Sędzia Jan Majchrowski: Zobaczymy, czy Państwo Polskie istnieje tylko teoretycznie

Monika Demendecka: Jako sędzia Sądu Najwyższego w Izbie Dyscyplinarnej jest Pan w składzie orzekającym w sprawie dotyczącej uchylenia immunitetu sędzi SO w Krakowie Beaty Morawiec. Sąd odroczył posiedzenie i nie rozpoznał sprawy merytorycznie, dlaczego? Nie ma też wyznaczonej daty kolejnego posiedzenia.

Jan Majchrowski: Rzeczywiście, jestem członkiem trzyosobowego składu orzekającego w tej sprawie, razem z sędzią Pawłem Zubertem, który jest sprawozdawcą i sędzią Mariuszem Łodko. Powód odroczenia, którego dokonał sąd, zawarty został w treści postanowienia. Z tego co wiem, informował o nim także Rzecznik Prasowy Izby Dyscyplinarnej…

Monika Demendecka: Mówił, że sąd został zalany wnioskami formalnymi obrońców sędzi Morawiec, że wpłynęło w ostatniej chwili jakieś pismo obrony…

Jan Majchrowski: Jako sędziemu orzekającemu w tej sprawie nie wolno mi niestety wiele Pani powiedzieć, żałuję. Potwierdzam, że wniosków formalnych, w tym o wyłączenie mojej osoby, było rzeczywiście sporo i że bardzo krótko przed posiedzeniem wpłynęło określone pismo strony procesowej. Zapewniam także, że termin kolejnego posiedzenia wyznaczony zostanie niezwłocznie.

Monika Demendecka: Dzień przed tym posiedzeniem pojawiło się na stronie Sądu Najwyższego oświadczenie o próbie wywarcia na Pana Sędziego nacisku w tej sprawie ze strony Pana macierzystej uczelni -Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Czy mógłby Pan przybliżyć Czytelnikom tę niezwykłą sytuację?

Jan Majchrowski: Myślę, że najlepiej byłoby, gdyby Czytelnicy sami weszli na stronę SN, bo tam w zakładce „Wydarzenia” mogą bez niczyjego pośrednictwa z tą informacją się zapoznać. To nie unik z mojej strony, ale refleksja po lekturze niektórych medialnych komentarzy na temat mojego oświadczenia, które – co niestety było do przewidzenia – manipulowały jego treścią. Z tytułu jednej z publikacji wynikało na przykład, że oczekuję ochrony, jakbym miał się czegoś bać. Może to zresztą była taka sugestia?

Monika Demendecka: A czego Pan Sędzia oczekuje od tych, którzy są adresatami Pana wystąpień? Z treści oświadczenia wynika, że skierował Pan pisma w sprawie nacisków na Pana do Pierwszego Prezesa SN, Prezesa Izby Dyscyplinarnej, Ministra Edukacji i Nauki, Krajowej Rady Sądownictwa.

Jan Majchrowski: Od każdego oczekuję działań według jego zadań i kompetencji, ale też i woli działania. W sytuacji próby wpłynięcia na treść orzeczenia sądu i niedopuszczalnej ingerencji w niezawisłość sędziowską ze strony podmiotu, od którego na Uniwersytecie Warszawskim jestem w określony sposób uzależniony zawodowo, zawiadomienie Prezesów SN było moim obowiązkiem. Wynika on zresztą wprost z kodeksu sędziowskiej etyki. Gdybym tego nie uczynił, sam naraziłbym się na odpowiedzialność dyscyplinarną. Z kolei Minister właściwy ds. szkolnictwa wyższego nadzoruje uczelnie wyższe. Ma wobec nich pewne kontrolne i władcze kompetencje.

Uczelnie w Polsce są autonomiczne, ale nie suwerenne. Suwerenna jest Polska; uniwersytet musi działać w granicach naszych polskich praw, a czuwać nad tym (pomijając już organy samego uniwersytetu z rektorem na czele) ma właściwy minister. Gdy następuje próba bezprawnej ingerencji w niezawisłość sędziowską musi zareagować też Krajowa Rada Sądownictwa. Jest organem konstytucyjnym powołanym właśnie po to, by „stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. W mojej sprawie ma więc okazję wykazać, że jest efektywna i potrzebna, a jej działalność nie ogranicza się tylko do sędziowskich wniosków nominacyjnych.

Monika Demendecka: Czy te działania będą szybkie, zdecydowane, stanowcze? Jak Pan Sędzia myśli?

Jan Majchrowski: W istocie zadała Pani zupełnie inne, bardziej fundamentalne pytanie. To pytanie o to, czy Państwo Polskie istnieje realnie, czy nadal tylko teoretycznie. Na moim przykładzie sam oczekuję odpowiedzi na to pytanie. Zresztą nie tylko ja i nie tylko moi koledzy z Izby Dyscyplinarnej SN. Wielu Polaków oczekuje tej odpowiedzi.

Fot. sędzia Jan Majchrowski / sejm.gov.pl

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy