„Historia zakładniczką polityki”

Rozmowa z dr. Lucyną Kulińską na temat walki o prawdę historyczną o Wołyniu.

Może w końcu obudzi się sumienie w polskim narodzie, a przede wszystkim w rządzących krajem, w politykach, uczonych, dysponentach mediami, którym z nieznanych do dziś powodów – bliżsi zdają się być sprawcy straszliwych rzezi niż ich bezbronne ofiary. Może przemówią do wyobraźni Polaków zbiorowe mogiły, rozsiane po całym Wołyniu, a o których tak często wspominają autorzy relacji. Wymazane z map setki polskich wsi, spalonych i wyniszczonych tak dokładnie, by najmniejszy ślad po byłych ich mieszkańcach nie pozostał. Może przemówią krwawe blizny, noszone przez jeszcze żyjących, po ranach doznanych od noży, siekier, żelaznych łomów”.

Leon Karłowicz.

Marcin Baumann: Niedawna uchwała gminy Jarocin w sprawie postawienia pomnika „Rzeź Wołyńska” nie pozostała bez echa wśród wielu środowisk w całej Polsce. Za jej sprawą przypomniano społeczeństwu o tym, jak dużo pracy pozostało przed historykami oraz społecznościami Polski i Ukrainy w sprawie trudnej historii kresów. Proszę opowiedzieć, jak wyglądała historia pomnika ofiar Wołyńskiego Ludobójstwa dłuta mistrza Pityńskiego?

Dr Lucyna Kulińska: Pomnik „Rzeź Wołyńska” poświęcony jej ofiarom był jednym z ostatnich dzieł mieszkającego w USA śp. Andrzeja Pityńskiego. Rzeźbiarz był synem pary partyzantów antykomunistycznych – żołnierzy wyklętych. Studiował rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie pod okiem profesorów Mariana Koniecznego i Jerzego Bandury. W latach 70-tych opuścił Polskę.  Jego najsłynniejsze dzieła to pomnik katyński w Jersey City w USA i pomnik Czynu Zbrojnego Polonii Amerykańskiej w Warszawie. Inne monumenty mistrza stoją w Nowym Jorku, Bostonie, Doleystown i wielu innych miejscach.

Pomnik „Rzeź Wołyńska” według projektu Pityńskiego został zaprojektowany w 2017 r., a odlany w brązie w Gliwicach rok później. Inicjatorami powstania pomnika było Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, a fundusze na jego powstanie pochodzą ze zbiórek Polonii i Polaków w kraju.  Od chwili powstania trwa walka z władzami politycznymi i lokalnymi o możliwość jego eksponowania w Polsce. Nie do wiary, ale każda kolejna lokalizacja była oprotestowywana! Pomnik, który jako symbol straszliwego męczeństwa setek tysięcy Polaków powinien stanąć w stolicy, nie uzyskał zgody władz na umieszczenie na jakimkolwiek placu w Warszawie! W tej sytuacji twórca i sponsorzy pomnika zaproponowali kilka innych lokalizacji m.in w Brzegu (gdzie ma być zlokalizowana filia wiecznie odwlekanego w realizacji Muzeum Kresów), w Rzeszowie, Lublinie czy w toruńskim Parku Pamięci Narodowej stworzonym przez Ojca Rydzyka. Żadna z tych lokalizacji nie została zatwierdzona, nawet kiedy brano pod uwagę grunty prywatne.

Okazało się, że nie ma w Polsce miejsca dla godziwego uszanowania ofiar ukraińskiego ludobójstwa. Mistrz Pityński, kawaler Orła Białego zmarł we wrześniu 2020 roku i pozostawił testament, w którym, napisał, że życzy sobie, żeby pochowano we wspólnym grobie z młodszym bratem Januszem w rodzinnej miejscowości w Ulanowie w Polsce, ale dopiero wtedy, gdy jego ostatnie monumentalne dzieło zostanie oficjalnie odsłonięte na ziemi polskiej. Tym sposobem wziął w obronę Pomnik Ofiar Wołynia.

W końcu po kilku latach jest nadzieja, że monument stanie w Jarocinie, małej miejscowości na Podkarpaciu. Pozostaje pytanie, czy i tym razem nadzieje te nie spełzną na niczym? Nie wiadomo, przeciwnicy znowu zbierają siły.

Marcin Baumann: Dlaczego pomnik spotyka się z tak dużym oporem społecznym? Czy chodzi o drastyczne sceny jakie przedstawia, czy coś innego?

Dr Lucyna Kulińska: Tu nie chodzi o „opór społeczny”, tu chodzi o „opór polityczny”. Historia i gehenna polskich mieszkańców województw wschodnich jest składana na ołtarzu polityki. Młodzi Polacy nie dowiedzą się o barbarzyńskich czynach nacjonalistów ukraińskich w szkole, studenci na uczelniach, ale pomnik o tym przypomina i to jednoznacznie. Widać politykami i żyjącymi tu w Polsce oraz Ukraińcami kieruje strach, przed ujawnieniem prawdy – faktu, że głównymi ofiarami ukraińskich rzezi były polskie wielodzietne rodziny, mordowane i torturowane bestialsko od dziecka w łonie matki do starca.

Na pomniku zbrodnia została przedstawiona dosłownie. Polskie dziecko nabite przez oprawców na widły, wzniesione do góry w geście triumfu, które za chwilę zapewne zostanie wrzucone w ogień, do studni lub do rzeki, a na dole pomnika palona żywcem w swym domostwie polska rodzina. Taka interpretacja – zgodna z setkami relacji naocznych świadków, jest dla wielu osób nie do przyjęcia, bo rzekomo godzi w „dobre stosunki z państwem ukraińskim”. Ale przecież celem takiego przedstawienia jest przestroga, by tak potworna zbrodnia nigdy się nie powtórzyła.

To nie pomnik jest drastyczny- to mord dokonany na niewinnych Polakach był potworny i nigdy nie powinien być zapomniany! Jaką mamy rękojmię, że naród, który dzisiaj, nie tylko nie napiętnował sprawców, a umieścił ich na pomnikach i nazwał bohaterami nie doprowadzi do niej znowu? Jest nawet takie powiedzenie: kto zapomina historię powtarza ją”.

Marcin Baumann: Komu zależy na tym, aby pomnik nie stanął?

Dr Lucyna Kulińska: Robią to dwie grupy osób – ignoranci i ludzie, którzy mają w blokowaniu prawdy swój interes. W pierwszej grupie znajdują się osoby, które nie posiadły podstawowej wiedzy na temat tego ludobójstwa, bo jest ono od lat przemilczane. W drugiej ci, którzy wszystko wiedzą, ale z różnych przyczyn chcą prawdę blokować.

Za czasów komuny, Rosjanie i ich polscy namiestnicy kazali o ludobójstwie wołyńsko- małopolskim milczeć, bo pochylanie się nad nim było im nie na rękę. Starali się wszelkimi sposobami zacierać w świadomości Polaków pamięć o województwach wschodnich Rzeczpospolitej i równocześnie tuszować wiedzę o rosyjskich przestępstwach dokonanych na polskiej ludności (mordach, wywózkach, grabieżach). Przez pewien czas dopuszczalne (choć wykorzystywane wybiórczo i propagandowo) było pisanie o walkach w UPA w Bieszczadach (czyli w powojennych okrojonych granicach Polski).  Z kolei „Demokratyczny Zachód” dość łatwo rozgrzeszył nacjonalistów ukraińskich uchodzących masowo przed Armią Radziecką na teren zachodnich Niemiec. Należy pamiętać, że sami Niemcy już jesienią 1944 roku rozpoczęli tworzenie tzw. bloku antysowieckiego, które to działanie zakładało zmianę układu sił w koalicji. W pierwszej kolejności poczynili przygotowania do przekazania Trzeciej Armii Amerykańskiej wszystkich swoich kontaktów z działaczami antykomunistycznymi w Europie środkowowschodniej, w tym oczywiście członkami OUN i UPA. Wywiady krajów Zachodnich używały tych ludzi chętnie w czasie „zimnej wojny” do celów wywiadowczych i szkolenia oddziałów specjalnych.  I wreszcie najbardziej bolesna kwestia, czyli rozgrzeszenie oprawców przez część polskich czynników emigracyjnych skupionych wokół Paryskiej Kultury i RWE.

Teoria Jerzego Giedroycia, nakazująca Polakom budowę Ukraińcom-Ukrainy, Białorusinom-Białorusi, nawet z krzywdą polskich interesów i zamieszkujących tam Polaków, opanowała umysły emigracji, a potem elit solidarnościowych. Przyjęcie tej doktryny nakazywało ustępstwa i bezkrytycznie eliminowanie z polskiego dyskursu wszystkich „niewygodnych tematów” – w tym rozliczenia zbrodni na Polakach. Ta sytuacja trwa do dzisiaj, dodatkowo wzmocniona ścisłym sojuszem z USA. A przecież Amerykanie żadnych sporów Polaków z Ukraińcami sobie nie życzą.

Trzeba też wspomnieć o polityce wpływowych organizacji w USA i Izraelu, które od lat przekonują światową opinię publiczną, że jedyna zbrodnia ludobójstwa, o której warto mówić to Holokaust. Organizacje związane z „przedsiębiorstwem Holokaust” są zainteresowane, także materialnie ukrywaniem i negowaniem rozmiarów zbrodni dokonanych na Polakach w czasie ostatniej wojny.

Podsumowując od 1989 roku wszystkie sprawujące w Polsce władzę ekipy, z różnych pobudek, ale skutecznie starały się ukryć lub pomniejszać rozmiary ukraińskiego ludobójstwa. Nie reagowały i nie reagują na odradzanie się wrogiego Polsce szowinizmu ukraińskiego.  

Marcin Baumann: Czy Rzeź Wołyńska doczekała się godnego upamiętnienia?

Jak wspomniałam zmowa milczenia wokół ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego trwa od dziesiątek lat. Środowiska kresowe, grupujące wypędzonych z ojcowizny i ocalałe z rzezi rodziny od lat walczą o godne upamiętnienie pomordowanych.

W 2013 roku, władze Warszawy dopuściły do powstania na obrzeżach Warszawy, skromnego i niezbyt udanego pomnika wołyńskiego. Jest on umiejscowiony poza ostatnią stacją metra, pomiędzy dwoma drogami szybkiego ruchu i za osłonami dźwiękochłonnymi – tak jakby nikt go miał nie zobaczyć ani nie odwiedzać. Na dodatek posadowiono go na gruncie dzierżawionym i potencjalnie może zostać rozebrany, gdy dzierżawa wygaśnie.

Dlatego już ponad 20 lat temu powstał w środowiskach kresowych z Warszawy i Wrocławia pomysł zorganizowania zbiórki pieniędzy na okazały i monumentalny pomnik dla ofiar ludobójstwa. Gliniane projekty przygotował znany rzeźbiarz Marian Konieczny. Miałam przyjemność je oglądać w jego pracowni na Białej Górze w Krakowie. Kiedy akcja zbiórki ruszyła (celem było jego odsłonięcie w 70 rocznicę Rzezi Wołyńskiej) rozpoczęła się histeryczna kontrakcja ze strony władz i tzw. środowisk intelektualistów warszawskich – na czele z reżyserami Andrzejem Wajdą i Agnieszką Holland i środowiskami ukraińskimi. Niestety mimo wysiłków, nie udało się zrealizować pomnika. W desperacji rodziny pomordowanych planowały nawet obwozić gliniany projekt pomnika w pomniejszonej skali. Mistrz Konieczny zmarł i pozostał żal. Dlaczego ofiary wojny dzielone są na te lepsze (Katyń, Łagry, Holokaust itp.), które mogą być czczone i posiadać muzea, pomniki i te gorsze, ofiary mniejszości narodowych, głównie Ukraińców, które nie maja nic, żadnego wsparcia od własnego państwa.

Teraz trwa walka o kolejny pomnik, tym razem mistrza Andrzeja Pityńskiego. W akcję promocyjną monumentu włączył się nawet red. Witold Gadowski – który zaproponował, by w razie kolejnej odmowy ze zdjęciem pomnika na bawełnianych koszulkach z napisem „jestem żywym pomnikiem” udać się pod Parlament.      

Marcin Baumann: Jak mówić o trudnej historii i dbać o relację z sąsiadami?

Dr Lucyna Kulińska: Trzeba mówić PRAWDĘ! Milczenie nie goi ran, one stale ropieją. Polakom bezpośrednio zagraża antypolski i proniemiecki szowinizm ukraiński krzewiony dzisiaj za południowo-wschodnią granicą. Niepotępiona zbrodnia niszczy też Ukrainę, demoralizuje ją. Kraj, w którym przelano tyle niewinnej krwi, a architektów i wykonawców zbrodni nazywa się bohaterami, nie ma przyszłości i żadnym przyjacielem Polski nie jest. Jak napisał w swoich pamiętnikach Winston Churchill „Pod szubienicą trawa nie wyrośnie„. Dużo w tym winy samych Polaków, a w zasadzie rządzących. Należało i należy reagować, kiedy, nasi sąsiedzi zaczęli fałszować historię, kiedy morderców Polaków stawiali na cokoły. Powinny to robić polskie władze i IPN.

Trzeba też pamiętać, że skazując na zapomnienie dramat polskiej ludności kresowej odcięliśmy tą potworną zbrodnię od zbiorowej wiedzy historycznej ludzkości. Na próżno we współczesnych zagranicznych podręcznikach i encyklopediach szukać setek tysięcy polskich ofiar tej tragedii. Konsekwencje tego są straszne dla świata nieświadomego hekatomby wojennej Polaków. Stopniowo przestajemy być ofiarami, stajemy się sprawcami.

W ostatnich latach pojawiło się w Europie zjawisko „naprawiania” historii. Towarzyszy jej usprawiedliwianie, a nawet podnoszenie do rangi bohaterów osób, organizacji, a nawet całych formacji militarnych, które dopuszczały się w czasie ostatniej wojny zbrodni przeciwko ludzkości. Dotyczy to szczególnie takich krajów jak Ukraina czy Łotwa. Tendencja ta nie ominęła Niemiec, Austrii, Francji i wielu innych krajów kolaborujących z hitlerowcami. Z drugiej strony organizacje żydowskie w USA i Izraelu prowadzą od lat politykę mająca na celu przekonanie opinii świata, że jedyna zbrodnia ludobójstwa to Holokaust. Ujawnianie rozmiarów ludobójstwa dokonanego na Polakach wyraźnie nie jest wielu osobom w smak. Także w Polsce, gdzie od wielu lat z inspiracji ukraińskich lobbystów i przy pomocy części opiniotwórczych elit postępuje proces rozgrzeszania członków OUN –UPA z wcześniejszych zbrodni i przyznawania im statusu poszkodowanych z racji ich późniejszej walki z komunizmem. Ten niedopuszczalny proceder będzie trwał tak długo jak historia w naszym kraju będzie zakładniczką polityki.

Marcin Baumann: Bardzo dziękuję Pani Doktor za rozmowę.

Dr Lucyna Kulińska: Dziękuję również.


Zdjęcie tytułowe: Kadr z filmu „Wołyń” w reż. Wojciecha Smarzowskiego

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy