Szara strefa – uboczny produkt pandemii

Branża noclegowa i gastronomiczna oficjalnie wciąż nie może pracować na pełnych obrotach. Przedsiębiorcy, których nie objęło wsparcie rządu próbują jakoś utrzymać rodziny. Tak kwitnie podziemie noclegowe – bez faktur i kwitów.

Mapa biznesu drogowskazem do mandatu

„Interaktywna mapa wolnego biznesu” miała pomóc w zareklamowaniu się firm, które mimo obostrzeń, chciały funkcjonować normalnie. Duża część zrezygnowała jednak z tej formy promocji z obawy przed kontrolami służb: sanepidu, policji, urzędników skarbowych, a nawet straży pożarnej. Po takie instytucje sięga rząd.

Karolina Wantulok, Prezes Wiślańskiej Organizacji Turystycznej, podczas rozmowy poinformowała nas, że w Wiśle otworzyło się ok. 30-40% branży turystycznej. Nigdzie jednak nie znajdziemy oficjalnych potwierdzeń na jakich zasadach działają firmy. Żadna z nich nie dodała się do interaktywnej mapy.  

Źródło: https://newsmap.pl/biznes/ [03.02.2021]

Pod osłoną nocy

W większości lokale gastronomiczne i hotelarskie wolą działać „po cichu”. Bez medialnej otoczki. Podglądając internetowe kamerki i wpisy w social mediach można odnieść wrażenie, że górska turystyka (pomijając narciarstwo i duże hotele) nie zamarła całkowicie. A przecież oficjalnie podróżować nie wolno. Jak powszechnie wiadomo, nie ma najmniejszego kłopotu z rezerwacją u cioci czy wujka w górach. Na każde zapytanie klienta, odpowiada kilkunastu właścicieli kwater.

Podziemie noclegowe kwitnie. Wynajmujący często odpowiadają internautom tylko w wiadomości prywatnej. Podczas kontaktu telefonicznego proszą, aby na zakwaterowanie przyjechać wcześnie rano lub późno wieczorem. Wszystko po to, aby ustrzec się przed czujnym okiem sąsiada, który chociaż sam nie przyjmuje turystów, ale chętnie doniesie do odpowiednich służb. W taki sam sposób działają kwatery prywatne choćby w Wiśle, co potwierdza Karolina Wantulok.

Wisła to bardzo tolerancyjny region, gdzie ścierają się różne kultury i religie. Tutaj bardzo ważny jest etos pracy. Ludzie nie chcą korzystać z tarcz pomocowych, bo nasze państwo na taką pomoc zwyczajnie nie stać. My nie chcemy obciążać pokoleń długiem publicznym, chcemy pomagać i pracować. Nie będzie wtedy mowy o żadnej szarej strefie.

Karolina Wantulok- Prezes Wiślańskiej Organizacji Turystycznej

Podobnego zdania jest Tymoteusz Mróz, Prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej Made in Zakopane. Według niego poziom poszerzania się szarej strefy rośnie w lawinowym tempie.

Te najmniejsze działalności naprawdę nie działają w złej wierze, tylko muszą walczyć o to, żeby od pierwszego do pierwszego przetrwać w obecnej sytuacji. One się otwierają, ale nie będą fiskalizowały swoich przychodów i nie będą wystawiały rachunków, bo ryzykują wówczas kontrolami. Więc z jednej strony mamy straty dla samorządów, które będą traciły i na podatkach od nieruchomości, które będą umarzane dla tych teoretycznie nie działających działalności, czy znikną wpływy z opłaty miejscowej. Starty dla skarbu państwa również będą ogromne. To są takie szkody, które będziemy jako naród odrabiali latami.

Tymoteusz Mróz- Prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej Made in Zakopane

Na koniec zadajmy sobie pytanie – co będzie lepsze dla polskiej gospodarki? Otwarcie poszczególnych branż w ścisłym reżimie sanitarnym, pod pełną kontrolą i wpływem podatków do kasy czy poszerzanie szarej strefy o kolejne branże?

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy