Miś byznesowy

W Królewskim Mieście, rozpoczął się proces byłego lidera grupy Sharks, Pawła M. „Misiek” twierdzi, że głównie jest biznesmenem budowlanym i prowadzi działalność gospodarczą na czterech kontynentach.

Gwoli jasności. „Misiek” nie odpowiada przed wymiarem sprawiedliwości, za to, że nie płacił nadliczbówek podwładnym i stosował mobbing w pracy. Prokurator zarzucił popełnienie 95 przestępstw znaczcie cięższego kalibru, m.in. kierowanie gangiem, wprowadzaniem do obrotu marihuany, amfetaminy, kokainy, a także papierosów oraz krajanki tytoniowej bez akcyzy.

W wolnych chwilach od ciężkiej roboty w budowlance, relaksował się dokonywaniem rozbojów z użyciem maczet i pałek. Miał też zacięcie hobbistyczne do chemii, zakładając laboratorium mefedronu.

Misiowa „kariera” rozpoczęła się od „Noża w głowie”. Zaraz, zaraz, czy nie chodziło raczej o film nominowany do Oscara „Nóż w wodzie”? Nie, nie, sprawa dotyczy słynnego meczu Wisły Kraków z FC Parmą, kiedy to mało jeszcze znany Misiek, wykonał całkiem celny rzut nożem w kierunku Dino Baggio.

Czy ten chuligan krakowski był prekursorem wyrażania uznania dla piłkarzy, poprzez ciskanie w nich obiektów latających słusznej wielkości? Bynajmniej. Na murawie, oprócz oklepanych rac, kamieni i butelek, lądowały też bardziej oryginalne przedmioty, takie jak: piłeczka golfowa, budzik, kasztan, kufel piwa, skuter, pałeczka perkusyjna czy żywy kot. Zawodnikiem, który wyjątkowo często spotykał się z takim wyróżnieniem był Figo – piłkarz okrzyknięty zdrajcą, materialistą i judaszem po tym jak przeszedł z katalońskiej Barcy do królewskich z Madrytu. Wśród bogatego arsenału rzucanego w niego z trybun Camp Nou nie zabrakło: monet, zapalniczek, kubków po napojach, owoców, telefonów komórkowych, świńskiego łba i wierzchniej płytki kuchenki gazowej (jakaś nieszczęsna señorita musiała przygotowywać paellę na wolnym ogniu…).

Wróćmy jednak do Pawła M. Wyprawę w poszukiwaniu kibiców Cracovii w jego towarzystwie, tak wspominał w „Rzeczpospolitej” jeden z kibiców Wisły:

„Gdy okazało się, że w „Cricolandzie” nie ma ani jednego „żyda”, był zawiedziony. Stałem wtedy blisko niego. Wyglądał zupełnie jak piętnastolatek, któremu nie udało się umówić na randkę z dziewczyną. Mówił, żeby poczekać, poszukać”.

Afera z nożem z 1998 r., stała się przyczyną spuszczenia krakowskiej drużyny z pucharów i wyrwania sobie resztek włosów z głowy przez prezesa Bogusława Cupiała. Sam Misiek miał ponoć przyznać, że trafić w głowę piłkarza z trybun było trudniej niż ustrzelić szóstkę w totka. Co prawda, to prawda. Z takimi umiejętnościami krakowski bojówkarz powinien się zatrudnić w cyrku, dając pokazy precyzyjnego rzucania nożami w białogłowę przywiązaną do tarczy. Przynajmniej talent by się nie marnował.

Główny „bohater” stał się jednak produktem estradowym, będąc inspiracją dla teatru telewizji.  Znany z „Rejsu” Marek Piwowski stworzył spektakl „Nóż w głowie Dino Baggio”. W sposób ironiczny ukazywał w nim stan polskiego futbolu, pokazując Urząd Kanalizowania Agresji Młodego Pokolenia czy Instytut Badań Odporności na Nokauty.

A czy na trybunach Białej Gwiazdy pojawiły się głosy oburzenia na nożownika? Z pewnością i takowe były, ale nie zabrakło niestety wszystko mówiącego transparentu na płocie: „Misiek jesteśmy z Tobą”.

Źródło: www.sport.pl

Misiek jednak za swój czyn dostał 6.5 roku „wczasów”. Kilka lat w mamrze powinno uśmierzyć chuligana, a spokorniały na wolności powinien obrać nową drogę życia. Nic z tych rzeczy. Niedługo po wyjściu zza krat kronika kryminalna odnotowała m.in.:

  • zatrzymanie za udział w bójce pod Hotelem Europejskim w Krakowie,
  • zatrzymywanie za udział w ustawce w Inwałdzie,
  • zatrzymanie po zadymie podczas finału Pucharu Polski Legia – Wisła w Bełchatowie,
  • w czasie konwoju z więzienia w Wadowicach, ugryzienie jednego z policjantów w rękę,
  • w aucie „naszego bohatera” znaleziono pół kilo marihuany, a w mieszkaniu 3,5 kilograma amfetaminy i 53 gramy kokainy,
  • zatrzymanie w sprawie zabójstwa jednego z liderów Cracovii – „Człowieka”.

Ciąg dalszy oczywiście nastąpił. Z jeszcze większym rozmachem. Było nim przejęcie przez Miśka, jednego z najbardziej zasłużonych i najstarszych klubów w Polsce. Jednak koledzy po szalu, już nie piszą „trzymaj się”, a bardziej idą w stronę pojęcia „kapuś”, bo „frajer strzela z ucha na psach”.

Źródło: www.facebook.com/polishhooliganss

Chuligańska konkurencja przygotowała nawet transparent „uszko się mu odlepiło temu misiu”.

źródło: www.legionisci.com

Na Misiowym przykładzie, bardzo dobrze też widać, jakie efekty przynosi szczytna idea resocjalizacji. Na wszelkie sympozja i konferencje związane z resocjalizacją, powinno się wnosić Miśka w lektyce i udostępnić mównicę, aby mógł zgromadzonym opowiedzieć o swoim przystosowaniu do życia w społeczeństwie.


Źródło zdjęcia tytułowego: wykop.pl

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy