Brunatny bestseller

Przeskocz do sekcji:

Kilka tygodni temu, na rynku wydawniczym ukazała się książka Adolfa Hitlera „Mein Kampf”. Edycja krytyczna”. Z komentarzem. Zaprotestowało Towarzystwo Jana Karskiego „wyrażając zdumienie oraz oburzenie publikacją w Polsce”. Okazuje się jednak, że nakład książki w cenie powyżej 100 zł, już się wyczerpuje. Czytelnicy liczą na dodruk.

Tak jak zdecydowana większość ludzi myślących mam nadzieję, że obecnie Adolf Hitler zajmuje poczesne miejsce w alei kotłów dla zasłużonych. Mam nadzieję, że nie ma jedynki i musi dzielić miejsce z osobnikami pokroju Stalina. Mam nadzieję, że kotłowniczy nie walczą z globalnym ociepleniem i temperatura w kadziach jest zbliżona do tej, do jakiej rozgrzane były piece Treblinki. Mam nadzieję, że doznał uczucia gorąca po grypsie, że w piłkarskiej reprezentacji Niemiec wielu piłkarzy nie urodziło się w Niemczech, ale m.in. w Turcji, Polsce, Tunezji, Brazylii, Nigerii czy Ghanie. 

Autor „Mein Kampf”, zdaje się bywać w ostatnim czasie popkulturowo odczłowieczony. Nie jest to proste z facetem, który po wsze czasy będzie uchodził za „typ idealny” ludobójcy. (Podobnie jak Aleksander Wielki. Dlaczego? Will Cuppy w genialnej książce „Życie i upadek prawie wszystkich” daje odpowiedź w biografii Macedończyka: „ponieważ zabił on więcej ludzi, należących przy tym do większej liczby różnych narodów i ras, niż ktokolwiek inny przed nim”).

Popkultura, media wszelkiego rodzaju, w tym niezastąpiony Internet, zrobiły wszystko, aby Wódz Tysiącletniej Rzeszy odżył na nowo. Pokazy mody z elementami nazi, artyści i to, gdzie jak gdzie, ale w Muzeum Żydowskim w Nowym Jorku wystawiający artystycznie przeobrażone puszki po cyklonie B, filmy pokazującego ludzkie oblicze wodza ze słynnym „Upadkiem” na czele, aukcje z brunatnymi pamiątkami na Amazonie czy Allegro, całkiem nienaganne akwarele młodego Adzia sprzedawane wielokrotnie na aukcjach, niezliczona ilość książek, pisanych także przez wielbicieli zrobiły swoje.

Maniak filmowy, Zygmunt Kałużyński, w książce „Do czytania pod prysznicem” wspomina knajpę w Dusseldorfie, która na swym szyldzie miała wierszyk w ośmiu językach:

„Adolf Hitler skromnie żył,

Tylko lemoniadę pił,

Nagle go ogarnął szał!

Jak Tamerlan krew żłopał.

Gdyby pijał sznaps i piwo,

Wszystko by się nie zdarzyło”.

Andrew Roberts, porównując dwóch charyzmatycznych przywódców, w książce „Hitler i Churchill sekrety przywództwa” pisze o tym pierwszym:

„W stopniu rzadko spotykanym wcześniej poza kontekstem religijnym, fenomen Adolfa Hitlera pozwalał inteligentnym ludziom na zawieszenie czynności tej części mózgu, która indykuje rozumowania. Niemiecki minister obrony, feldmarszałek Werner von Blomberg utrzymywał, że serdeczny uścisk dłoni Hitlera może wyleczyć go z przeziębienia. Marszałek polny Hermann Göring powiedział: ‘Gdyby Hitler oświadczył ci, że jesteś kobietą, wyszedłbyś z budynku, wierząc, że tak jest’”. 

Dorzućmy do tego, że kobiety mdlały na widok tego kurdupla.  

Kłopoty z Mein Kampf 

Ed Rayner i Ron Stapley w arcyciekawej pracy „Mity błędy i oszustwa w historii” zastanawiają się, czy w latach 20-tych XX wieku była to Biblia nazistów? I dają odpowiedź: 

„Egzemplarze tej książki wręczano w Trzeciej Rzeszy każdej parze małżeńskiej. Można je znaleźć, nigdy nie czytane, na półkach wielu starych niemieckich domów. Intelektualiści, którzy przeczytali „Mein Kampf” uznali ją za majaczenie szaleńca. Współcześni Hitlerowi politycy nie brali go serio, lecz uznawali za demagoga i szarlatana”

(Tak na marginesie: ilu Polaków otworzyło i poczytało Konstytucję RP, którą Aleksander Kwaśniewski ładnych kilka lat temu rozesłał do domów?).

Mało kto podejrzewa, żeby ktoś czytał „Moją walkę”, gdyż jest napisana takim językiem, że wszyscy żałowali, iż autor nie zajął się na dobre malarstwem. Ale ponoć był leniem wierutnym i zamiast robić w sztuce, czytał gazety i zajął się polityką (a w niej jak wiadomo dominują nieroby). Do tego przyczyniła się też komisja rekrutacyjna Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, nie poznając się na talencie niewydarzonego adepta sztuki, poniekąd fundując ludzkości obłąkanego führera.

Wróćmy jednak do „pisarstwa” malarza nie-pokojowego. Z pokojem na świecie („będziemy bronić pokoju do ostatniego naboju”) jak wiemy nie miał wiele wspólnego. Czy tego typu woluminy zakazywać, co tylko nakręca koniunkturę? Jeśli jest to napisane językiem tak nudnym, ramotowatym i nadętym, to raczej odstrasza od ideologii nazizmu, a nie zjednuje jej fanów.

W niejednej księgarni znajdziemy, inną „interesującą” pozycję – „Manifest komunistyczny”. Nikt tego nie krytykuje?! Czy nie razi, gdy czytamy: „Komuniści (…) oświadczają (…), że cele ich mogą być osiągnięte jedynie przez obalenie przemocą całego dotychczasowego ustroju społecznego. Niech drżą panujące klasy przed rewolucją komunistyczną. Proletariusze nie mają w niej nic do stracenia prócz swych kajdan. Do zdobycia mają cały świat”. 

I zdobyli jakże by inaczej: Związek sowiecki – 20 mln ofiar, Chiny – 65 mln, Wietnam – 1 mln, Korea Północna – 2 mln, Kambodża – 2 mln, Europa wschodnia – 1 mln, Ameryka Łacińska – 150 tys., Afryka – 1.7 mln, Afganistan – 1.5 mln ofiar.

Dlaczego stosuje się różne miary; jedną w stosunku do narodowego socjalisty, a drugą do naukowych socjalistów? Czy art. 13. (jakże słuszny!!!) Konstytucji RP o zakazie istnienia partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu dotyka także publikacji?

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy