Prywaciarze

Nie umilkły jeszcze echa konferencji obostrzeniowej, bo szef rządu przypominał o pomysłach komercjalizacji służby zdrowia. Opinia publiczna odebrała to jako krytykę prywatnej służby zdrowia.

Młodym należy przypomnieć, że „prywaciarzami” lekceważąco lub pogardliwie, określano w PRL prywatnych przedsiębiorców, rzemieślników lub kupców. Pojawia się pytanie, kto jest przeciwny istnieniu publicznej służby zdrowa z uwagi na m.in. marnotrawstwo, biurokrację i brak konkurencji. 

Neoliberał Milton Friedman argumentował, iż nie istnieje żadna racja przemawiająca za uspołecznioną medycyną. Powinien istnieć wybór: 

  • skorzystania z oferty konkurencyjnych placówek oferujących opiekę zdrowotną,
  • między bezpośrednim opłacaniem lekarza, a ubezpieczeniem się w prywatnym zakładzie ubezpieczeniowym, który w razie choroby opłaci koszty leczenia.

Autor „Wolnego wyboru” przypomniał, iż w państwowej służbie zdrowia w Anglii, w latach 1965-73 personel szpitalny wzrósł ogółem o 28%, natomiast obsługa administracyjna i biurowa o 51%!. W tym czasie wydajność spadła o 11%, podczas gdy 600 000 osób czekało na miejsce w szpitalu!.

Guru neoliberałów w Polsce Janusz Korwin – Mikke bardzo często podaje przykład weterynarzy którzy działają prywatnie, przez co są wobec siebie bardziej konkurencyjni. To zapobiega patologiom, jakie widzimy w polskich szpitalach: „Nikt jeszcze nie widział weterynarza, który by operował kota po pijanemu. Nie słyszałem, by weterynarz zostawił psu nożyczki w brzuchu. Nie słyszałem, by weterynarz odmówił wyjazdu do chorego konia. Nie widziałem też, by koń weterynarzowi wsunął łapówkę”. 

Na pytanie, dlaczego nie wszyscy lekarze domagają się jawnie prywatyzacji lecznictwa? Odpowiada: ta grupa składa się z kilku podgrup:

1) Judymów, pragnących nieść bezinteresownie pomoc medyczną ubogim (,ale jednak dostawać za to pensję… choćby i marną).

2) Cwaniaków, którzy na państwowych salach i aparaturze prowadzą prywatną praktykę; są tu zarówno ci, co praktykują po studiach, a sądzą, że nie stać ich na wyposażenie gabinetu i założenie prywatnej praktyki – jak i ordynatorzy.

3) Tych którzy sobie w ogóle nie wyobrażają kraju bez „służby zdrowia”.

4) Marnych lekarzy, którzy podejrzewają (na ogół słusznie), że za pieniądze, to by nikt do nich (po doświadczeniach sąsiadów) nie przyszedł.

Sytuacja w służbie zdrowia i tak zmieniła się w związku z reformą przeprowadzoną w 1999 roku, kiedy to nie działały zdrowe zasady ekonomii; budżetowano szpitale, występowała rejonizacja leczenia, siatka płac, szczegółowe normy zatrudnienia, wyposażenia, wielkości placówki, zakresu udzielanych świadczeń, plan rozmieszczenia szpitali i przychodni.

Pomimo tych zmian, system daleki jest od doskonałości, a orędownikiem kolejnych reform jest Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy i ich lider Krzysztof Bukiel. OZZL podpowiada rządzącym jak te roszczenia najlepiej spełnić, tak, aby skorzystali na tym nie tylko lekarze, ale także pacjenci, podatnicy i państwo jako całość. Tym sposobem jest upowszechnienie mechanizmów rynkowych w ochronie zdrowia, prywatyzacji i wolnej przedsiębiorczości. 

Jeśli rządzący nie zechcą skorzystać z naszych rad i będą upierać się przy zachowaniu obecnego systemu ochrony zdrowia, zetatyzowanego i ściśle, centralnie regulowanego, to my będziemy się bronić przed wyzyskiem. 

Krzysztof Bukiel dla „Gazety Lekarskiej” wyjaśniał także, kto naprawdę boi się prywatyzacji szpitali. Przedstawiał argumenty przeciwników i te ataki odpierał (jego odpowiedzi przytaczam poniżej):

– Prywatyzacja czyli kradzież – A przecież to tylko od posłów i stanowionego przez nich prawa zależy czy podlegające prywatyzacji szpitale – ich budynki, grunty i sprzęt – zostaną rozdane przez państwo, czy z zyskiem sprzedane. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby szpitale sprzedawać na otwartej licytacji, z odpowiednio wysoką ceną wywoławczą, albo odpowiednio wysoko wycenić przeznaczone do sprzedaży akcje szpitala – spółki.

– Dla zdrowych i bogatych – Jest oczywiste, że prywatny szpital nie oznacza odpłatne leczenie. To czy leczenie jest odpłatne nie zależy od formy własności szpitala, ale od tego, czy dane świadczenie jest refundowane przez publicznego płatnika.  

– Wyzysk pracowników – Żaden szpital nie będzie się przejmował obniżeniem poziomu usług, gdy wszystkie szpitale będą zmuszone robić to samo. Tyle tylko, że nie prywatyzacja będzie tutaj właściwym winowajcą, a publiczny płatnik, który płaci za mało, żeby szpital mógł się utrzymać, zatrudniając odpowiednią ilość ludzi i sprawiedliwie wynagradzając ich za pracę.    

Krzysztof Bukiel rozprawia się również z kwestią tzw. „działania dla zysku”. Panuje przekonanie, że z powodu dążenia do zysku szpitale nie przyjmują uciążliwych chorych, zwalniają lekarzy i pielęgniarki, skąpią na badaniach i lekach, obniżają wynagrodzenia pracowników. Z powodu dążenia do zysku Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadza limity na leczenie, a szpitale i przychodnie nie chcą leczyć chorych pozalimitowych. 

Na powyższe argumenty w opinii lidera związku powinny pojawić się następujące retoryczne pytania:

– Wobec tego musi się pojawić pytanie: jeśli nie zysk, to co?

– Czy jest w tym coś złego? 

– Czy  przeciwnicy „zysku” wiedzą czego się domagają? 

– Chcą żeby szpitale, przychodnie i inne placówki ochrony zdrowia zadłużały się bez końca? 

– Żeby nie liczyły pieniędzy przeznaczanych na leczenie, nie wiedziały ile co kosztuje, nie oszczędzały, nie wybierały tańszych ofert spośród równych jakościowo?  

– Czy uważają, że nie trzeba walczyć z marnotrawstwem, że nie należy płacić za pracę ale za samo przychodzenie do pracy? 

Konkludując, Bukiel daje sygnał, iż prawdziwym niebezpieczeństwem dla polskiej służby zdrowia nie jest zatem prywatyzacja szpitali, ale pozostawienie, wokół tych szpitali, absurdów ekonomicznych, wynikających ze skrajnego upolitycznienia opieki zdrowotnej.  Ponadto  aktualne przepisy zmuszają lekarzy, by zamiast poświęcania swojego czasu pacjentom, marnowali go na biurokrację, którą zrzucili na nich urzędnicy.

Oczywiście, w obecnej sytuacji w Polsce i na całym świecie, ogrom ciężaru wzięła na siebie państwowa służba zdrowia. Ale nawet w czasach pandemii, okazuje się jednak, że np. w Rzeszowie szczepią na potęgę. Gdzie tak szczepią? W przychodni Medyk. Prywatnej jak najbardziej.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy