych imigrantów zasadniczo w percepcji mediów i znacznej części społeczeństwa jest to odbierane jako odwet Aleksandra Łukaszenki na Litwinach za popieranie opozycji i szkodzenie Białorusi na arenie międzynarodowej. Mało kto patrzy na to jako na zapowiedz prawdziwego uderzenia bronią „imigracyjną” na państwa, które według Moskwy są nieprzyjazne Rosji i Białorusi.

Polska niemrawo wzmacnia Straż Graniczną nad granicą z Białorusią. Są przygotowywane scenariusze użycia wojska dla wsparcia służb granicznych, ale ciągle patrzymy na to w postaci ograniczonego w czasie zjawiska, kreowanego przez nieprzyjaznych sąsiadów ze wschodu. W rzeczywistości może to być przygotowanie do znacznie większej operacji specjalnej i to niekoniecznie kierowanej z Białorusi. Do jej przeprowadzenia potrzebne jest kosztowne, duże logistycznie przygotowanie lub wykorzystanie czynników naturalnych, z którymi mamy obecnie do czynienia na świecie.

Patrząc na mapę widzimy, iż z punktu widzenia operacyjnego dogodnym krajem do takiego uderzenia jest nie Białoruś a Ukraina, państwo leżące nad Morzem Czarnym, które nie kontroluje wielu obszarów na wschodzie kraju. Jednocześnie graniczy ono na tysiącach kilometrów z obecnie nieprzyjazną dla niej Rosją i Białorusią. To powoduje, iż w rzeczywistości nie jest w stanie kontrolować tysięcy kilometrów swoich granic. Tak więc wywołanie na jego terytorium kryzysu migracyjnego jest niezwykle proste poprzez skierowanie setek tysięcy nielegalnych migrantów (a może milionów) dalej na wschód, w tym do Polski.

Dziś zwracając uwagę politykom na te zagrożenia otrzymamy odpowiedz, iż przecież Polska ma z Ukrainą umowę o readmisji i będziemy odsyłać migrantów. Problem polega jednak na tym, iż możemy tak myśleć w sytuacji, gdy będą ich setki a nie dziesiątki tysięcy, gdzie Kijów nie będzie w stanie realizować umów międzynarodowych.

Czy obecnie jest takie zagrożenie i potencjał na świecie, który może wygenerować taki kryzys?

Państwem, na które należy patrzeć z trwogą jest Afganistan, którego obszar według niektórych danych jest w większości już kontrolowany przez talibów. Amerykanie, podobnie jak w Wietnamie przegrali wojnę z prymitywnie uzbrojonym przeciwnikiem. Teraz w bardzo szybkim tempie opuszczają swoje bazy w tym kraju, zostawiając setki tysięcy urzędników, żołnierzy, policjantów, którzy dla talibów są zdrajcami i których należy unicestwić. To oni stanowią zasadniczą grupę osób, które będą szukać nowego miejsca na ziemi.

Współpraca z Amerykanami będzie wykluczała możliwości osiedleńcze dla tej grupy na obszarach i w państwach kontrolowanych przez Iran i Turcję (żadne z tych państw nie chce amerykańskiej „agentury”). Dodatkowo, kolejne rzesze obywateli Afganistanu będą emigrować, gdyż nie chcą mieszkać w państwie rządzonym przez talibów. Niektórzy eksperci szacują, iż może to dotyczyć ponad dwóch milionów osób. Do tego dochodzą mieszkańcy Iraku, licznie opuszczający swój kraj oraz ludność Afryki. I już mamy miliony.

Państwami trzymającymi w ręku klucz do użycia „broni migracyjnej” jest Rosja i Turcja. To przepustowość ich terytoriów jest tu istotna. One mogą zatrzymywać tych ludzi lub wspomagać ten proces. Wydaje się, iż zachód Europy pogrążony w traumie kryzysu migracyjnego lat 2015/16 ociepla coraz bardziej relacja z Rosją także widząc problem migracyjny.

W jakiej sytuacji wskazane zagrożenie stawia Polskę, która także ma na sobie współodpowiedzialność za operację afgańską USA? W razie uruchomienia przez Moskwę i Ankarę kryzysu migracyjnego i skierowanie go na „wschodni szlak” – jedynie drożny, jeżeli chodzi o miliony migrantów – to na dzisiaj jesteśmy prawie bezbronni.

Po częściowym zdestabilizowaniu Ukrainy migrantami przez Rosję, na części tego państwa Moskwa może po pewnym czasie udzielić bratniej pomocy, a większość migrantów kierować nad granicę z Polską. Obecnie, nawet przy wsparciu wojska nie jesteśmy w stanie wstrzymać takiej masy ludzi. Nie mamy też, gdzie ich umieścić. A co najistotniejsze nie będziemy mieli ich gdzie odesłać! Wystarczy, że Niemcy na Odrze stworzą naturalną zaporę.

Jeżeli dzisiaj, ktoś uważa, że Unia Europejska czy też USA przyjdą Polsce z istotną pomocą w radzeniu sobie z kryzysem migracyjnym jest oderwany od rzeczywistości. W takiej sytuacji każde państwo będzie robiło wszystko, aby przyjąć na siebie jak najmniejszy ciężar tego problemu.

Czy dzisiaj możemy coś zrobić poza rozmowami politycznymi na ten temat z Rosją i Turcją? Tak, dać czytelny sygnał, iż budujemy system uniemożliwiający przekraczanie granicy polsko-ukraińsko- białoruskiej, licząc, iż podobne działania zrobią Słowacy i Węgrzy.

Polska może zostać zaatakowana migrantami a nie tylko czołgami i samolotami. Skutki takiej agresji mogą być porównywalne do skutków wojny. Tyle tylko, że po wojnie państwo można odbudować, a milionów migrantów nie uda się w prosty sposób usunąć z terytorium państwa.


Źródło zdjęcia tytułowego: flickr.com/Cristal Montañéz

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy