Słodko-gorzka odbudowa gospodarki

Według raportu OECD, Polska najszybciej poradziła sobie ze skutkami gospodarczymi lockdownów na świecie. Niektóre wskaźniki makroekonomiczne informują, że notujemy w Polsce najlepszy czas dla gospodarki od początku epidemii koronawirusa. Czy jest to już koniec okołoepidemicznej zadyszki?

OECD opublikowała raport „Employment Outlook”, zgodnie, z którym Polska jest na 4. miejscu na świecie, jeżeli chodzi o perspektywę odzyskania poziomu zatrudnienia sprzed kryzysu. Wyprzedzają nas tylko Australia, Japonia i Nowa Zelandia.

Równie optymistycznie przedstawiane są w mediach dane dotyczące wzrostu PKB Polski rok do roku. Wyniósł on w II kwartale aż 10,9% i jest to najwyższy wynik w historii notowań. Trzeba jednak pamiętać, z jakiego poziomu nastąpiło odbicie. W analogicznym okresie zeszłego roku GUS odnotował spadek PKB o 8,2%. Jednocześnie w stosunku do zeszłego kwartału odnotowano wzrost o niecałe 2%.

Niestety, jest też druga strona medalu. Do dającego powody do optymizmu wzrostu w znacznej mierze przyczynia się inflacja. W tym roku wyniosła ona 5%, a ostatni raz tak wysoki poziom osiągnęła dziesięć lat temu.

Rządy państw europejskich utrzymują niskie stopy procentowe, aby napędzać konsumpcję, ale nie będą w stanie tego robić w nieskończoność. W pewnym momencie stopy procentowe będą musiały zostać podniesione, a to znacznie podwyższy koszty kredytowe, doprowadzając wielu kredytobiorców do kłopotów. Przyczyni się także do zahamowania tempa wzrostu PKB.

Powyższy scenariusz wydaje się jednak nieunikniony. Eksperci spodziewają się pierwszej podwyżki stóp procentowych w Polsce już w listopadzie. Wiadomo, że Rada Polityki Pieniężnej powoli skłania się w tę stronę obserwując pozytywne wiadomości dochodzące z gospodarki. Wiele zależy jednak od stanowiska szefa NBP, Adama Glapińskiego, którego tezy dotyczące inflacji wzbudziły niedawno zdziwienie u niejednego ekonomisty. W zeszłym miesiącu powiedział on m.in., że inflacja nie ma negatywnego wpływu na zasobność portfeli Polaków, a wszystkie wynagrodzenia i świadczenia emerytalne rosną znacznie szybciej niż inflacja, także w przypadku najmniej zarabiających. W pierwszej połowie roku natomiast mówił o tym, że obecna inflacja ma charakter przejściowy, a za jej wzrost odpowiedzialne są głównie czynniki podażowe.

Faktem jest, że cały czas w Polsce mamy rynek pracownika, który w dodatku jest bardziej wypełniony ofertami pracy niż miało to miejsce przed marcem 2020 roku. Na horyzoncie czają się już jednak czarne chmury. Ogromny dodruk pieniądza, skupowanie papierów wartościowych przez Narodowy Bank Polski (w tym kontraktów futures, akcji i obligacji korporacyjnych), a także niepewny los naszej waluty, którą być może trzeba będzie ratować drastycznym podniesieniem stóp procentowych – wszystko to powinno dać do myślenia nawet najbardziej niepoprawnym optymistom. Sytuacji nie poprawia dług publiczny, który, (o czym przypomniał „na odchodnym” wicepremier Gowin) często jest przeksięgowywany do Banku Gospodarstwa Krajowego lub wyodrębniany z budżetu funduszy.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy