Grunwaldem Polska stoi

Z tymi Szwabami nieporozumień zawsze było bez liku. Natchnął mnie przy tym profesor Ludwik Stomma i jego praca „Polskie złudzenia narodowe”. Warto przypomnieć też, że kilka lat temu, Niemcy uparli się pisać podręcznik historii wspólny dla szkół w całej Europie. Tylko jest kilka małych „ale”, w tym właśnie stosunek do Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.

A my dzięki nobliście Sienkiewiczowi i Fordowi w roli reżysera, mamy w głowie obraz – jaki mamy. Tylko Grunwald i Grunwald. Fakt, że walczyli z nami ramię w ramię pod Wiedniem w 1683 roku, walcząc z Islamizacją Europy, pamiętać dziwnym trafem nie chcemy.

Mam przed sobą pracę Hartmuta Boockmanna „Der Deutsche Orden. Zakon Krzyżacki” w której znajdziemy: „Sienkiewicz przedstawia Krzyżaków środkami zaczerpniętymi z osiemnastowiecznej powieści grozy: jako sadystów w każdym calu. Rycerze Zakonu określani są (…) jako zaraza i germańska nawała. (…) Rycerze są postaciami odrażająco brzydkimi albo też ich powierzchowność szpeci arogancja i nienawiść. Czytelnika wychowanego na niemieckiej tradycji historiograficznej książka ta musiała wprawiać w osłupienie. Niemieckie powieści karmiły go czymś przeciwnym. Ohydni kretyni i sadyści mówili przecież po polsku. (…)”.

Podobnego zdziwienia doznał jedyny akceptowalny w Polsce Niemiec Steffen Möller. W książce „Polska da się lubić”, wspomina, że w wieku 11 lat przeczytał „Die Kreuzritter” czyli Krzyżaków Sienkiewicza. Tylko z kolei tam, nabyta w Wuppertalu powieść była odchudzona o połowę i pominięto – uwaga! – bitwę pod Tannenbergiem, czyli Grunwaldem. Ot, drobnostka takie przeoczenie wydawcy! Tylko my akurat Niemcom się nie dziwmy! Powieść ma tyle wspólnego z prawdą, co Izba Pamięci z Izbą Wytrzeźwień.

Wspomniany we wstępie Ludwik Stomma popełnił też świetne „Królów polskich i francuskich przypadki”, a tam czytamy:

  • Jungingen odesłać kazał przed bitwą zapasowe konie, gdyż rycerz nie ucieka z pola. Jagiełło zaś odwrotnie, rozstawił na wszelki wypadek sztafety aż do samego Krakowa,
  • Jungingen wyprowadził wojsko w pole, by równą, w której Bóg rozstrzygnie podjąć walkę. Jagiełło swoje trzymał w zaroślach, czekając, aż lipcowy upał rozpali ciężkie zbroje,
  • dwa nagie miecze to nic innego jak wymienianie przez adwersarzy podarków przed bitwą, starym było i uznanym powszechnie i rycerskim obyczajem. U nas ten rycerski gest przekształcił się w symbol germańskiej buty,
  • w tamtych czasach uważano powszechnie w Europie, iż wysyłanie chłopów i pogan przeciw w krzyże malowanym rycerzom jest czynem nieszlachetnym i moralnie podejrzanym,
  • Jagiełło obserwuje bitwę z oddalonego wzgórza, Ulryk walczy nawet z nierównym sobie na polu bitwy. Honor jest jeden.

Jednym słowem wygrana nasza, lecz mało honorowa. A można było tak jak podczas bitwy pod Koronowem 10 października 1410. Rycerze polscy i krzyżaccy stoczyli wielogodzinną walkę, przerywaną dwukrotnym wypoczynkiem, podczas którego rozprawiano o czynach dokonanych, a przeciwnicy wysyłali sobie nawzajem wino do ugaszenia pragnienia.          

Dla tych, którzy jeszcze się nie nawrócili w myśleniu, słowa Papieża św. Jana Pawła II wypowiedziane w 1991 r. z okazji osiemsetlecia istnienia Zakonu Krzyżackiego: „Wasza obecność w Kościele i wasz współudział w niesieniu dobrej nowiny, stanowią dla mnie, jako głowy całego Kościoła pociechę i radość”.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy