Francja – moja refleksja nad zdumiewającą łatwością przejścia od demokracji do dyskryminacji

Francja. Kraj uchodzący za sztandarowy przykład wolności obywatelskich, przeprowadza aktualnie wielki eksperyment społeczny związany z epidemią covid. Prezydent Macron i rząd Jeana Castexa bada czy i kiedy społeczeństwo się podda. Niestety, tą drogą zaczynają podążać pozostałe kraje europejskie. Eksperyment, pod płaszczykiem ochrony przed pandemią ma wszystkie cechy nowej, znanej już z przeszłości masowej dyskryminacji obywateli. Chodzi o zmuszenie ludzi do zaszczepienia się. 

Środki, które stosuje się wobec opornych szokują. Wskazują, że przejście od normalności do pełnego totalitaryzmu odbywa się w dzisiejszych czasach błyskawicznie. Robi się to łamiąc konstytucję i wszelkie prawa przynależne ludziom. To, co jeszcze dwa lata temu można by określić, jako „sen wariata”, dzieje się, tu i teraz!

Wszechogarniający nadzór

W przeciągu ostatniego roku cała Francja, podobnie jak Niemcy została pokryta siecią masztów G5. Wzdłuż autostrad i dróg szybkiego ruchu sieć ta jest szczególnie gęsta i imponująca. O skuteczności takiego nadzoru mogłam się przekonać już Niemczech, gdy po przekroczeniu granicy na prywatną komórkę otrzymałam informację o konieczności robienia badań covidowych. Więc już nie rejestracja auta, twarz kierowcy, ale każdy sprzęt elektroniczny, który wiozłam ze sobą był przechwytywany i jawnie wykorzystywany do szpiegowania. Służby obu krajów wiedzą, więc dokładnie, jaką trasą jadę, gdzie się zatrzymam i – gdy zajdzie taka potrzeba – mogą mnie i mojego męża wedle uznania zatrzymać, legitymować czy nawet aresztować! Szokujący jest widok potężnych wież emitujących promieniowanie wielkiej mocy stawianych poza drogami, w nieuprzemysłowionych rejonach turystycznych, szczególnie chronionych przyrodniczo, np. w Górnej Prowansji czy Langwedocji. Oczywiście jest to robione „dla naszego bezpieczeństwa” i możliwości porozmawiania z każdego miejsca z przysłowiową „ciocią Olą”. 

Zastraszająco rośnie też ilość służb siłowych mobilizowanych do kontrolowania obywateli. Ale to ciągle za mało, jak na potrzeby chwili (może nie chwili?). Dlatego obok policji i żandarmerii coraz nowe zastępy obywateli włączane są w proceder nadzoru. Do sprawdzania paszportów covidowych przymuszani są pracownicy administracji lokalnej, służb medycznych, pożarniczych i socjalnych, kolejarze, pracownicy supermarketów, a nawet zwykli kelnerzy. Nadmieniam, że wszyscy ci ludzie mają PRZYMUSOWY nakaz szczepienia, pod groźbą wyrzucenia z pracy. Przy czym zwolniona w ten sposób osoba, traci prawo do zarejestrowania się, jako bezrobotny. Co najsmutniejsze, coraz więcej młodych ludzi płatnie i bezpłatnie angażuje się w ten proceder. Są przekonani, że sekując innych bronią słusznej sprawy. Na młodych Francuzów już wcześniej był haczyk, bo bez „paszportu” nie mogli wejść na żadną dyskotekę, a wakacje bez „strobów” i haszu, to nie wakacje… 

Podejrzewam, że niedługo Francuzi sięgną stalinowskiego ideału – zaczną donosić jeden na drugiego! I zapanuje „odwrócona komuna”, a ze złamanymi ludźmi, można już zrobić wszystko.

Gnębienie opornych – trochę szczegółów 

Na opornych (czytaj niezaszczepionych) spadają coraz to nowe ciosy. Nieważne, że mają przeciwwskazania medyczne, zastrzeżenia związane z eksperymentalnym charakterem oferowanych „szczepionek”, że razi ich brak odpowiedzialności producentów za powikłania poszczepienne, czy po prostu uważają, że wolny człowiek, ma prawo sam decydować o swoim zdrowiu i losie. Władza, dysponująca wszelkimi środkami przymusu decyduje za nich i brutalnie egzekwuje posłuszeństwo! 

A wszystko dzieje się w otoczce wszechobecnej propagandy. Wszystkie media i „eksperci” kreują niezaszczepionych na wrogów publicznych, przebąkując nawet (poza istniejącymi restrykcjami i karami finansowymi) o izolowaniu, odbieraniu praw obywatelskich (np. prawa do głosowania), odmówieniu dostępu do opieki medycznej, a jak to nie pomoże, o przymusowym szczepieniu! Społeczeństwo pod tak zmasowanym naciskiem i z obawy o utratę pracy, leczenia, niemożność podróżowania, uczestniczenia w kulturze czy rozrywce, a nawet jedzenia w restauracjach czy robienia zakupów w dużych marketach, stopniowo ugina się. O to właśnie chodzi! Prawie każdy zaszczepiony, szczególnie ten „złamany” przechodzi na druga stronę barykady, bo jakże to – on musiał ulec, a jakiś inny ma chodzić wolny – NIEDOPUSZCZALNE! 

Francja przewodzi w ilości restrykcji

Do niedawna nie wolno było wchodzić do restauracji (tarasy były dostępne dla wszystkich), do kin, teatrów, muzeów, parków rozrywki i generalnie wszystkich miejsc gdzie przebywało ponad 50 osób, z wyłączeniem supermarketów. Oczywiście w zakładach pracy zmuszano do szczepień ludzi zatrudnionych w służbach medycznych, porządkowych, socjalnych, w edukacji, ale resztę pozostawiono na pewien czas w spokoju. 

Od poniedziałku 9 sierpnia 2021 wszystko się zmieniło. Społeczeństwo zostało wzięte za przysłowiową „twarz”. Dyskryminacja prawie połowy obywateli, (choć pod wpływem zmasowanych nacisków coraz więcej ludzi ulega presji) przybrała formy szokujące. Pierwszą, o której warto napisać jest zakaz przemieszczania się pociągami czy autobusami bez „paszportu covidowego”. Niezaszczepiony nie wejdzie też do hotelu i na kemping – choć jest sezon urlopowy. Staje się on człowiekiem gorszej kategorii

Jako historykowi przypomina mi to żywo II wojnę światową w Polsce. Wagony w pociągach, tramwaje podzielone były na sekcje „tylko dla Niemców”. Ale chociaż w ścisku, można było z nich korzystać. Dzisiaj we Francji nie ma takich „sekcji” – po prostu bez „paszportu covidowego” człowiek w ogóle nie wsiądzie do pociągu, czy autobusu. Dzisiejsze relacje radiowe i rozmowy z pasażerami dowodzą, że nawet po kilka razy po drodze byli kontrolowani.

Wątpliwe argumenty

Jako zwolenniczka szczepień, która od lat szczepiła się na wszystko, (w tym, co roku na grypę), w tym wypadku mam szereg wątpliwości. Nie chodzi tylko o to, że czuję się zdrowa i jak dotychczas na żaden wariant covida nie zapadłam, że mam (po przeczytaniu ze zrozumieniem wszelkich ulotek producentów) jednoznaczne przeciwwskazania do szczepienia. Ważne jest też, co innego – wszczepienie sobie nieprzebadanej wystarczająco substancji, za którą nikt nie chce wziąć odpowiedzialności, napawa mnie odrazą. Dlaczego miałabym aż tak ryzykować? Nie przekonuje mnie eksploatowany przez media francuskie przykład Izraela, gdzie zaszczepiono praktycznie wszystkich. 

Dziennikarze zgodnie podkreślają, że zaszczepieni wprawdzie chorują na kolejne warianty covida – ale nie umierają. Dla mnie to słaby argument. Przecież już w poprzednich covidowych „falach”, nie tyle z powodu samej choroby, co ograniczenia dostępu do wszystkich form leczenia najsłabsi – przewlekle chorzy, starzy, o niskiej odporności – zmarli. Tak, więc z natury rzeczy na placu boju zostali ci silniejsi, którzy przetrwali i w taki czy inny sposób nabyli odporność. Tak więc głównie z tego powodu statystyki zgonów maleją, a nie koniecznie za sprawą szczepionek. Niestety podobno IQ Europejczyków, w tym Francuzów systematycznie maleje, a to wiele tłumaczy.

Panaceum o nieznanych konsekwencjach

Szczególne oburzenie budzi we mnie propaganda zalecająca szczepienia młodych zdrowych osób związkami ingerującymi w ich genom. Mają oni przed sobą jeszcze długie życie, a ryzyko jakie specyfiki te niosą jest tak poważne, że moim zdaniem, przewyższa spodziewane korzyści. Potencjalna bezpłodność jest jednym z nich. Słychać też o indukowaniu chorób neurologicznych i zawałów serca. Kto i w imię, czego bierze na siebie taką odpowiedzialność, by narażać dzieci i młodzież na takie niebezpieczeństwo? Czy ten świat oszalał? 

Niestety w wielu krajach takie eksperymenty już trwają, a Francja przygotowuje się do tego pełną parą. Od września jest tam zapowiadane objęcie „przepustką covidową” dzieci od lat 12!  

Protesty

Nie wszyscy Francuzi godzą się potulnie na takie traktowanie. Niestety, mimo marszów i protestów, które według władz objęły w ostatnią sobotę w całym kraju ponad 200 tys. osób, a według protestujących milion, niewiele to zmienia. Protesty trwają od miesiąca, a mimo to tydzień po tygodniu ograniczenia są coraz drastyczniejsze. Najostrzej protestowano na Martynice, gdzie spalono dwa punkty szczepień i kilka aptek, ale ta zamorska społeczność stosunkowo szybko została spacyfikowana. 

Bardzo wzruszyły mnie marsze w Paryżu (było ich w sumie cztery legalnie zgłoszone i kilkanaście „dzikich”), na które przyjechali przedstawiciele wielu regionów. Szła w nich głównie „stara tradycyjna Francja”, ta lokalna, ta chrześcijańska i ta ateistyczna, ale, w której ideały wolnościowe jeszcze nie umarły. W Paryżu maszerowali i Celtowie z tradycyjnymi kobzami, mieszkańcy Vandei śpiewający swoje powstańcze pieśni, niosący charakterystyczne rojalistyczne serce (symbol powstania vandejskiego), w którym przelewali krew, szli patrioci z francuskimi flagami. 

Marsze te poruszały się w tunelach utworzonych przez żandarmów w strojach bojowych tzw.” Żółwiach”. Byli wyposażeni w broń i najnowszą elektronikę, miotacze gazu, granaty hukowe – to wszystko przeciw zwykłym ludziom z hasłami „Liberté” wypisanymi na transparentach!

Dopiero ten tydzień pokaże, (kiedy drakońskie przepisy mają być zastosowane) czy dojdzie do próby sił. Rządzący chyba zdają sobie z tego sprawę, bo przezornie stosują proste zasady społecznej manipulacji. Obiecują ludziom, że w tym pierwszym tygodniu będą „tolerancyjni” i nie od razu posypią się mandaty i represje.  Zobaczymy.

Źródło : TV BFM Paris 7 sierpnia 2021

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy