Fake news w Polsce nadal bezkarny

W 2018 Komisja Europejska utworzyła Grupę Wysokiego Szczebla ds. fake newsów. Pracują nad nią przedstawiciele instytucji społecznych oraz platform internetowych. Unia chce jednak zaproponować narzędzia, które mają zapobiegać pojawianiu się fake newsów. To jest już samodzielne zadanie poszczególnych krajów.



Faktem jest, że w dobie pandemii Covid 19, wiele tematów i działań wydaje się być pilniejszych, niemniej fake newsy nadal mają się doskonale, i warto z nimi walczyć, tym bardziej że wiele z nich dotyczy właśnie pandemii. Dwa lata temu Sekretarz Generalny komisji europejskiej wydał komunikat dotyczący zwalczania dezinformacji w Internecie, w którym czytamy:

„Nowe technologie mogą być wykorzystywane, w szczególności w mediach społecznościowych, do rozpowszechniania dezinformacji o niespotykanej dotychczas skali, z bezprecedensową szybkością i precyzją, prowadząc do tworzenia spersonalizowanych sfer informacji, które wzmacniają przekaz kampanii dezinformacyjnych. Dezinformacja podważa zaufanie do instytucji, mediów cyfrowych i tradycyjnych oraz szkodzi demokracjom przez utrudnianie obywatelom podejmowania świadomych decyzji. Dezinformacja jest również często podstawą radykalnych i ekstremistycznych idei i działań”


Propozycja Tarczyńskiego



Polską walką z fake newsami, z ramienia partii rządzącej, zajął się Dominik Tarczyński (europoseł PIS). Prace nad ustawą, rozpoczęły się w 2018 r., a jej głównym założeniem jest powołanie rady do sprawy fake newsów oraz wielomilionowe kary dla mediów. To właśnie w powielaniu nieprawdziwych informacji przez media, Tarczyński upatruje tak wielką skalę problemu.

Europoseł zamierza sięgnąć do ustawodawczych doświadczeń innych krajów, choć nie ukrywa, że jego ustawa, ma dużo dotkliwiej karać wszelkie naruszenia. Wylicza, że jeśli któryś z wydawców zarabia – przykładowo milion złotych na okładce z fake newsem, to ma ten milion, który zarobił na kłamstwie oddać, i zapłacić drugi milion złotych kary. Przy czym projekt Tarczyńskiego, zakłada nawet 4 milionową karę za świadomą publikację nieprawdy. Pomysł europosła, ma tyle samo zwolenników, co przeciwników.

Z ogromnym oburzeniem przyjęto swego czasu w PiS informacje Onetu (marzec 2018), jakoby Prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki nie mieli szans na wizytę w Białym Domu do czasu przyjęcia zmian w ustawie o IPN. Sankcje wobec Polski, miały podobno zostać podjęte w trzy dni po głośnym wystąpieniu premiera Mateusza Morawieckiego w Monachium. Mówił wtedy m.in. o „żydowskich sprawcach” Holokaustu, co wywołało burzę w Izraelu, USA i Europie Zachodniej. Prawica jednomyślnie ogłosiła, że to modelowy przykład fake newsa i czas najwyższy podjąć prace nad ustawą zakazującą rozpowszechniania podobnych bzdur w przyszłości. Od tamtej pory problem narasta, a jego zasięg objął już nie tylko serwisy internetowe, ale media społecznościowe, komunikatory a także debatę publiczną.

Dzień bez fake newsa, to dzień stracony

Jakkolwiek, nie ma obiekcji – co do zasadności samej ustawy, to diabeł tkwi w szczegółach. Nawet wewnątrz obozu prawicy pojawiają się wątpliwości, jak do tematu podejść.

Analizując choćby wymieniony powyżej przykład Onetu, czyli informacji o „persona non grata” prezydenta w Białym Domu – zajęcie stanowiska po którejkolwiek ze stron, wydaje się być trudne.

Portal tłumaczył, że posiada wiele dowodów na potwierdzenie prawdziwości swojej informacji. Upublicznił choćby notatkę Jana Parysa, byłego szefa gabinetu ministra spraw zagranicznych, w której Parys przekonuje, że dla bezpieczeństwa Polski, nie do przyjęcia jest sytuacja, kiedy prezydent czy premier mają zablokowane kontakty z głównym sojusznikiem. Onet powołał się również, na notatkę sporządzoną 20 lutego, przez pracownika ambasady RP w USA, niemniej jednak została ona uznana, za korespondencję objętą tajemnicą służbową, która nie miała prawa trafić w niepowołane ręce a co za tym idzie – nie została upubliczniona.

Tarczyński z kolei, w rozmowie z serwisem www.wpolityce.pl grzmiał, że „to, co zrobił Onet i inne media należące do niemieckich właścicieli niczym się nie różni od tego, co robiła esbecja i komuna. Tacy dziennikarze są tylko i wyłącznie manipulacyjnymi sekciarzami, osobami, które powinny zapłacić za kłamstwa”. Również wśród dziennikarzy i wydawców zdania są podzielone.

Co do zasady, media zgadzają się, że fake newsy są poważnym cywilizacyjnym wyzwaniem, z którym zmaga się cały świat, to jednak nie ma jednej strategii poradzenia sobie z tym problemem, ani jasnej definicji zagadnienia.


Błąd czy celowe działania?



Czy fake news to tylko kłamstwo czy może świadome przekłamywanie rzeczywistości? Według ustawy Tarczyńskiego, o tym co jest kłamstwem – miałyby decydować sądy, kontrolowane przez rząd. Dziennikarze podnoszą, że to z góry stawia ich na przegranej pozycji. Według wydawców, odpowiedzialni redaktorzy powinni samodzielnie radzić sobie z problemem.

Niestety, patrząc na skalę problemu, podczas pandemii – wyraźnie widać, że ani prawo prasowe, ani naczelni – nie powstrzymali zalewu nieprawdziwych informacji.


Skala dezinformacji osiągnęła taki poziom, że nawet osobie śledzącej media, ciężko było w stuprocentowy sposób określić – która wiadomość była prawdziwa, a która nie. Weźmy np. news z marca br. o przeprowadzeniu nocnej dezynfekcji na Górnym Śląsku. Treść komunikatu brzmiała: “Wojewoda Śląski informuje, że dzisiaj w nocy od 23.00 do 5.00 godz. będzie przeprowadzona dezynfekcja ze śmigłowca. W tym czasie proszę o zamknięcie okien i drzwi.” Informację, zanim została wykryta i potwierdzona, jako fałszywka – udostępniono ponad 6 tys. razy.  Plotka została oczywiście oficjalnie zdementowana przez Wojewodę Śląskiego. Niemniej jednak, zanim to nastąpiło, kilka tysięcy osób utknęło w zamkniętych mieszkaniach w obawie o swoje zdrowie. Jest oczywiste, że nie ma naszej zgody, na takie manipulacje i kłamstwa – ale tak długo, jak ustawa nie jest gotowa, należy posiłkować się kodeksem karnym. W powyższym przypadku powinien to być art. 224a k.k.

Art. 224a Kodeks Karny

Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia,
podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Do czasu uchwalenia stosownej ustawy, pojawiają się oddolne inicjatywy. Polska Agencja Prasowa, w marcu br, uruchomiła wspólnie z serwisem GovTech społeczny projekt weryfikacji treści nieprawdziwych. Punktują tam pojawiające się fake newsy – głównie dotyczące pandemii.

Bieżący wpis, z dnia 09.10.2020 dotyczy nieprawdziwej informacji, podanej przez Gazetę Wyborczą – jakoby na Opolszczyźnie było dostępnych tylko 10 łóżek z respiratorami. Podpisany pod notatką, wojewoda opolski Adrian Czubak, oprócz sprostowań dotyczących wyposażenia szpitali dodaje również: „Podkreślenia wymaga fakt, iż rozpowszechnianie takich kłamliwych, nieprawdziwych informacji przez autora publikacji stawia pod znakiem zapytania jego intencje i rzetelność przygotowanego materiału. W sposób osobisty odbieram to jako próbę wywołania taniej sensacji, która może prowadzić do niepotrzebnych niepokojów społecznych, a także jako niczym nieuzasadniony atak, na wszystkich tych, którzy od wielu miesięcy poświęcają się walce z rozprzestrzenianiem się trwającej epidemii”. Być może, to właśnie jest metoda: gwałtowna i natychmiastowa reakcja.

Fakt, że fake news w Polsce nie jest (przynajmniej na razie) przestępstwem, nie powinien powodować naszej akceptacji takich zachowań, czy milczącej zgody.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy