Turystyka woła o pomoc

Covid pokrzyżował życiowe plany Polaków. Podczas gdy jedni na pandemii zarabiają, inni walczą o przetrwanie. Spadek obrotów w branży turystycznej sięga 90%. Są tacy, którzy nie zarobili od marca ani złotówki. Czy turyści będą mieli do czego wracać? 

Rok 2019 – Polskę odwiedza 21,2 mln turystów z zagranicy (o 7,8% więcej w stosunku do 2018 roku). Obcokrajowiec zostawia przeciętnie w naszym kraju 484 USD (ok. 1800 zł/os). Sami krajanie podróżują bardzo chętnie. Wystarczy popatrzeć na liczby. Polacy odbyli 50 mln wycieczek (4,8 % więcej niż w 2018 roku). Największą popularnością (30 mln podróży) cieszyły się wyjazdy krótkookresowe, obejmujące od 2 do 4 dni, gdzie przeciętnie wydaliśmy około 350 zł na osobę. Na pozostałe, dłuższe wyjazdy była to kwota 1000 zł / os.  

Środki jakie turyści polscy i zagraniczni zostawili w rękach szeroko pojętej branży turystycznej sięgają miliardów złotych. Trzeba tu jeszcze liczyć wkład wycieczek szkolnych, podróży służbowych, które mocno wpływają na dochody z turystyki. 

Sam Kraków, najbardziej popularne miasto w Polsce, zwiedziło w 2019 roku 14 mln turystów – podała Małopolska Organizacja Turystyczna, a goście wydali tu 7,5 mld zł (3,3 mln to osoby z zagranicy). 

Turystyka w 2020 roku poniosła straty sięgające 90%.  „Do końca roku nie ma już co liczyć na jakikolwiek zarobek. Ten rok jest już stracony” 

– podkreślają właściciele biur podróży na największym branżowym forum (TURYSTYKA FORUM – grupa branży turystycznej funkcjonująca od 2013 roku). Więcej pomocy branża otrzymała wraz z pierwszą falą pandemii. Wówczas każdy był objęty pomocą, jeśli tylko wykazał spadek przychodu. 

Sytuacja beznadziejna 

Kiedy pandemia pustoszyła kolejne działalności turystyczne, pełną piersią odetchnęły jedynie kurorty usytuowane nad morzem, nad jeziorami i w górach. W czasie wakacji i z początkiem jesieni odnotowano tutaj znaczne zyski.  Wraz z nadejściem żółtej, a następnie czerwonej strefy, straty objęły już cały kraj. Gwoździem do trumny dla branży turystycznej okazało się zamknięcie gastronomii, obiektów muzealnych oraz hoteli, które oficjalnie mogą przyjmować jedynie osoby podróżujące służbowo lub w związku ze zgrupowaniem sportowym. W tym przypadku

właściciele obiektów noclegowych w znacznej większości wykorzystali luki prawne, które mimo obostrzeń, pozwoliły na przyjmowanie namiastki turystów, zdecydowanych na wyjazdy.

Są osoby, które bez względu na panującą pandemię, chcą uciec od zgiełku miasta, noszenia maseczek i wyjechać na kilka dni, na weekend np. w góry. Na miejscu wystarczy podpisać oświadczenie, że podróż ma charakter służbowy. I to koniec formalności. Hotele nie wnikają w żadne inne szczegóły, a turyści korzystają z uroków górskiej przyrody.

Kto ma możliwość, ten przyjmuje turystów 

„Pamiętajmy, że turystyka to sieć naczyń powiązanych – bez gastronomii i noclegu nie ma turystów, nie ma rodzin gotowych na zwiedzanie, nie ma szkół, nie wspominając o grupach, z którymi przyjeżdżają do nas biura podróży” – ocenia Marcin Szymoniak, przewodnik miejski po Krakowie. 

Dlaczego hotelarze chętnie wykorzystują lukę w prawie i mimo obostrzeń, przyjmują gości, jeśli jest okazja? 

„W październiku 2019 roku, kiedy nie mieliśmy jeszcze takich obostrzeń, obrót, który wygenerowały moje obiekty hotelowe i gastronomiczne sięgał 300 tys. zł. Analogicznie w 2020 uzyskaliśmy jedynie 50 tys. zł, przy czym 30 tys. zł to kwota uzyskana dzięki przemianowaniu jednego z obiektów na wynajem długoterminowy – dla osób pracujących, czy studentów” – mówi Grzegorz Floryański, jeden z właścicieli dwóch obiektów hotelowych w Krakowie. Mój rozmówca podkreśla, że największym problemem, który dotyka hotelarzy, szczególnie w dużych miastach, jest przede wszystkim bardzo wysoki czynsz. 

„Na szczęście dla nas, w jednej z lokalizacji, właściciel kamienicy podczas pierwszego lockdown’u, anulował opłatę za czynsz, natomiast przez kolejne miesiące płacimy połowę stawki. Z kolei w drugim, droższym miejscu, nie dostaliśmy żadnego upustu” – dodaje właściciel hoteli. Podkreśla, że zupełnie nie sprawdziła się pomoc dla branży hotelowej. Pieniądze, które otrzymał, były kwotami na roczne utrzymanie pracownika, nie zaś na dofinansowanie kosztów stałych jak czynsz czy opłaty za energię elektryczną, które generują największe koszty. 

Bon nie pomógł 

Mocne zarzuty padły również pod adresem samego bonu turystycznego, który mógł być realizowany w biurach podróży oraz obiektach noclegowych. Tylko garstka beneficjentów go wykorzystała. Nie zrobiono tego, kiedy pieniądze były najbardziej branży potrzebne. 

Każdy miał nadzieję na jesienne wycieczki szkolne, które mogłyby być w pełni sfinansowane za pomocą bonu.  Była taka możliwość jeszcze we wrześniu, ale opór przed wysłaniem dzieci na wyjazd klasowy mieli zarówno rodzice, jak i nauczyciele. Prawdopodobnie bon zostanie wykorzystany przez rodziców dopiero po pandemii, kiedy branża nie będzie już go potrzebowała. Wtedy turystyka zacznie wracać na swoje tory. Pytanie tylko w jak bardzo okrojonym składzie.  

Covid skutecznie zablokował rozwój turystyki na całym świecie. Od tej branży uzależniło swoje działanie szereg innych podmiotów, których nie sposób wymienić w jednym zdaniu. Jeśli rząd będzie pomijał pomoc dla tej branży, wkrótce może okazać się, że próżno będzie szukać usług na wysokim poziomie. Coraz więcej osób zamyka obiekty noclegowe, zmienia branżę, próbuje żyć w innej rzeczywistości. 

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy