Rozpoznanie bojem

Sytuacja z demonstracją sił z którą mieliśmy do czynienia ze strony Rosji (i poniekąd nadal mamy) w rejonie granic Ukrainy, powinna nam uświadomić kilka rzeczy. 

Po pierwsze Federacja Rosyjska ma zdolności szybkiego generowania siły w określonym punkcie jej „bliskiej zagranicy” w ilości zagrażającym każdemu państwu, z którym graniczy. 

Po drugie nie wykorzystuje do tego całego potencjału na danym kierunku, zwłaszcza bardzo nowoczesnych wojsk powietrzno-desantowych, które są w stanie generować siłę z zaskoczenia. 

Po trzecie tego typu koncentracja sił może mieć charakter zastraszenia, w tym wypadku Ukrainy, ale także może być elementem sprawdzenia systemu mobilizowania, dyslokowania czy też sprawności dowodzenia. 

Czy ostatnie „harce” wojsk rosyjskich były tylko pokazem siły? Oczywiście mogły nim być. Problem jest jednak głębszy. Zasadniczo opinia publiczna koncentrowała się na zdolnościach wojskowych Rosji, ale zapewne sami Rosjanie znacznie baczniej obserwowali relacje samej Ukrainy, a przede wszystkim reakcje polityczno-wojskowe państw NATO. Jakie z tego można wysnuć wnioski? 

Stany Zjednoczone poza zdecydowaną reakcją polityczną i deklaracją wsparcia armii ukraińskiej w systemach bojowych nie posunęły się dalej. Mało tego, wycofano się z zamiaru wysłania na Morze Czarne dwóch fregat, aby „nie eskalować napięcia”. Tak więc pozostałe resztki ukraińskiej marynarki wojennej nie były w stanie zapewnić bezpieczeństwa drożności żeglugi do Odessy i innych portów. 

Na podobnych deklaracjach wysłania okrętów wojennych jako wsparcie dla Ukrainy zakończyła działania Wielka Brytania. W tym samym czasie Rosjanie zamknęli Cieśninę Kerczeńską dla ukraińskich statków, odcinając w ten sposób terytoria znajdujące się pod ukraińską kontrolą na Morzu Azowskim.  

Co zrobiły inne państwa NATO, w tym Polska? Zasadniczo na działaniach politycznych zakończono całą akcję. Zebrały się organy dowódczo polityczne państw i Sojuszu, wydano oświadczenia i „wymianę” wydaleń ambasadorów. Z działań typowo wojskowych ograniczono się do wzmocnienia Rumunii i Polski poprzez czasową dyslokację kilkudziesięciu samolotów i systemów przeciwlotniczych. 

Żadne z państw NATO graniczących z Rosją nie podniosło gotowości bojowej wojsk. Mało tego nie przyspieszono szkoleń rezerwy, a nadal w percepcji rządzących najważniejszą sprawą była walka z Covid. To pokazuje, iż wszyscy członkowie NATO zdają sobie sprawę z tego, że Ukraina jest ważnym elementem ryglowania Rosji, ale nie miejscem do kolektywnego, militarnego przeciwstawienia się Moskwie. Tutaj nadal ze względów wizerunkowych ważniejsze jest wzmocnienie państw bałtyckich, nie mówiąc o rozgrywce wokół Białorusi. 

Sama koncentracja wojsk rosyjskich wokół Ukrainy i równoczesne wsparcie w tym zakresie armii białoruskiej, która także ściągnęła swoje pododdziały pod ukraińską granicę może być złym sygnałem dla Polski. Mianowicie polityka Warszawy przez ostatnie dwie dekady wobec Mińska, a dokładniej wobec obecnej władzy w tym kraju wpychała to państwo coraz bardziej w objęcia Moskwy.  

Należy pamiętać, iż dla Polski na wschodzie dużo ważniejszy jest kierunek białoruski od ukraińskiego z uwagi na bliskość do stolicy państwa i ważnych strategicznych ośrodków przemysłowo-administracyjnych. Jeżeli nastąpi zacieśnienie białorusko-rosyjskich relacji, a w ramach nich dyslokacja rosyjskich związków taktycznych w pobliżu granic Polski, to sytuacja stanie się niezwykle poważna. 

Wyobraźmy sobie podobną koncentrację wojsk rosyjskich na Białorusi, w rejonie Brześcia i Grodna. Zapewne Rosjanie wyciągną wnioski z błędów, niedociągnięć operacji „ukraińskiej”. Jakie będą wtedy decyzje państw NATO? Polityczno-gospodarcze w postaci sankcji, czy też szybka dyslokacja jednostek wojskowych na terytorium Polski. Pamiętajmy, iż pomiędzy deklaracjami a czynami zawsze jest pewna niebezpieczna przestrzeń czasu, którą możemy nazwać „pustką operacyjną”. 

Wnioski z tego co się dzieje obecnie wokół Ukrainy są niezwykle ważne dla Polski. Zresztą uważam, iż Rosjanie operacji „ukraińskiej” jeszcze nie zakończyli i będą ćwiczyć jeszcze wiele innych wariantów. Oby nie militarnych.

Sama deklaracja wycofania wojsk do stałych garnizonów nie będzie powrotem do stanu sprzed operacji. Wiele oddziałów i sprzętu już pozostanie przy granicy z Ukrainą. Obawiam się, iż Rosjanie przeprowadzili swoiste „rozpoznanie bojem” nie tylko kontr posunięć przeciwnika, ale także działań państw, które go wspierają. 

Sytuacja na świecie i tlące się napięcia czy też wojny nie pozwalają na złapanie głębokiego politycznego oddechu. To jest tylko jeszcze dany nam przez los fragment pauzy strategicznej, którą powinniśmy wykorzystać na rozbudowę naszego potencjału odstraszania.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy