W cieniu kolejnych obostrzeń covidowych

Od 27 marca uczniowie i przedszkolaki wróciły do nauki zdalnej. Jak widać nie pomogła tu nawet akcja #szczepimy. Dla wielu rodzin zamknięcie w domu to ogromne problemy techniczne. Czy odizolowanie dzieci od szkół rzeczywiście powstrzyma je przed kontaktem z rówieśnikami? 

Oto lista kolejnych ograniczeń: 

  • zamknięte wielkopowierzchniowe sklepy meblowe oraz budowlane;
  • funkcjonowanie centrów handlowych w dalszym ciągu podlega ograniczeniom;
  • na targach, w kościołach lub poczcie obowiązują nowe limity osób:
    • w sklepach do 100m2 – 1 osoba na 15m2
    • w sklepach powyżej 100m2 – 1 os na 20m
    • w kościele 1 os na 20m2 
  • do 9 kwietnia zamknięte salony fryzjerskie, urody i kosmetyczne
  • przynajmniej do 9 kwietnia zamknięto żłobki i przedszkola – wyjątkiem będzie opieka nad dziećmi pracowników medycznych i służ porządkowych;
  • dopuszcza się jedynie funkcjonowanie sportu zawodowego.

Więcej informacji tutaj. 

Szczepionki na razie zbyteczne 

Na jednej z lutowych konferencji minister Przemysław Czarnek, kolejny raz zapytany o powrót klas IV-VIII do szkół powiedział:

„Akcja szczepienia nauczycieli może tylko ten proces przyspieszyć. Jeśli wielu z nich się zaszczepi to będziemy mogli podejmować decyzje o powrocie do szkół. Z zastrzeżeniem, że może tak być, jeśli sytuacja pandemiczna się nie pogorszy”.

Pogorszyła się więc na tyle, że do grona dzieci zamkniętych w domach dołączyły też maluchy ze żłobków i przedszkolaki. 

Źródło: twitter.com

Rodzice mają nadzieję, że rzeczywiście taka sytuacja utrzyma się jedynie do 9 kwietnia. O tym jak trudno pracować w domu, kiedy starsze rodzeństwo uczy się w jednym pokoju, a oboje rodziców musi wykonywać swoje obowiązki, wielu z nas już przekonało się w ubiegłym roku. Na nic zdały się ówczesne rekomendacje Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, jak zająć czas najmłodszym i jednocześnie pracować. 

Źródło: www.gov.pl

Nie pomogło przyjęcie szczepionki przez nauczycieli i pracowników szkół. Rząd wciąż stosuje te same ograniczenia. Przemysław Czarnek tłumaczy, że zamknięcie placówek dydaktyczno-oświatowych podyktowane jest ograniczeniem mobilności rodziców. 

Zapytaliśmy kilku rodziców dzieci uczęszczających do Samorządowego Przedszkola nr 130 w Krakowie o skutki tej decyzji. Oto tylko kilka z nich: 

  • „Trzeba będzie coś z dziećmi robić. Zamknęli przedszkola, dzieci będą wśród tłoku urzędować na placach zabaw”. 
  • „Nie wyobrażam siebie najbliższych dwóch tygodni z trojgiem dzieci i pracą zdalną”.
  • „Oby wszystko trwało tylko 2 tygodnie, choć to chyba w obecnej sytuacji mało prawdopodobne”. 

Z wypowiedzi rodziców można wnioskować, że konsekwencją tych decyzji będzie jedyne tłok w lokalnych miejscach zabaw, co nie rozwiązuje problemu ograniczenia kontaktów. Dzieci i młodzież wprawdzie nie spotykają się w szkole, ale po zdalnych lekcjach prowadzą bujne życie towarzyskie. 

„Młodsi Polacy lekceważą obostrzenia. To widać na ulicach. Dla przykładu, przemieszczają się w grupkach czy nieprawidłowo noszą maski. Młodzież szkolna nie chodzi do szkół, a jednak się spotyka. To są osoby, które same często nie chorują, ale przenoszą wirusa i stanowią zagrożenie dla innych”.

prof. Krzysztof Krajewski-Siuda, ekspert z Instytutu Sobieskiego, dla portalu money.pl.

To jeszcze nie koniec 

Póki co rząd ostrożnie podchodzi do nakładania obostrzeń. Nie nakazuje zamknięcia kościołów, nie ma mowy też o całkowitym zakazie przemieszczania się, co byłoby niezgodne z ustawą zasadniczą, o czym już pisaliśmy. 

Andrzej Horban, przewodniczący rządowej Rady Medycznej powiedział na łamach „Rzeczpospolitej”, że jeśli zachorowalność będzie plasowała się na tak wysokim poziomie jak obecnie, to należy pilnie zastosować radykalne rozwiązania jak miało to miejsce poprzedniej wiosny. 

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy