„Nas jest tylko dwunastu”

Rozmowa z Janem Majchrowskim – Sędzią Izby Dyscyplinarnej SN.

Monika Demendecka: Kiedy ostatnio Pan Sędzia udzielał mi wywiadu padło zapewnienie, że kolejne posiedzenie w sprawie odwołania od uchwały uchylającej immunitet sędzi SO w Krakowie Beaty Morawiec odbędzie się niezwłocznie. Minęły już ponad dwa miesiące i posiedzenie nie zostało wyznaczone. Sama zawieszona w obowiązkach sędziowskich w wywiadzie dla jednego z portali skarżyła się na Izbę Dyscyplinarną SN. Zacytuję: „…nie ma informacji o tym, by Izba wykonała jakiekolwiek czynności… No nie, przepraszam, zdążyła w tym czasie oddalić nasze – moje i moich obrońców – wnioski dowodowe, co spokojnie można było zrobić na posiedzeniu w lutym”. Czy tak jest?

Jan Majchrowski: Nie chciałbym komentować wypowiedzi kogoś, kogo sprawę rozpatruję. Miejscem na taki swoisty dialog jest sala sądowa. Gdyby zainteresowana stawiła się w sądzie może miałaby niezbędną wiedzę odnośnie stanu jej własnej sprawy. Z drugiej jednak strony reprezentuje ją aż troje profesjonalnych pełnomocników, więc taką wiedzę mieć powinna.

Monika Demendecka: A zatem były jednak jakieś czynności w Izbie Dyscyplinarnej? Wnioski dowodowe nie zostały oddalone? Czy zarzuty sędzi Morawiec wobec Izby Dyscyplinarnej są niezasadne?

Jan Majchrowski: Zmusza mnie Pani do wyjaśnienia. A zatem: wnioski dowodowe w tej sprawie nie zostały oddalone, bo nie zostały w ogóle złożone. Trudno oddalić coś, czego nie ma. Zostały złożone natomiast liczne wnioski o wyłączenie niektórych sędziów orzekających w tej sprawie, tak indywidualnie, jak i niejako „zbiorowo”. Ale to jest przecież coś zupełnie innego niż wniosek dowodowy. Różnica jest oczywista dla każdego prawnika. Ponadto wniosków dowodowych nie oddala żadna „Izba”, tylko sąd w danym składzie, który prowadzi sprawę.

Natomiast wnioski o wyłączenie sędziów rozpatruje sąd w innym składzie osobowym. Te wnioski, obejmujące zarówno przewodniczącego (czyli mnie), jak i sędziego sprawozdawcę, zostały złożone na posiedzeniu w lutym 2021 r. i już po kilku dniach były rozpoznane przez Sąd Najwyższy w Izbie Dyscyplinarnej. Donosiły nawet o tym środki przekazu. W Izbie Dyscyplinarnej zrobiono zatem to, co było do zrobienia na tym etapie. Natomiast wniosek „zbiorowy” o wyłączenie został niezwłocznie przekazany, zgodnie z ustawą, do Izby Kontroli i Spraw Publicznych SN i tam ma być rozpoznany. Czekamy.

Nawiasem mówiąc, i abstrahując od tej konkretnej sprawy, strona składając określone wnioski musi liczyć się z tym, że ich złożenie wydłuża postępowanie. W niektórych sprawach bywa to znana taktyka procesowa strony, obliczona na przedłużenie postępowania. Czasem nawet strona, która składa takie wnioski, albo godzinami przemawia na sali rozpraw, potem publicznie obnosi się z tym, że musiała tak wiele czasu spędzić w sądzie. A wracając do tej konkretnej sprawy, podtrzymuję, co powiedziałem uprzednio: sąd będzie podejmował czynności procesowe niezwłocznie, to znaczy bez zbędnej zwłoki.

Monika Demendecka: W sprawie, o której mówimy miały miejsce naciski na Pana ze strony Rady Wydziału Prawa i Administracji UW, a więc uczelni, której jest Pan profesorem. Wystąpił Pan w związku z tym do różnych organów i instytucji wskazując na niedopuszczalność takich nacisków na sąd. Czy była jakaś reakcja?

Jan Majchrowski: Tak. Krajowa Rada Sądownictwa podjęła stosowną uchwałę potępiającą taką praktykę i wystąpiła do Rektora UW i Ministra Edukacji i Nauki. Była też swoista reakcja ze strony określonych osób na WPiA UW. Podjęli kolejną uchwałę, tym razem zawierającą groźbę odpowiedzialności prawnej dla tych, co ośmielają się wykonywać swoje konstytucyjne i ustawowe obowiązki, czyli orzekać. Zresztą groźby pod adresem sędziów Izby Dyscyplinarnej sypią się zewsząd… Wydarzenia ostatnich tygodni sprawiają wrażenie, jakby ktoś wydał komendę: „Ogniem ciągłym!”.

Monika Demendecka: Ostatnie opinie rzecznika generalnego TSUE Jewgienija Tanczewa względem nowych Izb Sądu Najwyższego, wskazujące na możliwość niestosowania polskiej konstytucji przez polskie sądy i możliwość podważania prerogatyw Prezydenta RP, uchwały stowarzyszenia sędziów Iustitia, które grożą konsekwencjami wszystkim, którzy zostali powołani na urząd sędziowski na wniosek nowej Krajowej Rady Sądownictwa, podważanie statusu sędziego TK przez Europejski Trybunał Praw Człowieka itd. – to rzeczywiście nie tylko ogień ciągły, ale wręcz przygotowanie artyleryjskie. Przywołana przeze mnie wypowiedź sędzi Beaty Morawiec z 3 maja 2021 r, została w tytule zaopatrzona zdaniem: „Jak długo Unia będzie taki kraj tolerować?”. To chyba wiele tłumaczy…

Jan Majchrowski: Zawsze wydawało mi się, że organy UE deklarują tolerancję dla wszelkich odmienności, więc to chyba także powinno dotyczyć normalności. A dla mnie normalnym jest właśnie to, że sędziowie (jak i wszyscy inni ludzie) muszą odpowiadać za swoje czyny, także te złe. Jeśli postąpią niegodnie – powinna ich spotkać odpowiedzialność dyscyplinarna, jeśli dokonają przestępstwa – karna, po uprzednim prawomocnym uchyleniu immunitetu. Tym właśnie zajmuje się Izba Dyscyplinarna SN, której sędziowie zostali powołani na urząd przez Prezydenta RP, po uprzednim pozytywnym zaopiniowaniu przez składającą się w większości z sędziów Krajową Radę Sądownictwa – jak wielu innych sędziów w Polsce.

Wielu, bo sędziów w PRL powoływano bez opinii KRS, której wówczas w ogóle nie było, a ich umocowania organy UE jakoś nie kwestionują. Jednym słowem: sędzia od Dudy – zły, sędzia od Jaruzelskiego – dobry. Zresztą także w III RP zdarzało się powoływanie sędziów, i to do Sądu Najwyższego właśnie, którzy nie uzyskali aprobaty od istniejącej już wtedy KRS. Dziś zasiadają oni w Sądzie Najwyższym i bywa, że kierują pytania prejudycjalne do TSUE w sprawie innych sędziów, którzy taką aprobatę uzyskali. Czyżby w takim razie nie mieli wątpliwości co do własnego swojego statusu?

A co do tego, jak długo UE będzie tolerować Polskę, która – jak w piosence Jana Pietrzaka – chce być Polską, to jest to pytanie nie o Polskę, tylko o samą Europę. I cywilizację, która legła u jej podstaw. Nie po raz pierwszy w dziejach pojawiają się bowiem w Europie rewolucjoniści, którzy wszystko chcą odwrócić (stąd termin „re-wolucja”), postawić na głowie. Człowiek jednak został stworzony w ten sposób, by stać twardo nogami na ziemi, a głowę trzymać wysoko, by móc popatrzeć nie tylko w niebo, ale także pod własne nogi.  Wywracacze człowieka, cywilizacji, porządku prawnego i wszelkiej normalności, stojąc na głowie nie mogli dostrzec, że sami znajdują się nad przepaścią, do której najczęściej zresztą wpadali. Niestety, nie sami, ale w otoczeniu różnych entuzjastycznych „pożytecznych idiotów”, jak określił ich rewolucjonista Lenin.

Monika Demendecka: Czy polskie sądownictwo wpadnie w tę przepaść? Sędziowie przyłączą się do rewolucji? Będą podważać ustawy, konstytucję, sabotować orzeczenia nowych izb Sądu Najwyższego? Jak i kiedy to się zakończy?

Jan Majchrowski: Nie wiem. Wiem tylko, że powinienem wypełnić mój obowiązek. Ale to się tyczy nie tylko sędziów Izby Dyscyplinarnej.  Nas jest tylko dwunastu. Za nami powinno stać polskie państwo.

Po publikacji niniejszego wywiadu dowiedzieliśmy się, że w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej
i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego wspomniany wniosek został właśnie rozpoznany.
W rezultacie wyznaczono termin kolejnego posiedzenia SN w sprawie sędzi Morawiec.


Źródło zdjęcia tytułowego: kadr z TVP Info

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy