Szach perski

Za nami faza grupowa zmagań siatkarzy o medale igrzysk olimpijskich. Niestety, nie obyło się bez negatywnych emocji – znów zawiedli „fani” Iranu. Czy istnieje sposób na powstrzymanie internetowych pseudokibiców, którzy odbierają przyjemność związaną z dopingowaniem drużyn klubowych i reprezentacyjnych?

Osoby wspierające reprezentację Iranu nieraz pokazywały swoje negatywne emocje oglądając mecz siatkówki na żywo. Podczas tegorocznych igrzysk po spotkaniu pierwszej kolejki fazy grupowej zrobili to siedząc przed ekranami monitorów i telefonów. Tym razem w grę weszły media społecznościowe. 

Sytuacja z pierwszego meczu polskich siatkarzy na igrzyskach olimpijskich w Tokio nigdy już nie powinna się powtórzyć. W sobotę, 24 lipca podopieczni Vitala Heynena przegrali z Persami 2:3 i już samo to skutecznie mogło im zepsuć dzień. Zwycięstwem napawały się media w Iranie, które traktowały ten wynik, jako rewanż za porażkę w meczu drugiej kolejki fazy grupowej rozegranym podczas igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku. Jakby tego było mało, polscy siatkarze znaleźli się pod masowym ostrzałem domniemanych Irańczyków w sieci. Nie tylko oni, ale również ich wybranki. Niektóre komentarze mogły wręcz mrozić krew w żyłach, co bardziej wrażliwych pań. 

Takie ogromne natężenie hejtu dotknęło m. in. żonę Bartosza Kurka, Annę, która również jest reprezentantką Polski w siatkówce – do tego stopnia, że zapowiedziała ona odstawienie na jakiś czas mediów społecznościowych. Mówimy tutaj o profesjonalistce, która z definicji powinna być przygotowana na negatywne emocje i niepochlebne komentarze kibiców. Co jednak w przypadku osób prywatnych – krewnych i znajomych siatkarzy – które nie muszą mieć wysokiego progu odporności na tego typu ataki? Wiąże się to z innym praktycznym pytaniem – jak reagować gdyby w komentarzach znajdowały się groźby karalne? Element transgraniczny powoduje, że postępowanie karne jest w tym przypadku znacznie utrudnione. 

W wielu jurysdykcjach od lat funkcjonuje zakaz stadionowy dla pseudokibiców – to znany przede wszystkim w europejskich systemach prawnych środek karny. Cieszy się ona słuszną estymą, gdyż jest znakomitym elementem prewencji wobec nazbyt krewkich fanów futbolu i innych dyscyplin. Gdy jednak przestępstwo popełnione jest nie na stadionie albo na ulicy, ale w sieci – egzekwowanie takiego zakazu mogłoby następować także wobec przestępców internetowych. 

Pytanie, czy takie rozszerzenie stosowania tych przepisów nie prowadziłoby do braku proporcjonalności między popełnionym faktycznie czynem a środkiem, jaki jest stosowany. Inną kwestią jest to, że wiele państw niekoniecznie ma w swoich kodeksach karnych przepisy o zakazie stadionowym, które po raz pierwszy zostały wprowadzone w latach 80. XX wieku w Wielkiej Brytanii. Wydaje się, że taka instytucja powinna mieć charakter półprywatny, którego stosowanie byłoby koordynowane np. przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Podobnie jak półprywatnym środkiem są tzw. zakazy klubowe, zależne od decyzji organizatora wydarzenia, który współpracowałby w tej kwestii z odpowiednimi organami państwowymi. 

Być może jednak zagrożenia dla prywatności użytkowników portali społecznościowych byłyby w tym przypadku tak duże, że należy pogodzić się z faktem, że czasem największą sankcją dla internetowych chuliganów będzie blokada konta przez administratorów danego portalu. 

Fot. FB / PolskaSiatkówkaOfficial

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy