Co dalej z świętem 1 maja?

Pierwszy dzień maja to początek długiego weekendu, który skutecznie zadomowił się w polskim społeczeństwie. To okazja do wspólnych spotkań, gdy temperatura nieco się podwyższa i na dobrą sprawę rozpoczyna się wiosna. Jakie jest jednak źródło tego dnia jako święta? Czy nadal jest to „Święto Pracy”?

Geneza

Zapoczątkowały ów dzień wydarzenia z 1 maja 1886 r. w Chicago, gdy ulicami tego miasta przeszedł wielotysięczny tłum robotników domagających się ośmiogodzinnego dnia pracy. Warunki pracowników fabryk i zakładów faktycznie były tragiczne – niskie płace, dwanaście godzin pracy na dobę w fatalnych warunkach. W następnych dniach dochodziło do rozruchów, polała się krew. Trzy lata po tych wydarzeniach Druga Międzynarodówka uznała ów dzień za Święto Pracy.

Przypomnijmy, że w skład Drugiej Międzynarodówki wchodzili tacy działacze jak Róża Luksemburg, Włodzimierz Lenin czy Lew Trocki, ale też na kongres w Londynie w 1896 r. delegatami polskimi byli Józef Piłsudski czy Ignacy Mościcki. Bo właśnie to Polska Partia Socjalistyczna, której pozostawali prominentnymi działaczami, pod zaborami doprowadzała do licznych demonstracji pierwszomajowych, rozpędzanych zresztą brutalnie przez carskich siepaczy. Tak było między innymi 1 maja 1905 r., gdy pochód został rozbity i od rosyjskich kul oraz pałek zginęło 37 osób.

Święto Pracy oprócz członków i zwolenników PPS było również obchodzone wśród sympatyków Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy oraz żydowskiego Bundu.

Święto Pracy w II RP

Sprawa ustanowienia 1 maja jako Święta Pracy stanęła w roku 1919, wraz z odrodzoną Rzeczpospolitą, w wywalczenie której polscy socjaliści niepodległościowi wnieśli istotny wkład. 29 kwietnia 1919 r. zebrał się Sejm Ustawodawczy, na posiedzeniu którego trafił wniosek posłów Ignacego Daszyńskiego i Norberta Barlickiego o przegłosowanie 1 maja jako Święta Pracy. W stenogramie poznajemy treść projektu:

„Dzień pierwszy maja uznaje się za powszechne w całej Polsce święto pracy. Za świętowanie w dniu 1 maja nie wolno nikogo usuwać z zajmowanego stanowiska, ani też potrącać mu w jego płacy zarobkowej”.

Uzasadnienie projektu brzmiało z kolei następująco:

„Od szeregu lat robotnicy polscy porzucają w dniu 1 maja pracę, manifestując uroczyście w imię swych ideałów i dążeń. Rząd rosyjski, a później niemieckie i austrjackie władze okupacyjne nie szczędziły z tego powodu ruchowi robotniczemu najostrzejszych represji. Przemysłowcy potrącali świętującym z ich płacy zarobkowej, wywołując słuszne oburzenie, a nieraz nową falę strajkową. Sejm Ustawodawczy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej winien położyć kres tym przedawnionym stosunkom, winien uznać głośno i wyraźnie, że klasa robotnicza ma prawo do własnego uroczystego święta”.

Daszyński domagał się pilnego trybu procedowania projektu ustawy, jednak większość posłów opowiedziała się przeciwko temu. W konsekwencji projekt został odesłany do komisji pracy. Lider polskich socjalistów zareagował bardzo impulsywnie, krzycząc: „Ładny Sejm ludowy! Zrobiliście w tej chwili bezdenne głupstwo, idiotyczne głupstwo”, a za użycie ostatniego ze swych słów został upomniany przez Marszałka Sejmu. Posłowie socjalistyczni na znak protestu opuścili salę sejmową.

W tym czasie prawicowi deputowani, przede wszystkim ze Związku Ludowo-Narodowego, ale też Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast”, złożyli wniosek nagły w sprawie ustanowienia święta Trzeciego Maja, przyjęty od razu w trzech czytaniach przez Sejm, niestety bez udziału posłów PPS.

W II RP obchody nieoficjalnego Święta Pracy kończyły się starciami z policją i ugrupowaniami narodowców.

Święto Pracy w PRL

Rzecz jasna na szeroką skalę Święta Pracy powróciły w powojennej rzeczywistości Polski. Od samego początku komuniści z Polskiej Partii Robotniczej, a następnie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, dążyli do deprecjonowania święta Trzeciego Maja, w roku 1946 krwawo tłumiąc manifestację krakowskich studentów i uczniów.

Przez cały okres PRL Święto Pracy było uroczyście obchodzone, odbywały się pochody, w których uczestniczyli przedstawiciele zakładów pracy, szkół, uczelni, zawodów. Warto jednak zaznaczyć, że ów dzień w latach osiemdziesiątych stał się także okazją do antykomunistycznych zamieszek.

Formalne podstawy wprowadzenia do kalendarza 1 maja jako dnia wolnego położył 26 kwietnia 1950 r. komunistyczny Sejm, gdy przegłosował ustawę o ustanowieniu 1 maja świętem państwowym, której preambuła brzmiała:

„Dla zadokumentowania osiągnięć i zwycięstw klasy robotniczej, przodującej siły Narodu, budującego socjalizm, jako wyraz umocnienia się władzy ludowej, w hołdzie dla tysięcy bojowników wolności i postępu, dla zamanifestowania solidarności Narodu Polskiego z siłami postępu i pokoju na całym świecie, w 60-tą rocznicę pierwszego obchodu międzynarodowego święta proletariatu w Polsce…”.

Pod ustawą podpisali się między innymi Bolesław Bierut, Konstanty Rokossowski czy Stanisław Radkiewicz. Ów akt prawny obowiązuje nadal, oczywiście od 1950 r. był nowelizowany.

Obecna preambuła pochodzi z roku 2007, zaakcentowano w niej rozumienie pracy jako „moralnego obowiązku człowieka”, a motywacje ustanawiania tego święta są następujące: „w trosce o zachowanie godności pracy ludzkiej i wiążącej się z tym wolności i mądrości”. Co charakterystyczne, formalnie 1 maja jest świętem państwowym bez nazwy własnej, a zatem określenie „Święto Pracy” pozostaje wyłącznie zwyczajowym. Dziś 1 maja obchodzony jest przez partie lewicowe i –co ciekawe – środowiska narodowo-radykalne. Ugrupowania centrowe i prawicowe zachowują wobec niego mniejszy lub większy dystans.

Współczesność

Wydaje się, że 1 maja na trwale wpisał się do kalendarza dni wolnych od pracy w naszym kraju. Prawdopodobnie trudno byłoby znaleźć zrozumienie w społeczeństwie dla rezygnacji z tego dnia (na przykład na rzecz Wielkiego Piątku czy wigilii Bożego Narodzenia). Choć samo święto nie ma komunistycznej genezy, a obchodzone było przez polskich socjalistów, którzy w okresie walk o niepodległość, a także w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu złożyli daninę krwi w walce z okupantami, jednak po czterdziestu pięciu latach PRL-u niesie z sobą jednoznaczne skojarzenia. I raczej się to nie zmieni. Czerwone sztandary i kokardy nie powrócą 1 maja na polskie ulice, ale z drugiej strony Polacy nie pozwolą zabrać sobie okazji do odpoczynku i spotkania z bliskimi.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy