Nienawiść z mównicy, miłość przy wódce

Czy wychodząc na wigilię, urodziny, wesela i inne uroczystości będziemy wcześniej prosić o listę gości, a następnie korygować ją pod kątem sympatii politycznych? Czy wyjdziemy z imprezy plenerowej, kiedy zobaczymy zwolennika innej partii? Czy ostentacyjnie opuścimy restaurację, w której jemy dobrą kolację, gdy dowiemy się, że właściciel lokalu ma inne poglądy niż my?

Przyczynkiem do postawienia tych absurdalnych pytań jest wydarzenie towarzyskie roku, jakim okazały się urodziny redaktora Roberta Mazurka. Wśród zaproszonych gości znajdowali się przedstawiciele wszystkich największych partii politycznych. Nie zabrakło Borysa Budki i Tomasza Siemoniaka z PO, Marka Dyducha z SLD czy Władysława Kosiniaka – Kamysza z PSL, a także całej plejady gwiazd z Prawa i Sprawiedliwości.

I właśnie to wzbudziło największe kontrowersje oraz szereg moralizujących komentarzy – no bo jak można spierać się z mównicy i oskarżać o wszystkie plagi świata, a następnie wylądować na tej samej imprezie? Otóż można i nie ma w tym niczego złego. Jeśli jednak dla kogoś taki stan rzeczy jest oburzający i uważa, że nie należy ze sobą rozmawiać, nic nie poradzimy. Możemy jedynie podyskutować z argumentami.

  • Politycy i dziennikarze nie mogą utrzymywać żadnych relacji poza zawodowymi.

To nieprawda. Mogą, a czasem nawet powinni. Ich światy się przenikają i naprawdę nie mogą bez siebie żyć – bez kontaktów, bez wywiadów i bez informacji. Są sobie potrzebni, ale są potrzebni także nam. Gdyby nie nieformalne kontakty polityków z dziennikarzami i ich umiejętność przekazywania sobie ciekawostek i wiadomości z pogranicza kuchni politycznej stracilibyśmy też my – jako społeczeństwo.

Jakże byłoby nudno, gdyby co jakiś czas w telewizji nie pojawiał się pasek z adnotacją „nieoficjalnie:”, a dziennikarz nie mógłby powiedzieć: „jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się (…)”!

Każdy ma inny warsztat pracy. Jedni z politykami idą na wódkę a niektórzy spotykają się na boisku. Zapewne są też tacy, którym etyka zawodowa pozwala wyłącznie na wysłanie smsa lub maila z prośbą o wypowiedź lub jej autoryzację. Pytanie tylko, którzy są bardziej pożyteczni.

  • Politycy opozycji nie mogą rozmawiać z politykami partii rządzącej.

I tutaj znów: mogą, a czasem nawet powinni. Jesteśmy w momencie, w którym podziały stworzyliśmy sobie trochę sztucznie, sami i na własne życzenie. Czasami już nie pamiętamy, dlaczego się nienawidzimy, ale wiemy, że nienawidzić się trzeba. A dojrzały dyskurs polityczny nie polega na tym, że nie podajemy sobie ręki, a raczej na tym, że wyciągamy ją do przeciwnej strony. No chyba, że mentalnie zatrzymaliśmy się w przedszkolu, to wtedy rzeczywiście wygląda to inaczej.

Poza tym fakt, że ludzie (i politycy!) się znają, nie jest żadnym powodem do wstydu. Z czasów licealnych, studenckich, z podziemia, z młodzieżówek, z pociągów i restauracji sejmowej. Idą do programu telewizyjnego, gdzie podniesionym tonem mówią: „ja Panu nie przerywałem”, a po wyłączeniu kamer podają sobie rękę, jedzą razem obiad i rozwożą się do domów. To normalne, bo są kolegami z pracy. Szkoda tylko, część społeczeństwa tego nie wie i wyznaje zasadę „nigdy nie rozmawiaj z kimś, kto ma inne poglądy”.

  • Dobrze, że Donald Tusk ostro zareagował na obecność posłów PO na urodzinach Mazurka.

Gdyby nie Donald Tusk, to z imprezy u Mazurka nikt nie zrobiłby wydarzenia i przeszłaby bez echa. Jednak z pewnych względów nowemu przewodniczącemu Platformy było na rękę, by o Budce i Siemoniaku w tym kontekście zrobiło się głośno. No i się zrobiło. Przewodniczący klubu Platformy dał się przyłapać na kłamstwie tłumacząc, że przygotowywał się do konwencji w Płońsku, a tymczasem brylował na bankiecie. Siemoniak „był, ale nie pił alkoholu” – niczym Jarosław Gowin, który głosował, ale się nie cieszył.

Najlepszą reakcją byłby brak reakcji. Przynajmniej publicznej.

  • Posłowie poszli się bawić zamiast pracować.

I to jest jedyny argument, który w jakiś sposób można obronić. Podczas przedstawiania sprawozdania Prezes NIK przemawiał niemal do pustej sali. Oczywiście nie można założyć, że politycy, którzy pojawili się na urodzinach Mazurka siedzieliby w ławach sejmowych gdyby nie poszli na imprezę. Niektórzy wracaliby do domów, inni byliby na spotkaniach z wyborcami – mają naprawdę wiele ciekawych rzeczy do roboty. Jednak obowiązkiem przewodniczących klubów (a zatem między innymi Borysa Budki) jest zadbanie o odpowiednią reprezentację klubu podczas tak ważnego wystąpienia.

Ta huczna impreza ma jeszcze huczniejsze pokłosie. Jest kolejnym pretekstem, przez który próbuje się nam wmówić, że sytuacją doskonałą byłoby zamykanie się w swoim towarzystwie i brak jakiejkolwiek interakcji z drugą stroną. Oczywiście są osoby, które zanim przyjmą nowego znajomego na Facebooku pytają go, na kogo głosuje. Co jakiś czas widzę apele „jeżeli ktoś jest zwolennikiem (tu nazwa partii) proszę o usunięcie mnie z grona znajomych”.

Tyle, że życie w bańce, gdzie nie dostrzegamy różnorodności naszych horyzontów nie poszerzy. A chyba o tę przytomność umysłu powinno nam chodzić.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy