Strach przed przymusowymi szczepieniami na SARS-CoV-2

Jedną z największych obaw Polaków, obok samego zachorowania, jest kwestia przymusowych szczepień wszystkich obywateli na COVID-19. Dlaczego? Przecież skuteczna i dobrze przebadana szczepionka byłaby ratunkiem zarówno dla samych ludzi, jak i walącej się gospodarki.

Skąd tak wielkie obawy przed szczepionkami?

Sprzeciw części Polaków wobec stosowania szczepionek to problem stosunkowo nowy. Zaistniał, gdy do naszego kraju zaczęły napływać z Zachodu informacje o nieetycznym postępowaniu wielkich koncernów farmaceutycznych, które zrobiły z produkcji coraz nowych, często nie do końca przebadanych szczepionek, ogromny i dochodowy biznes .Niestety owa masowość przyniosła konsekwencje w postaci utraty zdrowia, a czasem i życia wielu pacjentów.

Sprawa okazała się jeszcze poważniejsza kiedy ujawniono, że firmy farmaceutyczne dysponując wielkimi pieniędzmi od lat same zlecają i sponsorują rzekomo „niezależne” badania naukowe swoich produktów.

Lobbing wielkich koncernów

Media i część przedstawicieli świata medycznego zaczęła też ujawniać niejasne powiązania gigantów farmaceutycznych z rządami wielu krajów. Poddawani lobbingowi rządzący, często niebezinteresownie zaczynali ich produkty kupować oraz wpuszczać na rynek wydając na to ogromne sumy z budżetu państwa. Lekarze z kolei namawiali do ich stosowania w zamian za granty, stypendia, wycieczki zagraniczne… Do tego dochodziła szeroka reklama medialna. Tak więc ilość „przymusowych” i „zalecanych” szczepień stale rosła, aż przeciętny zdrowo myślący człowiek zaczął się zastanawiać, czy i ile szczepień wytrzyma układ odpornościowy malutkiego dziecka, a nawet dorosłego człowieka, bez ujemnych konsekwencji dla jego zdrowia i życia.

Nie brakowało doniesień o poważnych skutkach ubocznych, alergiach itp. występujących u zaszczepionych bądź od razu, bądź po pewnym czasie. Przypomnijmy – już w przyszłym roku do obowiązkowych szczepień niemowląt (4-12 miesięcy) zostanie włączona kolejna obligatoryjna i dość inwazyjna szczepionka przeciw rotawirusom.

Z oszołomami się nie gada…

Z osobami mającymi wątpliwości z reguły nie podejmowano dyskusji, stosując wobec nich metodę zamykania ust lub publicznej dyskredytacji. Wyciągano „znanych specjalistów”, podpierano się autorytetem państwa, zaś dysydentom szczepionkowym zarzucono ignorancję i „ciemnogród”. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Poglądy się spolaryzowały i zamiast zdrowego konsensusu pojawiły się dwa zwalczające się obozy „antyszczepionkowców” i „proszczepionkowców”, przy czym ci ostatni, coraz bardziej wspierani przez rządy państw – jak wspomniałam wcześniej często uwikłane w biznesy z korporacjami farmaceutycznymi. W Polsce zaczęto stosować w odniesieniu do rodziców przymus szczepienia i kary finansowe, a nawet administracyjne. Zaufanie wobec rządzących w tej kwestii zostało wyraźnie osłabione, ale trzeba pamiętać, że w grę wchodzą, naprawdę wielkie pieniądze.

Koncerny farmaceutyczne i ich działalność w biednych krajach

Od wielu lat światowe media obiegały informacje o eksperymentach i testowaniu leków oraz szczepionek w biednych krajach Afryki i Azji. Powstały na ten temat filmy dokumentalne. Początkowo przyjmowane z niedowierzaniem newsy zaczęły się jednak częściowo potwierdzać. 

Bogate zachodnie firmy masowo wykorzystują za grosze ubogich i często niepiśmiennych ludzi jako „króliki doświadczalne”.

Niejasna rola WHO

Kilka słów warto poświęcić Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i stojącemu na jego czele przewodniczącemu Etiopczykowi Tedrosowi Adhanom Ghebreyesus. Jest to pierwszy przewodniczący nieposiadający wykształcenia medycznego i na dodatek obciążony wcześniejszą współpracą z lewicowymi organizacjami radykalnymi w swoim kraju pochodzenia. WHO jest finansowane poprzez składki państw członkowskich i fundatorów. Największym z nich jest sam Bill Gates i jego żona (od lat zaprzyjaźnieni z przewodniczącym) i Fundacja Rockefellera. To zapewnia działaniom obu fundacji możliwość realizowania swoich projektów i swojej wizji poprawionego świata. 

W roku 2010 Rada Europy oskarżyła WHO o zbyt ścisłą kooperację z przedsstawicielami koncernów farmaceutycznych i umożliwienie im sprzedaży ogromniej ilości szczepionek na grypę typu H1N1 przez nieuzasadnione ogłoszenie pandemii. Trudno nie zauważyć analogii. Wprawdzie teraz sytuacja jest niewątpliwie poważniejsza, ale manipulacje wokół COVID-19 kładą się wielkim cieniem na opinii o tej organizacji. 

Było to jedną z przyczyn wypowiedzenia współpracy z nią przez USA decyzją Donalda Trumpa.

Szczepionka (szczepionki) przeciw Sars-CoV-2

Opracowanie nowej szczepionki to długi i złożony proces. Każdy preparat szczepionkowy musi przejść pomyślnie kolejne etapy badań przedklinicznych w laboratorium i na zwierzętach oraz badań klinicznych na ludziach. 

Najbardziej optymistyczny scenariusz zakłada, że szczepionka może być dostępna nie wcześniej niż na początku 2021 r. Poważni eksperci nie ukrywają, że aby być pewnym skuteczności i braku niekorzystnych skutków ubocznych muszą upłynąć lata. W grę wchodzą jednak tak ogromne zyski dla dystrybutorów szczepionek, że istnieje uzasadniona obawa „wybrania drogi na skróty”. 

Tym samym pierwsi pacjenci potencjalnie staną się „królikami doświadczalnymi”, co rodzi duże obawy. Kolejny problem to mutowanie wirusa, co jak w przypadku grypy – wymuszałoby kolejne szczepienia coraz nowymi wariantami. Oznacza to kolejne koszty dla kupujących je krajów. Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że tylko jedna spośród dziesięciu eksperymentalnych szczepionek przechodzi pomyślnie wymagane etapy badań. Dlatego tak duża liczba różnych prototypów szczepionek, nad którymi pracują badacze na całym świecie. Według najnowszych informacji badanych jest 190 potencjalnych szczepionek, w tym dziesięć preparatów w zaawansowanych badaniach klinicznych III fazy na ludziach. 

Plany rządu dotyczące szczepienia Polaków przeciw Sars-CoV-2

Rządowy plan zakłada początkowo zaszczepienie ok. 9-10 mln Polaków. W praktyce, jak się dowiedział „Dziennik Gazeta Prawna”, pierwsza umowa na zakup szczepionek będzie obejmować ok. 20 mln dawek, ponieważ większość preparatów, nad którymi trwają prace, wymaga powtórzenia iniekcji. Będą one rekomendowane oraz finansowane ze środków publicznych. Oznacza to, że na razie nie będzie możliwości kupienia szczepionki na wolnym rynku. 

Pierwsze partie miałyby pojawić się w Polsce w grudniu br. Z założeń wynika, że będzie ona dostępna dla wybranych grup, w tym przede wszystkim pracowników służby zdrowia, a także osób po 65. roku życia oraz z chorobami współistniejącymi.

Jakie preparaty kupi Polska?

Decyzja o tym, jakie preparaty ostatecznie zostaną podane Polakom, należy do Ministerstwa Zdrowia. Rząd wybiera z puli sześciu (niektóre źródła podają ośmiu), których zakup wynegocjowała Komisja Europejska. Z naszych informacji wynika, że w Polsce największa liczba szczepionek miała zostać zakupiona od firmy Astra Zeneca – Uniwersytet Oksfordzki. Niestety doszło do zgonu jednego z uczestników badań klinicznych nad tą szczepionką, co spowodowało zatrzymanie badań we wrześniu br.W grę wchodzą jeszcze inne firmy, które zaakceptowała Komisja Europejska: Sanofi-GSK, CureVac, Moderna, BioNTech-Pfizer i Johnson&Johnson. Ostatnia z firm w październiku br. wstrzymała testy po wystąpieniu u testowanych osób „nieznanej choroby”. Oznacza to, że zainwestowane w niektóre z badań kwoty mogą już nie wrócić ani do UE, ani do Polski.

Niewyobrażalnie wielkie koszty szczepionek

Komisja Europejska ze wspólnego budżetu wyłożyła środki dla producentów (2,7 mld euro, czyli 12,7 mld zł), które mają pokryć im koszty badań klinicznych i zwiększyć moc produkcyjną i dystrybucji. Jednak sam zakup dawek dla obywateli finansują już państwa członkowskie. Ceny dawek od poszczególnych producentów nie są znane, ale szacunki mówią, że w przypadku amerykańskiej firmy Moderna cena jednej dawki (szczepionka tego producenta wymaga dwóch dawek) wyniesie ok. 25 dol. (ok. 95 zł). Jeśli pozostali producenci za dawkę liczyliby sobie podobną kwotę, to koszt zaszczepienia wszystkich Polaków wyniósł by nawet 7,3 mld zł, w wariancie skromniejszym ok. 2 mld zł.

Pierwotnie Polska zadeklarowała chęć kupienia największej ilości preparatów od Astra Zeneca, a umowa z firmą przewidywała dostarczenie pierwszej partii już w grudniu 2020 r. Dzisiaj wiemy, że podobnie jak w przypadku jednodawkowej (czyli tańszej) szczepionki Jonson&Jonson, umowy te stają pod znakiem zapytania. 

Na pociechę można dodać, że szczepionka amerykańskiej firmy Moderna, w trakcie pierwszej fazy badań klinicznych – jak twierdzą jej twórcy – „była ogólnie dobrze tolerowana we wszystkich grupach wiekowych” i „dawała szybką oraz silną odpowiedź immunologiczną” przeciwko SARS-CoV-2. Teraz trwa trzecia faza testów klinicznych, w której udział bierze kilkadziesiąt tysięcy osób. Ile w tym prawdy, ile reklamy – nie wiemy.

Tempo, liczy się tempo

Bardzo niepokojący jest fakt, że Komisja Europejska przedstawiła strategię przyspieszenia opracowania, produkcji i dystrybucji szczepionki przeciwko koronawirusowi i naciska firmy na pośpiech. Tak jakby dobro pacjentów nie miało tu większego znaczenia. 

Całe to ekspresowe tempo przeraża, szczególnie w świetle forsowanych w Polsce ustaw i przepisów, które zwalniać mają lekarzy i urzędników od odpowiedzialności za popełnione błędy. Jeśli zaszczepiony człowiek zachoruje lub umrze – może się okazać, że nie będzie winnych, a i o odszkodowaniu nie ma on co marzyć!

Co innego obiecano, co innego uchwalono

Przedstawiciele rządu we wszystkich swych wcześniejszych wystąpieniach deklarowali, że nie ma mowy o przymusie szczepień na COVID-19 i będą one w pełni dobrowolne. Jednak zapisy aktualnie przyjętych przez Sejm przepisów opisują szczegółowo jak ma to wyglądać naprawdę. Zapisy te budzą w Polakach duży i uzasadniony niepokój, szczególnie fragmenty mówiące o możliwości „stosowania przymusu bezpośredniego w stosunku do osoby, u której podejrzewa się lub rozpoznano chorobę szczególnie niebezpieczną i wysoce zakaźną”. Lekarz lub felczer może zadecydować o tym, że zostaniemy zaszczepieni siłą i do ubezwłasnowolnienia nas może posłużyć się Policją, Strażą Graniczną czy Żandarmerią Wojskową. 

art. 36 ust. 1.

„Może być zastosowany środek przymusu bezpośredniego polegający na przytrzymywaniu, unieruchomieniu lub przymusowym podaniu leków” – czytamy w art. 36 ust. 1. ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi.

Trzeba podkreślić, że nie jest to przepis nowy, a jedynie modyfikacja przepisów ustawy z roku 2009, która była z kolei zmianą przepisów uchwalonych jeszcze z roku 2001. Co z tego, kiedy w dzisiejszych okolicznościach brzmi wyjątkowo groźnie.

Jego zastosowanie w praktyce oznacza zupełnie nowe podejście do praw pacjenta – one po prostu zostają brutalnie złamane.

Zwykły Kowalski ze strachem myśli o przymusie szczepienia

Biorąc pod uwagę, że zapreliminowane szczepionki budzą wiele obaw z powodu drastycznego skrócenia niezbędnych procedur i ujawniających się powikłań, nie należy się dziwić, że Kowalski niekoniecznie będzie chciał zaszczepić siebie i swoją rodzinę. A jeśli byłby do tego przymuszany, może stawiać czynny opór.

Jednak mamy świadomość, że państwo ma rozliczne sposoby, by taki opór osłabić. Co bowiem zrobi Kowalski, gdy bez zaświadczenia o zaszczepieniu nie wejdzie do pociągu, samolotu, a nawet tramwaju? Jego dziecko nie dostanie się do przedszkola czy szkoły, a może nawet sam nie zrobi zakupów w pobliskim sklepie? Jak długo będzie w stanie się przeciwstawiać?

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy