Turcja przejmuje kontrolę nad Internetem?

Wywiad z Karoliną Wanda Olszowską z Zakładu Historii Powszechnej Najnowszej Instytutu Historii UJ oraz Katedry Turkologii Instytutu Orientalistyki UJ.

Łukasz Łaguna: Polskie media obiegła informacja Turcja wprowadza regulacje prawne mające doprowadzić do przejęcia kontroli nad Internetem, a pierwszą ofiarą mają być media społecznościowe. Czy to prawda?

Karolina Wanda Olszowska: Tak, te doniesienia medialne są prawdziwe w lipcu br. wprowadzona została ustawa regulująca działalność mediów społecznościowych. Wywołała ona duże oburzenie zarówno w Turcji jak i poza nią, gdyż należy przypomnieć, że partia Sprawiedliwości i Rozwoju poszła już wcześniej na wojnę z Wikipedią i zablokowała dostęp do tej strony. Również już kilka lat wcześniej władze próbowały walczyć z Twitterem, gdy donosił on o kolejnych odsłonach skandali korupcyjnych. Media społecznościowe uważane są za taki ostatni powiew wolności, miejsce, które bardzo ciężko jest kontrolować i dlatego tak bardzo się go władze obawiają.

Na czym ma polegać nowe tureckie prawo związane z działalnością portali społecznościowych? 

Obliguje ona media społecznościowe posiadające w Turcji ponad milion użytkowników (Facebook, Twitter) do ustanowienia w kraju lokalnego reprezentanta. Jego zadaniem ma być kontakt z władzami i odpowiadanie na ich pytania związane z treścią opublikowaną na portalach. Co jest istotne dane użytkowników tych mediów mają być przechowywane lokalnie, czyli na serwerach w Turcji. Dzięki temu władza może łatwiej się do nich dostać. Na jej mocy portale zobowiązane są również do usuwania, a nie tylko blokowania treści. Doprowadzi to do tego, że „niepożądane” informacje po prostu znikną z Internetu. Podobnie się stało, gdy większość mediów tradycyjnych została przejęta przez turecki rząd – a szacuje się, że w rękach rządowych jest ok. 90-95% mediów – informacje niewygodne po prostu zniknęły np. z archiwów stron.

Przewodniczący tureckiego Urzędu ds. Technologii Informacyjnych i Komunikacji – Omer Faith Sayan – poinformował, że Facebook, Instagram, Twitter czy Youtube zostaną ukarane grzywną w wysokości 10 milionów dolarów. Za co takie kary? Czy to walka rządu tureckiego z dostępem obywateli do niezależnych mediów? 

Jeśli media społecznościowe posiadające w Turcji ponad milion użytkowników nie zastosują się do ustawy, czyli nie ustanowią krajowego reprezentanta oraz nie zaczną przechowywać danych na lokalnych serwerach to grożą im kary w wysokości od 10 do 40 milionów lir tureckich, lecz to nie jedyna kara grozi im również zmniejszenie przepustowości od 50 do 95% co może uniemożliwić całkowite korzystanie z nich. Oczywiście za niestosowanie się do wyroku sądów, za nieusuwanie treści z portali naliczone zostaną kolejne kary finansowe w zależności od 1 do 10 milionów lir tureckich. Co ciekawe pierwsze kary pieniężne już zostały nałożone.  

Takie kary są nakładane, bo mają one zmusić właścicieli mediów społecznościowych do dostosowania się do nowego prawa. Ciężko w inny sposób niż finansowy to osiągnąć 😊 Oczywiście jest to walka tureckiego rządu z wolnością (nie tyle dostępem do) mediów społecznościowych, bo tutaj nie chodzi o zablokowanie, a kontrole. Podawanie odpowiednich treści, pozycjonowanie reklam. W końcu tzw. generacja Z, czyli pokolenie urodzone pomiędzy 1995 – 2005 podczas wyborów w 2023 roku stanowić będzie ok. 10 % elektoratu, a to właśnie ono najwięcej korzysta z mediów społecznościowych i jest najbardziej negatywnie nastawione do prezydenta i polityki AKP.

Jakie zagrożenia dla wolności słowa obywateli Turcji wiążą się z wprowadzonymi zmianami? 

Karolina Wanda Olszowska, Katedra Turkologii Instytutu Orientalistyki UJ / Zakład Historii Powszechnej Najnowszej Instytutu Historii UJ

Mówiąc o Turcji i wolności słowa należy pamiętać o kilku aspektach – mówimy o kraju, gdzie 90-95% mediów tradycyjnych kontrolowana jest przez partię rządzącą. Do tego zjawisko cenzury lub autocenzury występuje w Turcji nagminnie tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest na niechlubnym drugim (po Chinach) miejscy wśród liczby więzionych dziennikarzy. W każdym roku blokowany jest dostęp do tysięcy stron internetowych, kont w mediach społecznościowych, czy filmów na YT.

Wiadomo, że znaczna część społeczeństwa w dalszym ciągu opiera się na doniesieniach głównie telewizyjnych, ale w mediach społecznościowych często pojawiają się informacje podważające oficjalny przekaz, itd. związane z epidemią. Gdy kilkanaście dni temu w oficjalnych przekazie liczba dziennych zakażonych wynosiła ok. 2 tys., a zmarłych ok. 80 to burmistrz Stambułu napisał na swoim Facebooku – jak to możliwe, jeśli w samym Stambule zmarło ponad 300 osób. Takie sytuacje często mają miejsce, gdzie oficjalny przekaz odbiega od rzeczywistości i Turcy mogą dzielić się tym jedynie na mediach społecznościowych, bo nie istnieją media tradycyjne. Należy również dodać, że media społecznościowe to często jedyna możliwość dla wybicia się opozycji. Nie mają oni prawie w ogóle czasu antenowego, nie mają dostępu do mediów tradycyjnych, więc wykorzystują przestrzeń jaka im została, czyli social media. Duża część z nich robi to naprawdę dobrze.  

Czy takie korporacje jak Facebook mogą zablokować wprowadzenie lub egzekucje tego prawa? 

To trudne pytanie. Pewnie mogą próbować się do niego niestosować i ignorować nałożone kary. Jednak może do doprowadzić do całkowitego uniemożliwienia działania poszczególnych mediów na terenie Turcji tak jak stało się z Wikipedią. Oczywiście zablokowanie Wikipedii było do przejścia, szczególnie dla osób sprawniej posługujących się możliwościami Internetu, jednak znacząco utrudniało życie. Tym bardziej, że w wielu aspektach rządowi tureckiemu może odpowiadać sytuacja, w której część z mediów społecznościowych zniknie za nieprzestrzeganie prawa. Pytanie co będzie bardziej opłacalne dla np. takich gigantów jak Facebook czy Twitter. Przecież oni liczą zyski, a nie dbają o rozwój demokracji.
 

Wobec tego jak należy ocenić wprowadzone regulacje? 

Bezsprzecznie należy postrzegać wprowadzone regulacje jako próbę walki z niezależnością i wolnością social mediów. Ewidentnie aktualnie rząd boryka się z wieloma problemami m.in. gospodarczymi. Ma problem z inflacją, czy bardzo dużym bezrobociem. Odbicie niezadowolenia najbardziej widoczne jest w mediach społecznościowych, tam też ludzie mogą dzielić się swoimi doświadczeniami czy uwagami przez co czują, że mają większą szansę zmienić coś w kraju. Tam sprawnie działa opozycja i może przekonać niezdecydowanych do swojego programu, a także wytykać błędy rządowi. Nowa ustawa może to wszystko kontrolować. Jednak jak pokazały wybory lokalne w Stambule Turcy czym bardziej naciskani tym bardziej potrafią się postawić i pokazać niezależność. Tak może być również w tym przypadku. Dużym pytaniem jest na ile można w ogóle kontrolować coś takiego jak media społecznościowe, które przecież bardzo często żyją własnym życiem.  

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy