Jeszcze sobie popływamy, poskaczemy, pojeździmy… kiedyś.

Sezon 2020/2021 Pucharu Świata w skokach narciarskich rozpoczął się 21 listopada 2020 roku na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle. Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Kamil Stoch i Klemens Murańka zdobyli (drużynowo) brąz. Podczas konkursu skoczkowie zajęli swoje miejsca na skoczni, a kibice… miejsca w lesie.

Uwielbiam oglądać skoki – i na żywo i w telewizji. Podjęłam próbę i tym razem. Było lepiej niż podczas meczu Bundesligi zdaje się  Borussia Dortmund – Bayer Monachium, kiedy mecz odbył się o godz. 18, a jako podkład puszczano nagrany aplaus. Niemniej odgłosy grupki osób dopingujących zawodników z lasu – to przygnębiające tło.  

Może po Świętach – ale nie na pewno

Nie da się inaczej to oczywiste. Z informacji, których udzielono mi w Ministerstwie Sportu: „dotychczasowe ograniczenia związane z obecnością kibiców podczas wydarzeń sportowych były wprowadzane wyłącznie w oparciu o sytuację epidemiczną w kraju, determinowaną liczbą zakażeń. Kolejne decyzje dotyczące zniesienia bądź zmniejszenia obowiązujących ograniczeń również będą ściśle uzależnione od poprawy sytuacji epidemicznej w kraju”.

W podobnym tonie wypowiada się premier Mateusz Morawiecki. Pytany, kiedy kibice będą mogli znów oklaskiwać sportowców. Podczas listopadowej konferencji odpowiedział: „kibice wrócą na obiekty sportowe najwcześniej po świętach Bożego Narodzenia. W pierwszej kolejności byliby to zatem kibice np. piłki ręcznej czy siatkówki, ponieważ rozgrywki piłkarskie zostaną wznowione w lutym lub marcu – o ile decyzje nie zostaną zmienione. Do spełnienia jest szereg warunków, by kibice znów mogli oglądać swoich ulubieńców. Przede wszystkim musi nastąpić wypłaszczenie krzywej zakażeń koronawirusem: z obecnych przeszło 20 tys. do około 9 tys. Ten poziom musi utrzymać się przez co najmniej siedem dni poprzedzających decyzję”.

Najpierw masa, potem rzeźba

Skoro nie możemy kibicować, to może zacznijmy sami uprawiać sport. W porównaniu do marca i pierwszej fali pandemii, kiedy praktycznie wszystkie obiekty były głucho zamknięte – obecnie możliwości jest wiele. Możemy biegać: lasy, parki, ścieżki biegowe są otwarte. Siłownie i kluby fitness są co prawda do Świąt zamknięte, ale plenerowe – jak najbardziej czynne.

Nie do końca jasna jest sytuacja z basenami – a to przecież rokrocznie pierwsze miejsce, gdzie szukamy ratunku po świątecznej rozpuście, mając na uwadze rozmiar sylwestrowych kreacji.

Ministerstwo Sportu

Udzieliło mi w temacie basenów obszernej informacji:

„Należy wyjaśnić, że zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 16 października 2020 r. zmieniającym rozporządzenie w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 1829), baseny nie zostały zamknięte. Przepisami ww. rozporządzenia wprowadzono jedynie ograniczenia, zgodnie z którymi do odwołania ustanowiono zakaz prowadzenia przez przedsiębiorców w rozumieniu przepisów ustawy oraz przez inne podmioty działalności polegającej na prowadzeniu basenów, aquaparków, siłowni, klubów i centrów fitness, z wyłączeniem basenów, siłowni, klubów i centrów fitness:

  • działających w podmiotach wykonujących działalność leczniczą przeznaczonych dla pacjentów,
  • przeznaczonych dla osób uprawiających sport w ramach współzawodnictwa sportowego, zajęć sportowych lub wydarzeń sportowych, (o których mowa w ust. 13) studentów i uczniów – w ramach zajęć na uczelni lub w szkole.

Zgodnie z rozporządzeniem, na basenach mogą się odbywać zorganizowane zajęcia sportowe, wydarzenia sportowe oraz współzawodnictwo sportowe. Przy czym, zajęcia takie należy rozumieć jako formę aktywności fizycznej wpływającej na wypracowanie lub poprawienie kondycji fizycznej i psychicznej.

Warunek – kursy mają być prowadzone przez podmiot gospodarcze świadczące usługę związaną bezpośrednio z organizacją zajęć sportowych, a nie wyłącznie jako właściciel danego obiektu.

Jeżeli więc w obiektach, zajęcia sportowe odbywają się w ramach usługi w formach zorganizowanych – z udziałem instruktora, trenera, nauczyciela, to takie zajęcia sportowe mogą być przeprowadzane.

Pływanie sponsoruje zwrot „umówić się”

Jako że powyższe wyjaśnienia wydały mi się odrobine zawiłe – postanowiłam, sama się upewnić, czy mogę pływać, czy nie. Spakowałam się i pojechałam na basen. Nie weszłam. To znaczy nie weszłam od razu. Słówko klucz – a właściwie zdanie-wytrych, to: „umówienie się na basen”. Nie weszłam, kiedy stanęłam w recepcji basenu znienacka. Natomiast kiedy zgłosiłam chęć umówienia się na za pół godziny – wzięłam udział w „zorganizowanych zajęciach pod okiem instruktora”.

Mówiąc szczerze – moje pływanie teraz w grudniu nie różniło się niczym od mojego przed-pandemicznego pływania w styczniu, 10 miesięcy wcześniej. Nikt mi niczego nie organizował ani instruktor nie wykazywał moją osobą czy moim stylem pływackim większego zainteresowania. Niemniej – oficjalnie wzięłam udział w pływackim wydarzeniu sportowym.

Nie da się ukryć, że o ile stadniny, baseny czy hale sportowe mają jakieś furtki, umożliwiające im prowadzenie – przynajmniej częściowej działalności – o tyle branża fitness pogrąża się w kryzysie. Początek stycznia to zawsze był dla nich czas największej prosperity. Siłownie zaludniały się częściowo z powodu postanowień noworocznych, chętnych do zrzucenia nadprogramowych świątecznych kilogramów czy perspektywy wyjazdów na ferie.

W tej chwili, jeśli mówi się o branży fitness, to bardziej w kontekście ewentualnej formy i wysokości środków pomocowych i kolejnej tarczy, niż terminu ich odmrożenia. Pamiętając, że nasze postanowienia noworoczne biorą w łeb już koło lutego/marca – otwarcie siłowni na wiosnę, może być musztardą po obiedzie.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy