Podatek katastralny – realna opcja czy polityczny straszak?

Spis powszechny, jako preludium podatku katastralnego – czy polski rząd zdecyduje się na ten krok? Na razie informacje z Ministerstwa Finansów tego nie potwierdzają, ale coraz częstsze są spekulacje na ten temat. Co jeśli podatek taki zostanie wprowadzony?

Podatek katastralny funkcjonuje w wielu krajach świata, a jego wartość wynosi około 0,5%-2% wartości nieruchomości, przy czym wyższe wartości stawek tego podatku mogą być de facto interpretowane, jako stopniowe wywłaszczenie. Przy wycenie nieruchomości bierze się pod uwagę wszystkie możliwe okoliczności (położenie, wiek, budulec, sąsiedztwo etc.). Danina jest uzależniona od wartości nieruchomości, a nie od jej metrażu i rodzaju – w przeciwieństwie do obowiązującego obecnie w polskim systemie prawnym podatku od nieruchomości. 

Co jakiś czas w Polsce pojawiają się głosy, że podatek katastralny będzie wprowadzony, a to ze względu na coraz gorszą sytuację finansów publicznych. Bezpośrednią podstawą do najświeższej fali domysłów stał się trwający spis powszechny, a konkretnie pytanie o powierzchnię lokalu, w którym się mieszka. Takie proste skojarzenie jest jednak o tyle nietrafione, że wypełniając formularz należy wymienić tylko jedną nieruchomość (tę, w której się mieszka) i podać jej powierzchnię, natomiast nie trzeba podawać jej wartości. Co więcej, pytania o miejsce zamieszkania znajdowały się we wszystkich polskich spisach powszechnych prowadzonych od 1921 roku. 

Trwają spekulacje o rzekomo planowanym przez rząd wprowadzeniu tego podatku. Różnią się one jedynie, co do terminu przyjęcia tej rewolucyjnej zmiany fiskalnej. 

Senator Jacek Bury, który w styczniu b. r. odszedł z Koalicji Obywatelskiej i trafił do Ruchu Polska 2050 Szymona Hołowni, przestrzegał w jednym z wywiadów, że jeszcze w tej kadencji rząd wprowadzi podatek od wartości nieruchomości. Miałby on być jednak płacony dopiero od drugiego mieszkania wzwyż. Ministerstwo finansów kilkakrotnie już zaprzeczało jakoby prace nad takim podatkiem się toczyły. 

Tego, że podatek katastralny zostanie kiedyś wprowadzony, pewien jest również niedawny kandydat na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, prof. Robert Gwiazdowski. Według niego pomysł ten nie musiałby okazać się katastrofą, ale tylko przy spełnieniu określonych warunków. 

  • Po pierwsze należałoby zastosować zasadę niedziałania prawa wstecz, a co za tym idzie objąć podatkiem nieruchomości nabyte dopiero po wejściu w życie ustawy. Pozwoliłoby to potencjalnym nabywcom na przygotowanie się do odprowadzenia tego podatku i dostosowanie swoich preferencji mieszkaniowych do reżimu fiskalnego. 
  • Po drugie można zwolnić z obciążeń nieruchomości do określonej wartości i powierzchni.
  • Po trzecie wreszcie, należałoby zastosować praktykowany w niektórych deklaracjach podatkowych mechanizm samowyceny. 

Głównym argumentem zwolenników wprowadzenia podatku katastralnego jest brak odpowiedniej ilości powierzchni mieszkaniowej i patologiczna sytuacja, w której młode małżeństwa nie mogą sobie pozwolić na kupno pierwszej nieruchomości, podczas gdy lepiej sytuowani Polacy wyciągają swoje pieniądze z lokat o ujemnym realnym oprocentowaniu i kupują dziesiąte mieszkanie na cele inwestycyjne. 

Pytanie jednak, czy rzeczywiście kolejny podatek zaradzi tej sytuacji. Podobnie jak wątpliwe jest, że zaradzą jej kredyty bez wkładu własnego albo inne proponowane sposoby dofinansowania nabycia pierwszej nieruchomości, które przyczynią się raczej do dalszego pompowania bańki spekulacyjnej. 

Pewne jest natomiast jedno – podatek zostanie przerzucony na najemców mieszkań kupionych na cele inwestycyjne. 

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy