Jak technologia zabija myślenie?

Od kilku tygodni możemy korzystać z aplikacji, która układa klocki za człowieka. Wystarczy ją zainstalować, zrobić zdjęcie i czekać na wyniki. Czy postęp technologiczny ogranicza naszą kreatywność?

Sentymenty

Beztroskie było kiedyś dzieciństwo. Na świeżym powietrzu, z przyjaciółmi, z wyobraźnią. Mieliśmy mniej i cieszyliśmy się bardziej, bo każdy liść, gałązka czy kamień stanowiły świetny przedmiot do zabawy. Wraz z postępem cywilizacji naturę zaczęły zastępować gry komputerowe. Jeszcze czasy, kiedy w jednym domu był komputer i mali sąsiedzi spotykali się wspólnie, by na nim pograć, nie były tak całkiem pozbawione integracji. 

Dzisiaj jednak ludzie siedzący w jednym pomieszczeniu wolą przesyłać sobie wiadomości na komunikatorze niż porozmawiać otwierając usta. Dzisiaj wychodząc w góry pozbawiamy się przyjemności czytania map, bo wolimy tę w telefonie. Dzisiaj tracimy bezpośrednie i spontaniczne interakcje międzyludzkie, bo wybieramy te w sieci. Dzisiaj… Tak można w nieskończoność. 

A piszemy o tym dlatego, że doszliśmy do momentu, w którym nawet rozrzucone w kartonie klocki LEGO pomoże nam ułożyć aplikacja (i to wcale nie LEGO ją wymyśliło).

Jak działa?

Wyciągamy z szafy ogromny karton, w którym znajdują się nasze ulubione klocki. Wysypujemy je na podłogę. Przy pomocy smartfona skanujemy obraz. Aplikacja liczy, liczy, liczy… I wysyła nam informację, ile klocków widzi i jakie dokładnie są to elementy. Czekamy jeszcze chwilę i naszym oczom ukazują się dokładne dane, jakie zestawy możemy z nich ułożyć. Dzieje się tak dzięki algorytmowi, który do zeskanowanych elementów dopasowuje modele wykorzystywane w zestawach LEGO. 

Oczywiście świat idzie do przodu, a wpływ nowych technologii na jego rozwój jest niekwestionowany. Ułatwiają nasze codzienne życie – zarówno domowe, jak i zawodowe. Nieocenionym wynalazkiem jest internet, który likwiduje bariery. Jesteśmy obywatelami świata mogąc mieć kontakt i dostęp do wiadomości z każdego kontynentu. Wymiana informacji jest szybsza. Zwiększył się dostęp do edukacji i rozrywki, a cyfrowe programy przyczyniają się do poprawienia jakości naszej pracy. 

Łatwiej, ale czy lepiej?

Jednak – nie umniejszając pozytywnego wpływu technologii na społeczeństwo pojawia się pytanie (trochę nostalgiczne) – czego równocześnie nas ona pozbawiła? 

Pokolenia urodzone przed rokiem 2000 teraz żyją już w cyfrowym świecie, ale pamiętamy, jak wyglądała era bez komputera. Łatwiej nawiązywaliśmy kontakty, więcej czasu spędzaliśmy w szeroko pojętej przestrzeni, a nie przed ekranem. Naszą wyobraźnię i kreatywność uruchamialiśmy – zaryzykuję to stwierdzenie – częściej, bo sami musieliśmy zrobić to, co dziś robi za nas algorytm. 

Teraz z lekkim przerażeniem obserwujemy małe dzieci z tabletami i telefonami komórkowymi w ręku. Świat wirtualny zastąpił im świat realny – ku uciesze rodziców, którzy w poszukiwaniu chwili świętego spokoju nie widzą innej możliwości, jak tylko włączenie swojemu maleństwu bajki. Często w autobusie lub podczas robienia zakupów, co zresztą jest potwornie irytujące dla pozostałych. Scrollowanie ekranu dla maluchów jest tak intuicyjne jak oddychanie. I choć wróciła moda na drewniane zabawki, puzzle i planszówki, młodzież woli „grać w gry” na telefonie. 

Nie będziemy teraz rozpisywać się na temat skutków fizycznych, jakie niesie za sobą bezustanne pozostawanie w onlajnie. Wystarczy wspomnieć: 

  • bóle głowy,
  • ból kręgosłupa, 
  • syndrom smsowej szyi, 
  • problemy ze wzrokiem, 

żeby uświadomić sobie, jak negatywnie wpływa to na nasze zdrowie. 

Pojawia się za to smutna refleksja, że kolejne pokolenia nie będą w stanie same kreować rzeczywistości, w jakiej żyją – bo przecież nie po to są aplikacje, żeby myśleć nad czymś samemu. Czy próba oszczędzania czasu będzie równoznaczna z oszczędzaniem wyobraźni? 

Trzymając kciuki, żeby tak się nie stało, niekonwencjonalnie wyobrażamy sobie, co by się stało, gdybyśmy na jakiś czas zostali tych technologicznych udogodnień pozbawieni…

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy