Tadeusz Płużański – żołnierz rotmistrza Pileckiego

Rozmowa z historykiem Stanisławem Płużańskim.  

Kajetan Rajski: Jakie były losy Twojego dziadka, Tadeusza Płużańskiego, przed wybuchem II wojny światowej oraz w jej trakcie?

Stanisław Płużański: Mój dziadek urodził się w Miechowie 15 sierpnia 1920 r. Dzieciństwo spędził w Wilnie, gdzie patriotyzmu uczył się m.in. w Związku Harcerstwa Polskiego. Później rodzina przeniosła się do Warszawy. Jego ojciec Wacław Płużański był nauczycielem, w czasie I wojny światowej służył w Legionach Józefa Piłsudskiego, później był działaczem Związku Nauczycielstwa Polskiego. Mama, Leokadia Płużańska, była nauczycielką. W trakcie II wojny światowej brała udział w tajnym nauczaniu, była sanitariuszką Armii Krajowej i uczestniczką Powstania Warszawskiego. 

Kiedy wybuchła wojna, dziadek zgłosił się na ochotnika do wojska. Został przydzielony do 77 Pułku Piechoty. 29 września ciężko ranny pod Janowem Lubelskim, o mało nie przypłacił tego życiem. Pocisk rozpryskowy przestrzelił mu płuco i ramię. Lekarz widząc jego rany orzekł, że nie ma sensu go ratować, lepiej skupić się na mniej beznadziejnych przypadkach. Uratowała go siostra zakonna, która najpierw zajęła się nim, a następnie ukryła jego wojskową tożsamość, kiedy do szpitala wpadli Niemcy celem zabrania rannych żołnierzy do obozów. Odłamki po tamtej walce nosił do końca życia.

Prawie natychmiast, bo w grudniu 1939 r., zaangażował się w działalność konspiracyjną. Początkowo był członkiem Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej (PLAN). W wyniku wsypy, której dziadek szczęśliwie uniknął, większość jego kolegów – jeszcze ze szkolnej ławy w liceum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie – została aresztowana i następnie rozstrzelana w Palmirach. Mimo tej tragedii nie potrafił długo siedzieć bezczynnie. Udało mu się nawiązać kontakt z przedstawicielami tworzącej się Tajnej Armii Polskiej (TAP). Transportował nielegalnie broń, miał także zajmować się kolportażem podziemnej prasy.

Mojego pradziadka Wacława Niemcy, uznając za wrogi element, zakatowali na Pawiaku 16 maja 1940 r. Dziadka z kolei 11 listopada 1940 r. za konspiracyjną działalność aresztowało gestapo. Trafił przez Aleję Szucha, Pawiak i obóz gestapo w Grudziądzu do obozu koncentracyjnego Stutthof. Tam zaczęło się prawdziwe piekło na ziemi, które trwało prawie pięć długich lat. Dziadek był jednym z najdłużej przebywających w obozie więźniów. Trafił do karnej kompanii, która zajmowała się wykańczającą wywózką drewna. Więźniowie musieli ciągnąć wielkie wozy wyładowane drewnem. Kto padał z wycieńczenia, tego na miejscu dobijano. 

Później udało mu się przekonać kapo, że zna się na ciesielce, dzięki czemu trafił do stolarni. Pod koniec przebywania w obozie trafił do esesmańskiej kuchni. Z narażeniem życia wykradał dodatkowe porcje dla innych więźniów. Za kradzież grochu Niemcy kazali utopić dziadka w korycie. Przed śmiercią uratował go ksiądz Sylwester Niewiadomy z klasztoru ojców Bernardynów w Warszawie. Uniknął wyprowadzenia w Marszu Śmierci, dzięki odbywaniu wówczas służby kuchennej. Pozostał w Stutthofie z 200 więźniami, którym 9 maja 1945 r. dwóch czerwonoarmistów na rowerach ogłosiło uwolnienie z obozu.

Kajetan Rajski: Kiedy Tadeusz Płużański poznał rtm. Witolda Pileckiego? Co zdecydowało o tym, że postanowił zaangażować się w powojenną konspirację niepodległościową?

Stanisław Płużański: Po opuszczeniu obozu chciał kontynuować walkę z Niemcami. Nie zdążył dotrzeć do Warszawy, kiedy został zatrzymany przez NKWD. Rosjanie wszędzie szukali akowców, nie chcieli uwierzyć, że został aresztowany przed powstaniem AK. Tak samo nie do uwierzenia był fakt, że przeżył w obozie ponad cztery lata, oskarżyli go więc na tej podstawie o współpracę z Niemcami. Jedynym możliwym rozwiązaniem okazała się ponowna konspiracja.

Kajetan Rajski: Jakie zadania pełnił Tadeusz Płużański w grupie rtm. Pileckiego?

Stanisław Płużański: Z Witoldem Pileckim nawiązał kontakt poprzez wspólnego znajomego Makarego Sieradzkiego – wszyscy należeli w czasie okupacji niemieckiej do Tajnej Armii Polskiej. Był jedną z pierwszych osób wciągniętych do tworzącej się po 1945 r. antysowieckiej siatki wywiadowczej. Początkowo otrzymał zadania kurierskie. Przewoził informacje przez zieloną granicę do Ancony, do gen. Andersa. 

Później wraz z rozwojem grupy zwiększało się także i jego zaangażowanie. Zbierał informacje od informatorów przekazujących grupie informacje o sytuacji w kraju. Wielokrotnie przepisywał meldunki razem z Marią Szelągowską, która przyjechała z Pileckim do Polski z Włoch w 1945 r. Nawiązywał kontakty z podziemiem antykomunistycznym i z istniejącymi jeszcze wtedy opozycyjnymi ugrupowaniami politycznymi. Sondował także możliwości przerzucania na Zachód osób zagrożonych aresztowaniem. W tym celu jeździł kilkukrotnie do Szczecina, jednak z tych planów nic nie wyszło, grupie nie starczyło czasu. 

Kajetan Rajski: 6 maja 1947 r. Tadeusz Płużański został aresztowany. Jak wyglądało śledztwo i jego proces?

Stanisław Płużański: Grupa była intensywnie inwigilowana przez kilka miesięcy. W chwili aresztowań była już praktycznie rozpracowaną. Znany był dokładny skład, struktura i sposób działania. Dziadek zgadzał się ze słowami Pileckiego, że „Oświęcim przy tym to była igraszka”. Tak jak reszta grupy poddawany był najrozmaitszymi torturom mającym go złamać. Sowiecki system był znacznie gorszy od niemieckiego, ponieważ niszczył człowieka nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. 

Śledztwo trwało wiele miesięcy. Przesłuchujący go Józef Różański (Goldberg) podczas przesłuchania powiedział do niego: „My wiemy, że ty masz twardą d…, ale obok jest ktoś, z kogo wszystko wyciśniemy”. W celi obok siedziała jego żona Stanisława, będąca wówczas w ciąży. W wyniku przesłuchań poroniła i ledwo przeżyła tortury śledztwa. Sam proces był farsą, jego wynik był z góry ustalony. Wyrok Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie ogłosił 15 marca 1948 r. Dziadek tak jak Witold Pilecki i Maria Szelągowska został skazany na śmierć. W celi śmierci czekając na wykonanie wyroku siedział 73 dni. Wyrok został zamieniony na dożywocie. Dziadek został umieszczony w więzieniu we Wronkach, gdzie odsiadywał wyrok do 10 czerwca 1956 r.

Kajetan Rajski: Czym zajmował się Twój dziadek po wyjściu z więzienia?

Stanisław Płużański: Kiedy wyszedł na wolność miał 36 lat, przeżył pięć lat hitlerowskich obozów i dziewięć lat stalinowskich więzień. Jedyną możliwością ratunku było za wszelką cenę podjęcie próby normalnego życia i nadrobienia straconego czasu. Dziadek trzymał się tego, że nie może dać się złamać i zniszczyć komunistom, traktował to cały czas jako formę oporu. 

Początkowo pracował jako ślusarz, dobrze się tego nauczył w niemieckim obozie. Dzięki pomocy znajomego ze szkoły został dziennikarzem Agencji Robotniczej. Rozpoczął także studia, najpierw na kierunku ekonomia polityczna w Wyższej Szkole Handlowej w Poznaniu, później przeniósł się na Uniwersytet Warszawski na filozofię, z którą związał się na resztę swojego życia. Szukał w niej prawdy o człowieku, Bogu i całym świecie. Był to jego rodzaj sprzeciwu wobec otaczającej rzeczywistości. Zajął się także poezją. 

Przez studia szedł jak burza, w 1964 r. zrobił doktorat, w 1969 r. habilitację. W roku 1979 natomiast uzyskał tytuł profesora. Napisał kilkanaście książek naukowych, a także podręczników dla studentów i licealistów. Oprócz tego był aktywnym nauczycielem akademickim. Pracował w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. W latach 80. wykładał gościnnie w Instytucie Religioznawstwa UJ, a od 1995 r. był kierownikiem katedry filozofii w Uczelni Łazarskiego. Cały ten czas, co najmniej do 1990 r. był inwigilowany.

Kajetan Rajski: Tadeusz Płużański zmarł w 2002 r. Jakie masz wspomnienia związane z dziadkiem?

Stanisław Płużański: Zapamiętałem go przede wszystkim jako zawsze uśmiechniętego i pogodnego człowieka. Niestety nie miałem okazji porozmawiać z nim na poważne tematy, gdyż odszedł, gdy miałem niecałe osiem lat. Znacznie więcej dowiedziałem się dopiero lata później. Jego przeżycia w jakiś sposób doprowadziły do tego, że zająłem się historią i badaniem powojennych losów Polski. Można powiedzieć, że zawsze jest ze mną, gdyż często słyszę, że jestem do niego uderzająco podobny.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy