Ogólnopolskie wirtualne wagary – śmiać się, płakać, czy może coś podpowiedzieć?

Ostatnio było na poważnie o polityce w szkołach. Dzisiaj będzie o głupocie. Też w szkołach. Mniej poważnie, mniej prawniczo, ale dalej w temacie.

O co chodzi w „strajku uczniów”? 

W bieżącym tygodniu media obiegła wiadomość o planowanym proteście uczniów i studentów, określanym jako strajk, strajk generalny czy strajk edukacyjny. Jaki jest powód podawany tym razem? Wypowiedzi Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka na temat Strajku kobiet i uczniów oraz nauczycieli, którzy popierali tę inicjatywę. Że rzekomo zagrażają wolności słowa, wartościom akademickim, noszą znamiona gróźb i szantażu.

A na czym ma polegać protest? Przede wszystkim na powstrzymywaniu się od brania udziału w zajęciach dydaktycznych. Biorąc pod uwagę, że nauczanie odbywa się zdalnie, dołączenie do protestu polega na odłączeniu, czyli wylogowanie. Poważnie.

To jest jakiś kabaret

Rozumiem, że w takim razie biorący udział w proteście uczniowie i studenci chodzą na zajęcia dla satysfakcji Ministra Przemysława Czarnka – ciekawa sprawa. Bo ja, gdybym miał teraz status ucznia lub studenta, to brałbym udział w zajęciach dla swojego własnego rozwoju, mając w głębokim poważaniu gadanie jakiegoś polityka. Tak, gadanie, bo nie idą za nim żadne czyny, a przynajmniej nie takie, przeciwko którym odbywa się protest.

Zasadniczo szkoła i studia są po to, aby jak najlepiej wykształcić się i w dorosłym życiu mieć na starcie w wyścigu szczurów jak najlepszą pozycję. Aby lepiej zarabiać i być niezależnym od pomocy ze strony państwa. Tak, tego państwa rządzonego przez obecną władzę, która hojnie szafuje socjalem i który zostanie ukrócony, kiedy władza ta zostanie odsunięta. Przygotowując się na ten moment zderzenia z twardą rzeczywistością, na miejscu obecnych uczniów i studentów robiłbym wszystko, co pozwoliłoby mi jak najlepiej odnaleźć się na rynku pracy w trudnych, pocovidowych czasach.

Tymczasem nie, lepiej protestować przez brak udziału w zajęciach i dać wyprzedzić się innym. Do tego narazić się w dłuższej perspektywie na egzekucję spełniania obowiązku szkolnego.

Tak głupie, że aż urocze.

Bo jest przeciwko czemu protestować

Zamiast emocjonować się politycznymi wypowiedziami i opiniami Pana Ministra w różnych sprawach, za którymi nie idą konkretne czyny, uczniowie powinni przyjrzeć się, jak Ministerstwo Edukacji i Nauki ogranicza ich konstytucyjne prawo do powszechnego i równego dostępu do wykształcenia. 

Wymienić tu należy choćby: 

  • wprowadzenie i przedłużanie nauczania w formie zdalnej, 
  • ograniczenie zakresu podstawy programowej obowiązującego na egzaminie ósmoklasisty oraz na maturze, 
  • skumulowanie ferii zimowych na początku stycznia. 

Dlaczego uważam, że działania te naruszają podstawowe, konstytucyjnie zagwarantowane prawa uczniów?

Uczniowie kończąc szkołę, będą posługiwali się takim samym świadectwem, jak roczniki niecovidowe. A świadectwo to, w oczach potomnych będzie uchodziło za mniej warte – skoro zakres materiału na maturze będzie mniejszy, to łatwiej będzie uzyskać lepszy wynik. 

Z jednej strony uprzywilejowuje to podczas rekrutacji na studia rocznik covidowy względem wcześniejszych (i w przyszłości późniejszych) roczników – na tej samej liście spotkają się ludzie z łatwiejszą i trudniejszą maturą. Z drugiej strony zaś stwarza temu rocznikowi poważną trudność na samych studiach – braki w wiedzy, jakiej nie trzeba było nabyć pod kątem zdania matury, mogą okazać się poważną przeszkodą w realizacji programu studiów. 

W mojej ocenie jest to absolutnie błędna decyzja Ministerstwa, przeciwko której powinien toczyć się protest. Jeżeli Ministerstwo chciało jakoś ulżyć obecnemu rocznikowi maturzystów, to powinno było np. przywrócić na ten jeden rok coś na kształt tzw. „amnestii giertychowskiej”, ale maturę, pod względem poziomu i struktury pozostawić bez zmian. Tymczasem Ministerstwo, przy nikłej reakcji środowisk szkolnych, stworzyło bardzo poważny problem.

Drugi aspekt, to nauczanie zdalne. Z racji tego, że szkoły mają dużą swobodę w doborze technik do prowadzenia takich zajęć, realizacja podstawy programowej daleka jest od stwierdzenia, że uczniowie mają równy dostęp do edukacji. 

W jednych szkołach działa to lepiej, w innych gorzej, wiele zależy od aspektu technicznego, warunków lokalowych uczniów oraz nastawienia kadry pedagogicznej. Nie ma też możliwości rzetelnej oceny poziomu tego nauczania tak, jak w przypadku nauczania stacjonarnego, które gwarantowało zarówno ujednolicenie warunków, w jakich uczniowie zdobywają wiedzę, jak i nadzór nad nimi

Samo wprowadzenie nauczania zdalnego wydaje się też wątpliwe pod względem prawnym – oficjalne uzasadnienie brzmiało, że jest to podyktowane chęcią zmniejszenia mobilności społecznej i transmisji koronawirusa. Tyle że to nie jest podstawa wskazana w delegacji ustawowej. 

W Prawie oświatowym podstawą są nadzwyczajne okoliczności zagrażające życiu lub zdrowiu dzieci i młodzieży. A statystyki śmiertelności z powodu COVID-19 wśród dzieci i młodzieży są jednoznaczne.

Trzeci aspekt to skumulowanie ferii zimowych razem z przerwą świąteczną. Nie tylko ogranicza uczniom możliwość czynnego wypoczynku, ale też stwarza perspektywę półrocznej, nieprzerwanej nauki od połowy stycznia do końca roku szkolnego w czerwcu. Uczniowie już wymęczeni koniecznością siedzenia w domach i wykonywania na czas zadań zdalnych, nie będą mogli normalnie odetchnąć wyjeżdżając podczas ferii w góry oraz dodatkowo będą bez odpoczynku pracować potem pół roku kalendarzowego. Chylę czoła przed błyskotliwością umysłu, który to wymyślił.

Mało? Jest jeszcze więcej. Tylko kogo to obchodzi, lepiej zmienić awatar na profilu społecznościowym w związku z jakąś wypowiedzią Pana Ministra, ogłosić strajk i nie brać udziału w zajęciach. Pewnie, gdyby nie pora roku i zamknięcie w domach, to jeszcze byłoby rysowanie kredą po ulicach, żesłisy i prejfory.

Są mądrzejsze sposoby protestu niż odmowa udziału w zajęciach!

Na miejscu uczniów wybrałbym inne metody wyrażania protestu. Przede wszystkim z Ministerstwem można walczyć o swoje konstytucyjne prawa ich własnymi przepisami, które są niejasne i dziurawe jak sito.

Witold Pyzik

W zakresie nauki zdalnej uważam, że najlepszą metodą wymuszenia przestrzegania przez państwo konstytucyjnego, równego i powszechnego dostępu do nauki, jest korzystanie z wyjątku przewidującego obowiązek organizacji zajęć w szkole w sytuacji, kiedy uczeń nie ma warunków realizowania nauki zdalnej. Szerzej o tym pisałem już TUTAJ.

W zakresie ograniczenia wyjazdów w góry w czasie ferii zimowych polecam opcję stania się sportowcem ☺  

A w zakresie sposobu organizacji egzaminów i matur… no cóż, wydaje się, że jest już za późno na uratowanie tego tematu. 

 Jednak, aby trzymać rękę na pulsie i przeciwdziałać takiemu traktowaniu uczniów przez Ministerstwo w przyszłości, proponuję środowiskom szkolnym regularne bombardowanie Ministerstwa wnioskami o dostęp do informacji publicznej w zakresie treści projektowanych aktów prawnych, a następnie wnioskami, petycjami oraz skargami co do procedowanych rozwiązań. 

Z perspektywy urzędu są to środki dużo bardziej pokazujące sprzeciw i wpływające na kierunek jego działań, niż wirtualne wagary.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy