Pandemia nieposłuszeństwa


Covid 19 jest już z nami poł roku. Nie żegnamy się, wręcz przeciwnie. Czas się poznać lepiej. Pandemia była już analizowana we wszystkich mediach, na setki sposobów: medycznych, finansowych, prawnych, organizacyjnych, ustawodawczych, wykonawczych… Ja chciałabym przyjrzeć się jej jako zjawisku socjologicznemu.

Szybko się oswajamy

To nie pierwsza epidemia w dziejach ludzkości. Każdy z nas wielokrotnie słyszał o wirusie ebola w Afryce, o malarii w Tanzanii, o ptasiej grypie, świńskiej grypie, o ciężkiej ostrej niewydolności SARS, czy potem MERS na Bliskim Wschodzie. Wiemy o pandemii AIDS, gorączce krwotocznej, epidemiach gruźlicy czy tyfusu.  Tyle, że nikt nas dotąd, tak bezpośrednio nie nastraszył i nie pozamykał w domach. Wszyscy chyba przyznają, że w okolicach kwietnia czuliśmy się niewyraźnie jadąc autobusem, czy robiąc zakupy. W połączeniu z lękiem o najbliższych, o finanse, o pracę i zdrowie – zdarzało mi się zarwać niejedną noc. Oglądałam serwisy informacyjne, konwoje trumien we Włoszech, ekspresowe budowy szpitali w Chinach i zamartwiałam się, jak, czy i kiedy mój syn będzie mógł wrócić z Anglii do Polski. To było tylko kilkanaście tygodni temu – jak więc możliwe, że tak szybko przestaliśmy się bać?

Człowiek umie się bardzo łatwo dostosować do każdej sytuacji. Na bardzo krótką chwilę, kolejny już raz we współczesnej historii Polski, połączyła nas wszystkich silna więź solidarności społecznej.

Biliśmy brawo medykom na balkonach i hojnie opłacaliśmy wszelkie zbiórki, robiliśmy zakupy sąsiadom i szyliśmy maseczki potrzebującym. Było- minęło.

Covidowe zamieszanie

Teraz już się nie boimy. Przyszedł czas oswojenia pandemii, wpisania jej w codzienne życie i szukania plusów tej sytuacji. Coraz częściej widzimy przykłady, jak na covidzie można zarobić, jak się wybić, wypromować czy coś ugrać. Przedsiębiorczość i operatywność skutecznie zasypała strach – i oto mamy siódmy miesiąc z Koronawirusem w Polsce. Kolejny, w którym sądy muszą mierzyć się – z coraz większą ilością „covidowych przestępstw”. Dostosowaliśmy się. Trzeba oddać Polakom sprawiedliwość, że nie jesteśmy jedyni, którzy popełniają pandemiczne przestępstwa. Na początku września na Węgrzech, zapadł surowy wyrok za covidowe fake news’y. 23- letni mężczyzna sfałszował depeszę agencji prasowej i puścił w obieg informację, jakoby miejscowy szpital był siedliskiem koronawirusa. Media społecznościowe stanęły na wysokości zadania i w kilka godzin plotka osiągnęła taki rozmiar, że musiał interweniować burmistrz miasteczka Nograd, na północy Węgier, którego fake news dotyczył. Wyrok, który zapadł jest wysoki, ponieważ ma odstraszyć podobnych dowcipnisiów. Mężczyzna został skazany na rok więzienia, w zawieszeniu na dwa lata.

W Polsce mamy w tej chwili masę kontroli z ZUS, dotyczących wyłudzeń świadczeń postojowych – przysługujących z tzw. tarczy antykryzysowej. Zgłoszeń takich nienależnych pobrań jest bardzo dużo.



ZUS sukcesywnie je weryfikuje i powiadamia kolejne prokuratury. Najbardziej jak dotąd spektakularny jest przypadek przedsiębiorcy z Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie wyłudzenie przekracza kwotę miliona złotych.  Jak mówi Maciej Meller, rzecznik prasowy prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim: „Prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące zachowań 30-letniego mężczyzny, lokalnego przedsiębiorcy, który na podstawie zawieranych umów zlecenia doprowadził do niekorzystnego rozporządzenia pieniędzmi przez ZUS”. W tym przypadku można mówić o mechanizmie, jaki został stworzony na potrzeby wyłudzeń i prognozowana jest wysoka, nawet ośmioletnia kara więzienia. Niewykluczone jednak, że w toku śledztwa dojdą kolejne zarzuty i zagrożenie karą wzrośnie. Jak mówi Maciej Meller: „na kwoty wskazane w zawiadomieniu składa się w sumie kilkaset osób, dlatego zachodzi konieczność przeprowadzenia szeregu dodatkowych czynności”. 

O ile sprawa wyłudzeń świadczeń jest z punktu widzenia prawa bezdyskusyjna, o tyle ograniczenia, jakim zostaliśmy poddani w okresie pandemii – już nie są tak oczywiste.

Artykuł 31. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej

„Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw”

Sądy w Polsce zostały dosłownie zalane „maseczkowymi” pozwami. Był taki moment, że policja bardzo sumiennie wypisywała mandaty za nieuzasadnione wyjścia z domu, czy brak maseczek lub wejścia do lasu. Teraz obrońcy osób, które odmówiły przyjęcia mandatów argumentują, że wszelkie obostrzenia, które wprowadził rząd są niezgodne z prawem. Rozporządzenia nie są bowiem równoznaczne z ustawą. Miałyby jakąkolwiek moc sprawczą dopiero, gdyby wprowadzono stan wyjątkowy. Podkreślają, że ustawa jest dokumentem prawnym, który powinien przejść cały proces legislacyjny – przejść przez Sejm i Senat, aby na końcu zostać podpisana przez prezydenta. 


Wydaje się, że wraz z drugą falą koronawirusa wiele się zmieni i nieposłuszeństwo zostanie poskromione.

Rząd cały czas pracuje nad nowymi zapisami, które będą regulować „pandemiczne zachowania”. Obowiązek noszenia maseczek ma trafić do ustawy, a kara za jej brak, poniesiona jednorazowo do kwoty 1 000 zł.



Jednocześnie uprawnienia do nakładania kar otrzyma już nie tylko policja, ale także straż miejska, czy nawet straż ochrony kolei.

Nowe regulacje zostały niejako wymuszone przez rodzący się bunt antymaseczkowców. Średnio co kilka dni możemy obserwować w mediach demonstracje koronasceptyków: tłumy ludzi stłoczonych na małych placach i ciasnych ulicach ze sztandarami „antykagańcowymi”. Zaciekłość godna ważniejszej sprawy, przypomina walkę o niepodległość. Czekam, aż na chorągwiach pojawią się napisy: „Domagamy się dostępu do brudnych rąk” lub „dziś ręce a jutro każą nam myć nogi”.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy