Wirtualny ekshibicjonizm

Już nie tylko zdjęcia, ale każdy nasz ruch w Internecie jest skrupulatnie wykorzystywany. „Szokuje to, że informacje dotyczące naszych poglądów, preferencji politycznych, to nie tajna wiedza, którą ktoś podstępnie ukradł. Mówimy o danych, które użytkownicy sami wrzucają na swoje profile”

Marta Szymoniak: Czy rzeczywiście na własne życzenie żyjemy w świecie pozbawionym prywatności?

Dr Piotr Łuczuk: To dość złożony problem. Na potrzeby swoich badań zjawisko, którego dotyczy pytanie określam mianem „wirtualnego ekshibicjonizmu”. Bardzo często nie mamy najmniejszych nawet oporów przed publikacją w mediach społecznościowych bardzo osobistych, czy wręcz intymnych zdjęć – dopiero po latach okazuje się, jak poważny jest to problem i jakie niesie ze sobą konsekwencje.

Gdy czytamy „1984” Orwella lub „Nowy wspaniały świat” Huxleya może nam się wydawać dziwne, jak można funkcjonować w świecie praktycznie pozbawionym prywatności. Tymczasem właśnie w takim świecie dziś żyjemy. Prywatność praktycznie przestaje istnieć na naszych oczach. Staje się atrakcyjnym towarem, a nas zmienia w… produkt.

Marta Szymoniak: W jaki sposób wykorzystuje się publikowane w social mediach informacje?

Dr Piotr Łuczuk: Choć w dzisiejszych czasach wydaje się to nieprawdopodobne, wiele osób nadal stara się nie zauważać, że to właśnie media społecznościowe stały się obecnie areną działań propagandowych praktycznie na całym świecie. Dane, zarówno te jawne, jak i tajne często są dosłownie na wyciągnięcie ręki, a brak świadomości realnego zagrożenia powoduje, że wielu użytkowników Internetu udostępnia informacje, które jeszcze kilkadziesiąt, a nawet kilkanaście lat temu uzyskać było niezwykle trudno.

Zespół CERT.GOV.PL (odpowiedzialny za bezpieczeństwo struktur teleinformatycznych w domenie rządowej) regularnie ostrzega, że zarówno media społecznościowe, jak i cały Internet, są chętnie wykorzystywane z jednej strony do wspomagania konwencjonalnych działań militarnych i wywiadowczych, a z drugiej właśnie do celów propagandowych i szeroko pojętej dezinformacji.

Marta Szymoniak: Czy internauci są świadomi płynących zagrożeń?

Dr Piotr Łuczuk: Przez chwilę wydawało się, że przełom w kwestii świadomości użytkowników Internetu nastąpił po nagłośnieniu afery wokół systemu PRISM. Zgodnie z informacjami przekazanymi wówczas mediom przez Edwarda Snowdena, od lat służby specjalne zbierały dane z serwerów m.in. Google, Facebook, Yahoo, Paltalk, AOL, Skype, YouTube i Apple.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że dostęp do tego typu danych oznaczał możliwość gromadzenia danych o internautach dosłownie na każdy temat: począwszy od gustu muzycznego czy kulinarnego przez upodobania seksualne, aż po zainteresowania i hobby, zwłaszcza te mogące stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju.

Marta Szymoniak: Czyli każda publikowana przez nas informacja jest szeroko przetwarzana?

Dr Piotr Łuczuk: Niestety cały czas bardzo pokutuje argument „nie mam nic do ukrycia”, który pełni funkcję swego rodzaju uspokajacza sumienia. Tymczasem bardzo często niestety nie zdajemy sobie sprawy, że w świecie danych nie chodzi tylko o skrzętnie skrywane sekrety. Liczy się wszystko, co można poddać analizie behawioralnej i profilowaniu.

To trochę tak, jakbyśmy nieustannie uczestniczyli w badaniu opinii publicznej. Każdy nasz ruch w sieci zostawia ślad. Dostęp do tego typu danych w połączeniu z możliwościami socjotechniki i wywierania wpływu na ludzi psycholog społeczny z Harwardu Shoshanna Zuboff określa mianem „kapitalizmu inwigilacji”. Problem w tym, że choć daliśmy się złapać w pułapkę i z konsumenta zmieniliśmy się w produkt – za wszelką cenę nie chcemy tego dostrzec.

Marta Szymoniak: Czy możemy się jakoś ustrzec przed inwigilacją naszych ruchów w Internecie?

Dr Piotr Łuczuk: Podkreślę raz jeszcze – w tej kwestii żadna cyberarmia nas nie obroni. Służby specjalne mogą zajmować się ochroną strategicznych danych wrażliwych, instytucji rządowych i administracji publicznej oraz dbać o teleinformatyczne bezpieczeństwo państwa. Jednak bezpieczeństwo naszych prywatnych profili czy kont użytkowników, to już kwestia naszej świadomości oraz tego, co sami umieszczamy w sieci.

Po raz kolejny wraca debata dotycząca bezpieczeństwa w Internecie i prawa do prywatności. Szokuje to, że informacje dotyczące naszych poglądów, preferencji politycznych, to nie tajna wiedza, którą ktoś podstępnie ukradł. Mówimy o danych, które użytkownicy sami wrzucali na swoje profile.


Dr Piotr Łuczuk – medioznawca, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa. Redaktor naczelny serwisu FilaryBiznesu.plAdiunkt w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Ekspert Instytutu Staszica. Autor pierwszej w Polsce książki o cyberwojnie „Cyberwojna. Wojna bez amunicji?”.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy