Uczymy o początku życia człowieka

Wywiad z Magdaleną Guziak-Nowak, sekretarz zarządu i dyrektor ds. edukacji Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.

Kajetan Rajski: Jak Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka przyjęło wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r.?

Magdalena Guziak-Nowak: Pewnie tak, jak wszyscy, którzy kochają dzieci nienarodzone i ich mamy – ucieszyliśmy się. Jednak w tej radości nie było triumfalizmu, bo „wyszło na nasze”. Mam świadomość, że ciągle jesteśmy dopiero w połowie drogi.

Kajetan Rajski: Co ma Pani na myśli?

Magdalena Guziak-Nowak: Grupy proaborcyjne mówią: „Prawo nie jest ważne, liczy się sumienie”. To nieprawda. Prawo stanowione byłoby zbędne, gdybyśmy zawsze podejmowali tylko dobre decyzje. A jednak czasem człowiek wybiera źle i trzeba napisać: nie wolno gwałcić, kraść, okradać państwa z podatków, znęcać się nad zwierzętami. Nie wolno zabijać dzieci nienarodzonych. Po drugie, prawo pełni funkcję wychowawczą.

Kiedy jeszcze w 1997 r. była w Polsce legalna aborcja z tzw. przyczyn społecznych, znaczna część społeczeństwa popierała to rozwiązanie. Obecnie opowiada się za nim stosunkowo niewielu Polaków. To dowód na to, że generalnie to, co jest prawnie dopuszczalne, uważamy za dobre, natomiast to, czego prawo zabrania, uważamy za złe.

Wracając do „połowy drogi”, w której jesteśmy – wspaniale, że mamy dobre prawo, ale teraz trzeba zadbać o dzieci z niepełnosprawnością. Mówimy o tym od dawna – prawo do życia dla dzieci nienarodzonych plus konkretna pomoc materialna dla ich rodziców. To nie rozdawnictwo. To żadna łaska. To sprawiedliwość społeczna, solidarne stanięcie obok tych, którzy na pewnym etapie swojego życia mają trudniej niż my.

Kajetan Rajski: Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego przetoczyła się fala protestów, których uczestnicy w przytłaczającej większości to młode osoby. Czy stowarzyszenia pro-life obserwują wzrost tendencji proaborcyjnych w młodym pokoleniu?

Magdalena Guziak-Nowak: Najnowszym badaniem społecznym jest raport CBOS-u pt. „Młodzież 2018”. Badanie to przeprowadzane jest cyklicznie w grupie osiemnasto i dziewiętnastolatków. Z ostatniego wynikało, że w przypadku zagrożenia życia matki aborcję popiera 78 proc. badanych. Aborcję dziecka poczętego w wyniku przestępstwa akceptowało 69 proc. młodzieży, a w przypadku zagrożenia zdrowia matki 67 proc. Zdecydowanie niższa była akceptacja aborcji dziecka zdiagnozowanego jako niepełnosprawne – tutaj za aborcją było 50 proc. badanych. Większość młodych nie popiera aborcji wtedy, kiedy matka po prostu nie chce mieć dziecka, kiedy deklaruje trudną sytuację osobistą lub brak pieniędzy.

Wyniki badań dają powód do umiarkowanego optymizmu. Z jednej strony poparcie dla aborcji w młodym pokoleniu jest niższe niż w roku 1998, kiedy także ankietowano młodzież. Co bardzo ciekawe, prawie połowa młodzieży deklarującej się jako niewierząca, sprzeciwia się aborcji, gdy kobieta po prostu nie chce mieć dziecka. Daje to nadzieję, że część nastolatków rozumie, że ochrona życia nie jest kwestią religijną, ale że prawo do życia jest prawem naturalnym, ponad wyznaniowym, uniwersalnym. Katolickich rodziców i wychowawców powinno jednak zastanowić, dlaczego aborcję na życzenie popiera aż 10 proc. osób chodzących kilka razy w tygodniu na Msze, nabożeństwa czy spotkania.

Jestem ciekawa, jak te wyniki prezentowałyby się dzisiaj, po fali czarnych protestów, które karmiły się kłamstwem i manipulacją. Widzimy, że wielu młodych ludzi kupiło tę narrację. Na szczęście nie brakuje też młodzieży, która chce się angażować i odważnie dyskutuje ze swoimi rówieśnikami. Która grupa jest liczniejsza? To już pytanie do socjologów.

Kajetan Rajski: Jakie są największe obecne wyzwania dla środowisk pro-life?

Magdalena Guziak-Nowak: Zawsze edukacja, która jest jak szczepionka na manipulacje i fake newsy. Jeśli wiem, że od 7. tygodnia życia prenatalnego dziecko ma obecne w swym ciele receptory bólu, a część dzieci urodzonych w ramach aborcji eugenicznych (tak, to jest poród) rodzi się żywych i potem umiera przez uduszenie, nie złapię się na mit, że aborcja jest bardziej humanitarna niż urodzenie chorego dziecka.

Jeśli znam powikłania po aborcji dla kobiety, bezpośrednie i odległe w czasie (np. zwiększone ryzyko trudności prokreacyjnych, zwiększone ryzyko zapadnięcia na pewne nowotwory, zwiększone ryzyko dysfunkcji seksualnych), nie będę powtarzać, że aborcja to zdrowie, aborcja to życie. Edukacja jest kluczowa. Mając trochę wiedzy, można zbić każdy proaborcyjny „argument”. Bliska jest mi edukacja pozytywna, afirmująca dziecko poczęte i jego mamę.

Prawdziwym wyzwaniem jest też zwiększenie wsparcia dla rodzin wychowujących dzieci z niepełnosprawnością. W lutym tego roku opublikowaliśmy Raport nt. skrajnego ubóstwa wśród dzieci z niepełnosprawnością. Niestety, z ogólnie dostępnych danych (np. z GUS-u) wynika, że mimo podejmowania różnych prób, by ulżyć rodzicom chorych dzieci, zasięg skrajnego ubóstwa wśród rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi nie zmienia się. Wskaźnik ten nie drgnął od lat mimo świadczenia 500 plus, mimo Ustawy „Za życiem”.

Kajetan Rajski: Dlaczego?

Magdalena Guziak-Nowak: System wspierania rodzin chorych dzieci jest archaiczny. Został przyjęty w 2003 r., czyli osiemnaście lat temu, w innych realiach rynkowych i dochodowych, w innych realiach demograficznych. Przez ostatnich osiemnaście lat zmieniło się bardzo wiele, toteż system, który w 2003 r. wydawał się dobrą odpowiedzią na ówczesne problemy, zupełnie nie przystaje do nowej rzeczywistości.

Świadczenie pielęgnacyjne i zasiłek pielęgnacyjny, pomimo kilkukrotnego waloryzowania tych świadczeń, nie zapewniają nawet minimum egzystencjalnego w wielu rodzinach wychowujących dzieci niepełnosprawne. Ich życie zależy od powodzenia internetowych zbiórek. Ponadto rodzice są uwięzieni w tzw. pułapce świadczeniowej, np. pobierając zasiłek pielęgnacyjny, nie mogą legalnie dorobić do budżetu ani grosza. To się w głowie nie mieści.

Kajetan Rajski: W jaki sposób państwo mogłoby lepiej zadbać o rodziny borykające się z niepełnosprawnością?

Magdalena Guziak-Nowak: Rozwiązanie jest prostsze, niż się wydaje. Trzeba dać rodzicom pieniądze do ręki. Świadczenie 500 plus zmniejszyło zasięg biedy wśród dzieci, bo to rodzice jako ich najlepsi opiekunowie wiedzą, czego w tym momencie potrzebują. To sukces, to dobre rozwiązanie, które wystarczy powielić. Zamiast mnożyć kolejne programy i dokładać pieniądze do instytucji, trzeba je przekazać rodzicom. Kto wie, że w tym momencie zasiłek pielęgnacyjny wynosi 215,84 zł na miesiąc? To kwota nieprzystająca do niczego. Za 215 zł nie można kupić dwóch godzin rehabilitacji. A gdzie suplementy diety, leki, materace przeciwodleżynowe, środki higieniczne i opatrunkowe, prywatne wizyty, bo w NFZ ciągle są kolejki?

Oprócz powiększenia tego świadczenia do kwoty minimum 2000 zł miesięcznie, należy umożliwić chętnym rodzicom na tzw. świadczeniu pielęgnacyjnym podjęcie legalnej pracy, choćby w niepełnym wymiarze godzin. Wielu z nich to wysokiej klasy specjaliści. W epoce pracy zdalnej wielu z nich chętnie popracowałoby, nie wychodząc z domu, choćby kilka godzin miesięcznie, zyskując odskocznię od innych obowiązków i dodatkowy dochód, który mógłby pomóc im wyrwać się z kręgu biedy. Najczęściej niezawinionej.

Kajetan Rajski: Jaka jest specyfika Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka na arenie polskich organizacji pro-life?

Magdalena Guziak-Nowak: Łączymy rzetelną i pozytywną edukację pro-life (nigdy nie pokazujemy drastycznych zdjęć ciał dzieci po aborcji) z realną pomocą charytatywną. W działce edukacyjnej jesteśmy wsparciem merytorycznym dla rodziców, nauczycieli, liderów grup młodzieżowych. Prowadzimy lekcje dla uczniów i webinary, organizujemy konkursy dedykowane dzieciom, młodzieży i studentom, nagrywamy vlogi i filmy, wydajemy wystawy i przeróżne materiały edukacyjne.

Ale bez wsparcia najbardziej potrzebujących bylibyśmy niewiarygodni. Wspieramy finansowo samotne mamy (Fundusz Ochrony Macierzyństwa) oraz rodziców chorych dzieci (Fundusz Dziecka Chorego) i prowadzimy Telefon Zaufania Pro-Life.


Źródło zdjęcia: pro-life.pl

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy