Konflikt nowej generacji – rozmowa z dr Leszkiem Sykulskim cz.2.

Ciąg dalszy rozmowy z ekspertem ds. geopolityki na temat współczesnych sposobów prowadzenia walki politycznej.

Marcin Baumann: Wojna hybrydowa to pojęcie bardzo szerokie, a sprawców bardzo ciężko wykryć. Mogą to być osoby formalnie nie związane z danym państwem, a jednak mające wpływ na sytuację polityczną w państwach czy regionach. Co jednak, gdy uda się zdemaskować działania hybrydowe jednego kraju przeciw innym. Czy jest możliwość, aby taki kraj poniósł konsekwencje swoich działań?

dr Leszek Sykulski: Problem polega na tym, że elementy wojny hybrydowej dzisiaj wykorzystują wszystkie państwa. Nie ma żadnego liczącego się państwa na świecie, które nie prowadziłoby kampanii informacyjnej w mediach zagranicznych lub polityki dyplomatycznej. To są elementy wpływania na sytuację w innych państwach. Można oczywiście dokonać podziału na działania bardziej miękkie i bardziej destrukcyjne. Niewątpliwie przypadek kryzysu krymskiego i oderwania od kontroli Kijowa ponad czterdziestu tysięcy kilometrów kwadratowych i sześciu milionów obywateli ukazuje takie działania. Mam na myśli o Krym oraz część wschodniej Ukrainy. Jest to oczywiście drastycznym przykładem, natomiast są inne wydarzenia, na świecie które można podać jako egzemplifikację działań o charakterze hybrydowym.

W ostatnich latach miały miejsce na świecie inne wydarzenia takie jak Pomarańczowa rewolucja na Ukrainie lub tak zwany Euromajdan, Kolorowe Rewolucje, począwszy od Jugosławii w 2000’cznym roku, Rewolucję Róż w Gruzji, czy też Arabską Wiosnę w krajach Maghrebu. To wszystko to są wydarzenia, w których czynnik zewnętrzny występował. Na przykład podczas Arabskiej Wiosny występował czynnik amerykański w mediach społecznościowych. Miało miejsce podburzanie do wystąpień przeciwko rządom autorytarnym w różnego rodzaju państwach począwszy od Libii przez Tunezję, Egipt na Syrii skończywszy. Ten czynnik był bardzo istotny. Sama dyplomacja amerykańska, na przykład pani Viktoria Nuland przyznała, że Amerykanie bardzo mocno wspierali te wszystkie ruchy powiedziałbym „proeuropejskie” czy też „proatlantyckie” na Ukrainie. Czy nie jest to ingerencja w wewnętrzne sprawy innego państwa za pomocą właśnie instrumentów informacyjnych? Jest. Skutki takich działań bywają często destrukcyjne.

To, co obserwujemy obecnie w Europie jako tak zwany kryzys migracyjny to jeden z potężnych skutków właśnie Arabskiej Wiosny. Wojna w Syrii w bardzo istotny sposób wywołana elementami wojny hybrydowej, w której mieli swój udział Amerykanie oraz inne państwa po dziś dzień generuje potężne problemy dla Unii Europejskiej, także po części dla Polski. Jest to trudne.

Myślę, że wszelkiego rodzaju próby rozwiązania tego typu zagrożeń, które koncentrują się na przykład na cenzurze Internetu to tak zwane „wylewanie dziecka z kąpielą”. Spójrzmy na te sytuację z boku. Zdajmy sobie pytanie retoryczne. Czy możliwa byłaby sytuacja, w której kilkuset „zielonych ludzików”, czy też „przyjemnych ludzi” jak ich nazywają sami Rosjanie, pojawiając się na półwyspie krymskim, mającym kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych mają szansę oderwać ten półwysep od Ukrainy? Półwyspu broniło około dwudziestu tysięcy żołnierzy i marynarzy uzbrojonych po zęby. Czy byłoby to możliwe bez wcześniejszej „obróbki” psychologiczno – informacyjnej zarówno ludności, czyli dwóch i pół miliona obywateli na samym półwyspie, jak i jednostek wojskowych od dowódców przez marynarzy i żołnierzy? Jak to się stało, że około dwadzieścia tysięcy żołnierzy i marynarzy ukraińskich nie oddało żadnego strzału. Mieli przeciwko sobie kilkuset „zielonych ludzików”. Władze w Kijowie nie zdecydowały się na przeprowadzenie operacji antyterrorystycznej. Absurdalna sytuacja. To był właśnie wynik tej „obróbki” psychologiczno – informacyjnej prowadzonej między innymi w Internecie. Krym się nie bronił.

Marcin Baumann: Czyli nie jesteśmy wstanie skutecznie przeciwdziałać takim sytuacjom?

dr Leszek Sykulski: Oczywiście pojawiają się głosy apelujące o walkę z takimi działaniami. Na przykład w Federacji Rosyjskiej jest taki głos, że powinno się na arenie międzynarodowej uregulować kwestie wypowiedzi w Internecie. Jeżeli spojrzymy na kazus takich państw jak Rosja czy case Chińskiej Republiki Ludowej, to zobaczymy, że te obostrzenia wprowadzone przez obydwa mocarstwa prowadzą do potężnej cenzury. Mamy do czynienia w takim przypadku z eliminacją wolności słowa.

W Chinach jest to chlebem powszechnym. Od Wikipedii po YouTube, szereg stron jest niedostępnych legalnie dla obywateli chińskich. W przypadku Federacji Rosyjskiej, to w 2019 zostało przyjęte w ustawie prawo odłączenia przez państwo Runetu, czyli rosyjskiego Internetu od sieci globalnej.

Czy my chcemy takiej cenzury? To jest właśnie poważne pytanie, jaką cenę jako obywatele jesteśmy wstanie zapłacić za bezpieczeństwo. Już przykład ACTA i ACTA 2 pokazały, że w świecie szeroko rozumianego Zachodu tego typu ingerencja jest nieakceptowalna wśród użytkowników Internetu.

Marcin Baumann: Obecnie w Polsce mamy do czynienia z różnego rodzaju niebezpiecznymi wydarzeniami. Przykładem może być publikowanie w aplikacji Telegram treści prywatnej poczty szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – Michała Dworczyka. Ta sytuacja wpasowuje się w działania wojny informacyjnej. Czy Polska jest na to gotowa?

dr Leszek Sykulski: Jeśli chodzi o stopień przygotowania państwa polskiego na zagrożenia hybrydowe, to myślę, że jesteśmy przygotowani dość słabo.

W Polsce brakuje głębokiego namysłu i przygotowania pod kątem strategicznym. Mowa o takich dokumentach jak Strategia Bezpieczeństwa Narodowego, czy doktryna Bezpieczeństwa Informacyjnego. Ostatnio przyjęta Strategia Bezpieczeństwa Narodowego podpisana przez prezydenta 12 maja ubiegłego roku jest moim zdaniem skandalicznym dokumentem. Nie ma on prawa moim zdaniem nazywać się dokumentem strategicznym.

Jest to strategia pisana na kolanie. Jest ona wewnętrznie niespójna. Z jednej strony jest mowa o wartościach chrześcijańskich, z drugiej jednak strony wpuszcza się perspektywę gender do polityki bezpieczeństwa. Absurdalna kwestia.  Nie pada w ogóle nazwa Republika Białoruś na przykład, która jest istotnym krajem z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego. Mógłbym wymieniać mnóstwo mankamentów tego dokumentu. Jest wielkim skandalem, że od 1989 nie powstała w Polsce oficjalna doktryna Bezpieczeństwa Informacyjnego. Jest to wielki skandal i wielka luka w bezpieczeństwie państwa polskiego.

Marcin Baumann: A co z kwestią Michała Dworczyka i różnymi podejrzeniami o źródło ataku? Są informacje mówiące o tropie ze wschodu.

dr Leszek Sykulski: Warto się zastanowić, kto publikuje rzekome materiały ze skrzynki szefa Kancelarii Premiera i jaki ma w tym cel? Czy jest to element wojny hybrydowej? Moim zdaniem odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wymaga ona głębszego namysłu i nie warto ulegać emocjom. Patrząc na dzisiejsze doniesienia (na dzień 10.06 przyp. red) ja nie widzę tutaj żadnych materiałów niejawnych. Oczywiście są to materiały służbowe, czy raczej mogą takimi być. Mogą, ponieważ nie jestem wstanie przesądzić o ich autentyczności. Na pewno nie są to materiały klauzulowane, opatrzone grafem zastrzeżone, poufne, tajne, ściśle tajne. Naruszają one prywatność Michała Dwroczyka, są to dane wrażliwe i taka sytuacja absolutnie nie powinna mieć miejsca. Widzimy po oświadczeniu, że nie ma dementi mówiącego o zhakowaniu jego poczty. Rozumiem zatem, że do ataku doszło. Co do oryginalności publikowanych materiałów nie mamy jednak pewności.

Nakreślmy sobie scenariusz możliwych wydarzeń. Komu mogłoby zależeć na ujawnieniu korespondenci Szefa Kancelarii Premiera, byłego Sekretarza Stanu MON. Pierwsze dwa scenariusze jakie mi się nasuwają są następujące. Mogą to być służby zewnętrzne i ingerencja obcych państw, ale mogą to być także siły wewnętrzne. Mam na myśli element gry politycznej czy to byłych oficerów służb specjalnych, którzy poczuli się skrzywdzeni przez polityka, rząd lub wynik walki wewnętrznej walki politycznej w Polsce.

Scenariusz zakładający czynnik zewnętrzny i który jest już roztaczany przez media głównego nurtu w Polsce mówi o ingerencji obcych służb specjalnych białoruskich lub rosyjskich. Zastanówmy się czy obca służba specjalna mając dostęp do prywatnej poczty jednego z najbliższych współpracowników premiera RP biegnie do mediów i ujawnia ten fakt, czy raczej stara się korzystać z tego dostępu przez jak najdłuższy czas, aby wykorzystywać to w celach operacyjnych.

Załóżmy, że polscy oficerowie operacyjni zajmujący się pozyskiwaniem informacji wchodzą w posiadanie zawartości skrzynki pocztowej na przykład Szefa Kancelarii prezydenta Putina. Czy taki oficer udałby się do rosyjskich mediów z informacją, że ma dostęp? Wiadomo, że po takim oświadczeniu natychmiast zablokowano by te skrzynkę, a korespondencja dostałaby się na inne kanały. Może Polska Agencja Wywiadu starałaby się jak najdłużej zbierać informacje o kulisach i plotach towarzyskich z otoczenia polityków państwa rosyjskiego?

Byłem członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. Wojskowych Służb Informacyjnych i znam te materiały operacyjne z drugiej strony i wiem jakie procedury są stosowane czy to wywiadu czy kontrwywiadu. Dlatego myślę, że obca służba specjalna chciałaby jak najdłużej inwigilować te pocztę. Mimo to nie wykluczam ingerencji obcych służb specjalnych, ale na zasadzie pewnego ostrzeżenia.

Ten atak to pośrednie uderzenie w rząd. Dlaczego obca służba zdecydowałaby się na wysłanie takiego ostrzeżenia? Kto chciał dać „żółtą kartę” polskiemu rządowi? Czy służby białoruskie i rosyjskie miały w tym interes? Pewnie tak, Polska aktywnie zaangażowała się we wsparcie opozycji wobec prezydenta Łukaszenki, zatem pion wywiadu w białoruskim KGB miałby takie cele, ale czy rzeczywiście to jedyna służba?

Myślę, że trop niemiecki jest bardzo ciekawy. Polska ma bardzo napięte stosunki dyplomatyczne z Republiką Federalną Niemiec. Taki sygnał dla rządu również wpisuje się w modus operandi niemieckich służb specjalnych tych z kierunku zachodniego. Niemieccy politycy są bardzo przeciwni rozwojowi projektu jądrowego w Polsce. Mowa oczywiście o cywilnej energetyce. Mamy do czynienia z dużym konfliktem na forum UE. Chodzi o dążenie do eliminacji przez stronę niemiecką prawa veta w Unii Europejskiej. Polska i Węgry przedstawiani są jako ci „hamulcowi” w tym zakresie.

Kolejny konflikt to kopalnia w Turowie i Czesi mający duże wsparcie Komisji Europejskiej, TSUE no i oczywiście gdzieś między wierszami widzimy kapitał niemiecki zainteresowany eksportem węgla brunatnego do Polski oraz sprzedażą energii z OZE. W ich interesie leży wygaszanie działalności kopalń w Polsce.

Interesy międzynarodowe są zdecydowanie bardzo skomplikowane. W takich sytuacjach warto zadawać sobie pytanie „Cui bono?”, czyli komu to służy. Kto odniesie największą korzyść. Wracając do Pana pytania i cyrylicą kwestii wschodniego tropu. Uważam, że wyroki opozycyjnych kanałów białoruskich takich jak Nexta mówiących, że argumentem za atakiem ze wschodu są metadane napisane, są kompletnie niewiarygodne. Obecnie uczeń szkoły podstawowej jest w stanie z pomocą zmiany czcionki na grafice spreparować taką fotografię. Nie brałbym pod uwagę takich argumentów bez twardych danych potwierdzających kierunek wschodni działań hakerskich.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy