Gdy szczepionki buchną majem

Majówka ze szczepionką. Akcje szczepień zorganizowane w 16 miastach wojewódzkich zgromadziły niezwykłą frekwencję. Nietypowe działanie Rady Ministrów wzbudziło również wiele pytań co do zasadności takich akcji promocyjnych.

Media obiegły zdjęcia z punktów szczepień, na których było widać ogromne kolejki chętnych do przyjęcia szczepionki firmy Johnson and Johnson. Ogółem z akcji szczepień bez rejestracji skorzystało 56 tys. osób.

Nie może to jednak przyćmić faktu, że ogólna liczba wykonanych szczepień zamiast wzrosnąć spadła w stosunku do poprzedniego tygodnia. W dniach od 1 do 3 maja zaaplikowano 211 188 dawek, co daje średnią dobową lekko powyżej 70 tys. Jednocześnie polowe punkty szczepień były akcją propagandową i rząd podkreślał to bardzo wyraźnie. Niezależnie od tego co sądzimy o szczepionkach w ogóle, a o szczepionce Johnson and Johnson w szczególności, należy powiedzieć, że akcja ta co najmniej w paru punktach sprzeciwiała się celom Narodowego Programu Szczepień.

  • Po pierwsze, polowe punkty zaburzyły akcję szczepionkową. Zwiezienie do nich kilkuset tysięcy dawek spowodowało chaos organizacyjny i przesunięcie albo odwołanie terminów dla osób, które były zarejestrowane wcześniej. System powiadomił ich o braku tej szczepionki i proponował zmianę daty szczepienia lub/i zmianę marki szczepionki.
  • Po drugie osoby w kolejce tkwiły w niej kilka godzin w niezbyt sprzyjającej pogodzie. Symbol kolejnej fali wirusa – „mini-impreza na Krupówkach” – nie był w tym przypadku przestrogą dla osób stojących w deszczu, ale za to w „słusznej” kolejce.

Motywacją wielu (o ile nie większości) przystępujących do szczepień majówkowych była głównie chęć spędzenia normalnych wakacji. Zbytkiem optymizmu byłoby sądzić, że Ministerstwo przeanalizowało co to może oznaczać.

Frekwencja w Narodowym Programie Szczepień spadła przez trzy pierwsze dni maja. Wynika to jasno ze statystyk publikowanych przez resort zdrowia.

Nie dotknęliśmy tutaj nawet tematów obocznych takich jak np.:

  • wycofanie się Danii ze szczepień preparatem firmy Johnson and Johnson, 
  • listowna interwencja premiera Morawieckiego celem odkupu niewykorzystanych przez ten kraj dawek,
  • problemy ze stroną internetową zawierającą dane ministerstwa,
  • znikające z obiegu setki tysięcy szczepionek, których po dziś dzień nie można się doliczyć,
  • coraz częstsze informacje o potrzebie systematycznego przyjmowania kolejnych dawek szczepionki, podobnie jak ma to miejsce np. w przypadku grypy.

Wszystko to rodzi ogólne pytanie na temat Narodowego Programu Szczepień. Lekarze i seniorzy to dwie grupy, które szczepiły się stosunkowo chętnie. Jednak im młodsze roczniki, tym mniejsza jest obawa przed następstwami zakażenia Sars-Cov-2, a co za tym idzie, mniejsza podatność na zachęty do spełnienia tego rzekomego „społecznego obowiązku”. Wyrazicielem tego stanowiska jest m. in. Sławomir Mentzen. Polityk Konfederacji, który uważa, że mniejszym zagrożeniem jest dla niego przechorowanie Covid-19 niż narażanie się na ewentualne powikłania związane ze szczepieniami, w przypadku których badania kliniczne będą prowadzone jeszcze co najmniej przez kilka lat. Co ciekawe, zauważa on małą popularność szczepień nawet wśród roczników najbardziej narażonych na ciężkie przejście Covid-19 i dworuje przy tym z partii rządzącej:

Tym samym Mentzen nawiązał do kolejnego bardzo istotnego zagadnienia. Niemało już ze strony polityków i celebrytów padło pomysłów na segregację obywateli według kryterium przyjęcia szczepionki, która mogłaby być podstawą faktycznego apartheidu szczepionkowego polegającego na dyskryminacji w dostępie osób niezaszczepionych do usług świadczonych np. przez restauracje, linie lotnicze etc.

Wstępne głosowanie nad paszportem covidowym odbyło się już w Parlamencie Europejskim, a prace nad nowym prawem mają być przeprowadzone do 25 czerwca.

W najnowszym rozporządzeniu Rady Ministrów pojawił się m. in. zapis o możliwości uczestnictwa w weselach osób zaszczepionych bez żadnego ograniczenia ich liczby. Wszelkie przesłanki wskazują, że znaczna część elektoratu PiS-u będzie przeciwna podobnym rozwiązaniom i być może jest to jeden z powodów, dla których, póki co nie są w naszym kraju toczone w tej sprawie zacięte boje polityczne.

Istnieje jednak ryzyko, że w miarę wprowadzania tego typu rozwiązań przez państwa zachodniej Europy również rząd premiera Morawieckiego nie będzie chciał się wyłamywać z ogólnego trendu. A to byłoby bardzo niedobrą informacją.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy