Moc współczesnej rodziny – wywiad z Magdaleną Czarnik

Wywiad z Panią Magdaleną Czarnik, Prezes fundacji “Rodzice chronią dzieci”. 


Marta Szymoniak: Ostatnio w debacie publicznej w USA pojawił się, być może dla niektórych środowisk zaskakujący, problem: łamanie prawa i akty wandalizmu w wykonaniu młodzieży z tzw. bogatych domów. Swoje agresywne zachowanie tłumaczą walką przeciwko dyskryminacji rasowej. Z materialnego punktu widzenia nic im nie brakuje. Gdzie w takim razie tkwi przyczyna ich aspołecznych zachowań? 

Magdalena Czarnik: Młodzi ludzie zawsze szukają poważnych tematów, w które mogliby się zaangażować i czynić dobro. Niewątpliwie jest w nich potencjał i potrzeba stawania po dobrej stronie. Jednakże w przypadku wydarzeń związanych z ruchem Black Lives Matter ta potrzeba tkwiąca w młodym człowieku została wykorzystana w złych celach. Młodzież cechuje się podatnością na różnego rodzaju manipulacyjne treści, z którymi nie ma często okazji się szerzej skonfrontować. Złapana na hasła zwalczanie rasizmu została wciągnięta w działania radykalnej lewicy, które w tym przypadku pod pozorem niesienia pomocy czarnoskórym w rzeczywistości sieją zniszczenie i usprawiedliwiają czyny o charakterze wyraźnie przestępczym.

Młodym brakuje często prawdziwego spojrzenia na dany problem i dość spontanicznie ulegają namowom osób, które chcą ich wykorzystać. Gdyby ich zapytać, czy chcą niszczyć czyjeś mienie, odpowiedzą oczywiście, że nie. Są przekonani, że robią to w dobrej sprawie, że w ten sposób opowiadają się przeciwko rasizmowi i nabierają przekonania, że trzeba zwalczać cały system. Z historii znamy podobne ruchy, choćby rewolucja seksualna 68 roku, szczególnie na Zachodzie, w której brały udział przecież dzieci z bogatych rodzin intelektualnych elit, zachłyśnięte ideami socjalizmu, równości, zwalczania patriarchalizmu i opresyjnego podejścia do seksu jak wówczas głoszono. Wszystkiemu winny miał być kapitalizm, a nie zauważali, że tuż za żelazną kurtyną, ludzie żyli w biedzie, stosowano terror i ciągle ginęli niewinni ludzie. Tamtym młodym ludziom niczego wówczas nie brakowało, ale zasiano w ich głowach pewne idee, więc ruszyli zwalczać wstrętny kapitalizm, z którego tak naprawdę korzystali.

Czy u polskiej młodzieży dostrzegamy podobne problemy?

Faktycznie wygląda na to, że historia się powtarza. Obserwujemy ostatnio na ulicach polskich miast młodych ludzi zaangażowanych pod tęczowymi flagami w wyzwolenie rzekomo dyskryminowanych homoseksualistów. Ze strony organizacji LGBT pojawiły się chwytliwe dla młodego człowieka hasła walki o tolerancję, równość, potrzeby tzw. nowoczesnej edukacji seksualnej i przeciwdziałania przemocy. Wielu młodych (i nie tylko!) osób połyka te manipulacyjne przekazy medialne i nie zdaje sobie sprawy, jakie cele w rzeczywistości obrali promotorzy tych radykalnych organizacji i do czego zmierzają. Okiem socjologa obserwuję, że tam gdzie młodzi ludzie zostają pozbawieni swojej tożsamości, podstawowych więzi rodzinnych, czyli wspólnoty, która daje poczucie bezpieczeństwa i gdy brakuje im wartości za którymi chcieliby się jasno opowiedzieć, wówczas gdy pojawia się taka pustka, łatwo do ich wnętrza wchodzą obce ideologie. Sam intelekt bez wartości nic bowiem nie znaczy. Bardzo potrzebne jest kierowanie do młodzieży przekazu dobrych wartości, które mogliby zobaczyć funkcjonujące w życiu ich rodziców, nauczycieli, i innych znaczących dorosłych, księży, liderów w harcerstwie czy w kulturze. Młody człowiek łaknie treści, na których mógłby budować swoje życie. Niestety dzisiaj, także w Polsce, w wielu młodych ludziach zionie ogromna pustka, co jest związane przede wszystkim z kryzysem instytucji małżeństwa  i rodziny, a także szeroko pojętej edukacji i destrukcyjnym wpływem przeseksualizowanej kultury. Szczególnie dla nas rodziców dorastających dzieci, to bardzo bolesna refleksja nad stanem naszego społeczeństwa

Zgodnie z polską Konstytucją rodzice mają prawo do wychowywania dzieci w zgodzie z własnymi poglądami. Ale przychodzi okres szkolny i następuje zderzenie różnych światopoglądów. Czy Stowarzyszenie „Rodzice Chronią Dzieci” dostrzega jakieś zagrożenia?

Odpowiem może na przykładzie zgłoszeń, jakie do naszego stowarzyszenia docierają. Swoje historie opowiadają nam rodzice, którzy dowiedzieli się od swoich dzieci o pewnego rodzaju zajęciach edukacyjnych, z którymi całkowicie się nie zgadzają. Często trudno im uwierzyć, że seksualizujące zajęcia miały miejsce w ich szkole, której ufali. Np. na biologii  dzieciom rozdawano prezerwatywy, a na szkolnym seansie filmowym, za który nie trzeba było płacić,  pojawiały się obrazki pornograficzne, nazywane zwykłą przygodą.  Ogarnia ich oburzenie i szukają pomocy. Zdarza się jednak, że trafiają na brak zrozumienia ze strony tzw. bardziej postępowych rodziców lub na totalną obojętność innych. Wszystko im jedno czy takie zajęcia mają być kontynuowane czy nie. Niestety obserwujemy, jak wielu rodziców obecnie abdykowało ze swojej roli wychowawczej. Wszystko scedowali na szkołę i nie mają zbyt wiele czasu, żeby się angażować w jakieś działania. Jednak zdarza się i tak,  że całkiem liberalni i postępowi rodzice też są zszokowani, że takie zajęcia miały miejsce. Wszyscy rodzice, którzy chcą się temu przeciwstawić, mają do tego pełne prawo i my ich w tym wzmacniamy. Organizujemy spotkania z rodzicami i nauczycielami, na których informujemy co się kryje za pięknymi hasłami o edukacji seksualnej, czy antydyskryminacyjnej, mówimy jasnym tekstem czym jest tzw. postępowa, tęczowa pseudo – edukacja i wówczas rodzice mobilizują siły, aby dyrekcja szkoły zrezygnowała ze współpracy z podejrzaną organizacją.

Zwracamy też uwagę na fakt, że nie tylko organizacjom zewnętrznym należy się przyjrzeć. Szeroki wachlarz działań organizacji z klucza LGBT obejmuje także różnego rodzaju szkolenia, skierowane także dla nauczycieli i pedagogów szkolnych. Mamy relacje z takich szkoleń. Nauczyciele są zapraszani do pięknych hoteli na trzydniowe zgrupowanie, gdzie są organizowane dla nich np. tzw. warsztaty antydyskryminacyjne. Słyszą tam o tolerancji, uczeniu dzieci asertywności, szacunku dla odmienności itp.,  z czym jak najbardziej można się zgodzić. Okazuje się jednak, że sednem szkolenia jest przekaz o rzekomo wrodzonej i niezmiennej orientacji seksualnej, a wówczas wkraczamy na grząski teren pełen treści propagandowych i nie mających poparcia w rzetelnej wiedzy biologicznej, ani psychologicznej. Wykorzystując przeróżne metody manipulacji, w głowach nauczycieli przeprowadzane jest swoiste „pranie mózgu”, po którym mają pokochać wszystkie postulaty ideologii gender, czyli  – to nie prawda, że rodzimy się jako chłopiec lub dziewczynka, gdyż płeć jest płynna, kulturowo uwarunkowana, a wczesne kontakty seksualne są zdrowe i wzmacniają asertywność i pomagają rozładować napięcie. Uczestnicy zachęcani są pod presją tych bardziej zaawansowanych, a podstawionych uczestników (!) do opowiadania o własnych doświadczeniach seksualnych i mają nauczyć się swobody prowadzenia takich rozmów w swoich szkołach z uczniami. Dostają ku temu potrzebne wskazówki. Zatem może okazać się, że nauczyciel, do którego byliśmy przekonani, nie miał jednak kręgosłupa moralnego i zapragnął po takim szkoleniu stać się postępowy. I może okazać się, że nafaszerował nasze dziecko treściami, których sobie absolutnie nie życzymy. Tego typu zagrożenie jest obecnie bardzo realne, uwrażliwiamy na to rodziców.



Czy ład rodzinny, poświęcony czas i uwaga dzieciom, dbanie nie tylko o dobrobyt materialny, ale i wychowywanie w wartościach, jest wystarczającą bronią przeciwko zagrożeniu przestępczością?

Z perspektywy mojej rodziny i innych rodzin muszę powiedzieć, że bywa bardzo różnie. Znam rodziny, w których dzieci te piękne wartości od swoich rodziców przejmują i wprowadzają we własne życie. Ale także słyszę o rodzicach, których dzieci przeszły na złą stronę, gdzieś się pogubiły, chociaż w dzieciństwie im niczego im nie brakowało. Mimo wszystko, w dłuższej perspektywie, bardzo ważny jest dom rodzinny, w którym dorastamy, to doświadczenie pełnej rodziny, stabilnego gruntu. W zasadniczej większości przypadków procentuje to w życiu i pomaga powrócić na dobrą drogę. W moim stowarzyszeniu staramy się nie tylko mówić stop złu, tej nachalnej seksualizacji, ale także chcemy promować dobre programy profilaktyczne dla młodzieży. Młody człowiek powinien z domu wynieść wartości, ale także niezmiernie istotne jest, żeby mógł je znaleźć na zewnątrz.  Nie mogę się często oprzeć wrażeniu, że kiedyś było zdecydowanie łatwiej wychowywać dzieci. Jeszcze do niedawna panował w naszej kulturze zachodniej, chrześcijańskiej konsensus co do miejsca właściwego dla współżycia seksualnego – było nim małżeństwo. Nie przestrzeganie tej normy spotykało się z różnymi sankcjami społecznymi. Dla pokolenia naszych rodziców, jeszcze bardziej dziadków takie normy były oczywistością. Tak samo, jak przekonanie, że małżeństwo zakłada się na całe życie. Wszyscy zgadzali się, że trwanie w małżeństwie to dobra droga.  Mieliśmy dobre wzorce – małżeństwa naszych rodziców i dziadków i sami założyliśmy szczęśliwe rodziny. Obecnie nie ma tego konsensusu i widać, jak wiele osób cierpi, gdyż nie przekazano im co jest ważne, a co nie.

Widzimy ten problem podczas różnych programów profilaktycznych, gdzie nawet ⅔ młodzieży zebranej na sali pochodzi z rozbitych rodzin. Jak wówczas przekonać tych młodych, że wielką wartością, jest pełna rodzina? Mamy jednak mądrych ludzi, którzy potrafią te problemy przeskoczyć i sformułować budujący przekaz bez ranienia kogokolwiek. Takich mądrych nauczycieli można spotkać w polskich szkołach. Jeśli realizują podstawę programową i misję przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie, tak właśnie będą postępować. Niestety inaczej będzie w przypadku nauczycieli po kursach genderowych. Zasadniczą różnicę można ująć w zdaniu: WdŻwR wskazuje młodzieży jak założyć w przyszłości rodzinę, zajęcia genederowe natomiast jak założyć szybko prezerwatywę. 

Bardzo pożyteczną rolę pełnią  dla dorastających młodych ludzi również takie miejsca poza szkołą, gdzie mogą oderwać od rodziców, jak dominikanie, salezjanie (grupy tworzone przez braci zakonnych, skupiające młodych), gdzie wartości wyniesione z domu nie zostaną zdeptane i wyśmiane.

Mamy w Polsce spory potencjał, mamy dobre programy (w postaci warsztatów i zajęć), które wskazują młodzieży dobry kierunek, podejmując temat seksualności. Bardzo znany i polecany także przez nas jest program profilaktyki zintegrowanej Archipelag Skarbów, z blisko 15-letnim już doświadczeniem. Porusza ważne treści z obszarów ryzyka młodzieńczego wieku, wskazując korzyści z abstynencji seksualnej w okresie dorastania, a najlepiej rzecz jasna do zawarcia małżeństwa.

W Krakowie rusza wkrótce program dla dziewcząt  Pure Fashion, czyli czysty styl w klubie Everest u księży Legionistów Chrystusa, który bazując na antropologii chrześcijańskiej wskazuje na kobiecą godność i uczy jak stawać się piękną kobietą,  budzącą u mężczyzn szacunek i podziw dla cech kobiecości, a unikać narzucanego przez popkulturę wyuzdania i bylejakości.  Mamy jeszcze wiele innych dobrych programów, warto do nich sięgać.

Czy taki program można by włączyć do szkół, np. wprowadzić na lekcjach religii? 

Oczywiście, że tak. Są one atrakcyjnie opracowane, przygotowane pod dzisiejszą trudną młodzież. Prowadzący to prawdziwi pasjonaci pracy z młodzieżą, lubią ich prowokujące pytania, chcą dyskutować i umożliwiają młodym, aby sami wyciągali wnioski. Mamy w planach multiplikowanie takich warsztatów, czyli chcemy wyszkolić kolejnych prowadzących i rozesłać po kraju.  

Od 14 lat w wielu miastach Polski odbywają się Marsze dla Życia i Rodziny. W tym roku ruszają one pod hasłem “Wspólnie Brońmy Rodziny”. Czy te marsze dalej są potrzebne i czy to właśnie w obronie tego ładu rodzinnego maszerują uczestnicy?

Na naszych ulicach widzimy ostatnio coraz częściej  tzw. marsze równości, lecz pamiętajmy proszę, że nie o równość w nich chodzi, lecz o uzyskanie przywilejów dla pewnych radykalnych grup, definiujących się poprzez swoje preferencje seksualne. Musimy sobie uświadomić, że te marsze rzekomej równości organizowane są przez marginalne grupy w naszym kraju, sterowane przez zachodnich ideologów i stamtąd finansowane. Jeśli policzymy tych aktywistów LGBT, jest ich naprawdę niewielka ilość. To normalne rodziny stanowią zdecydowaną większość w społeczeństwie i nie wolno nam pozwolić, aby zaczęły nami rządzić radykalne mniejszości seksualne. To jasne dla mnie, że szacunek należy się każdemu człowiekowi, także temu, który odkrył w sobie tzw. odmienną orientację seksualną i być może zmaga się z tego powodu z różnymi problemami. Może żyć jak uzna za stosowne, nie mieszam się w czyjeś życie,  natomiast kiedy już jako organizacja pewni aktywiści pojawiają się  w szkole i chcą zachęcać moje dzieci do podejmowania różnego rodzaju kontaktów seksualnych – rzecz jasna – na to się nie zgadzam. Też mam prawo domagać się szacunku dla moich przekonań. Małżeństwo było zawsze i nadal jest uniwersalną wartością na całym naszym globie, właśnie dlatego, że najlepiej służy prokreacji i trwaniu ludzkiego gatunku. Zmienianie jego definicji to zabieg niezwykle niebezpieczny. Nie bądźmy też naiwni. Na youtube mamy dostępne nagrania, na których aktywiści LGBT  jawnie mówią o swoich celach zniszczenia instytucji małżeństwa. Popatrzmy na Zachód, gdzie wywalczyli już legalizację tzw. małżeństw homoseksualnych. Ilu homoseksualistów z tego korzysta? Tylko niewielki promil, zazwyczaj po to, by zrobić show w mediach. Dalsze losy takich par nie są już relacjonowane, a kończą swoje „małżeństwa” szybko i często tragicznie. Róbmy wszystko, aby to Marsze dla Życia i Rodziny przechodziły przez nasze miasta, gdyż manifestują  te wartości, którymi większość naszego społeczeństwa autentycznie żyje, które sprawdziły się przez wieki i pozwalają nam spokojnie patrzeć w przyszłość.    

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy