Pandemiczne kryzysy psychiczne

Czy dramatyczny wzrost liczby samobójstw i prób samobójczych wynika z pandemii? Zdaniem specjalistów – tak. Niestety problem ten w dużej mierze występuje także wśród młodzieży. W ubiegłym roku w Polsce życie odebrało sobie 107 dzieci. Najmłodsze z nich miało 8 lat.

O ile dzieci i młodzież są grupą stosunkowo mniej narażoną na ciężki przebieg choroby Covid-19, tak pandemia koronawirusa ma kolosalny wpływ na ich kondycję psychiczną. Izolacja społeczna – brak spotkań z rówieśnikami, odwołane zajęcia sportowe, wreszcie nauka online powodują falę wzrostu problemów, jakie dotykają najmłodszych. Zamknięcie w domu istotnie wpływa na relacje rodzinne.

Daleko posuniętym nadużyciem byłoby stwierdzenie, że daje to rodzicom pole do ich poprawy, bo przecież w końcu mają szansę spędzić więcej czasu ze swoimi pociechami czy bardziej zainteresować się ich życiem. Być może w małym procencie przypadków tak się dzieje. Jednak, kiedy wyobrażam sobie dziecko podczas zajęć zdalnych, co było standardem przez ponad ostatni rok, mam przed oczami zupełnie inny obraz. Obraz uwypuklonej biedy. Obraz uwypuklonych różnic społecznych.

Dziedziczona bieda

Szkoła na południu Polski. Część dzieci uczestniczy w lekcjach online. Mają sprzęt. Jeśli warunki pozwalają, na czas zajęć zamykają się w swoim pokoju. Niektórzy rodzice zwracają się z prośbą o udostępnienie komputerów, bo w domu troje dzieci, a jeden laptop. W pokojach nauczycielskich bezustannie włączone ksero. Nauczyciele rozwożą skopiowane materiały, wieszają w reklamówce na furtce. Następnego dnia odbierają rozwiązane przez swoich uczniów zadania. Taka sytuacja frustruje. Dzieci tracą odskocznię, jaką dawało im chociażby spotkanie z przyjaciółmi. Nie wszyscy przecież mamy dobre i spokojne życie, w którym dom wyobrażamy sobie jako azyl. Wielu żyje w rodzinach dysfunkcyjnych.

Przez zamknięcie w czterech ścianach oddala się wizja wyjścia z dziedziczonej biedy. Pandemia przyczynia się do wzrostu depresji, stanów lękowych, zaburzeń odżywiania, a nawet prób samobójczych.

Jak mówi dr Ewa Chabzda – Siwek, prawniczka i psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu Jagiellońskiego, sytuację, którą przyniosła nam wszystkim pandemia można porównać do długotrwałego, przewlekłego stresu, który upośledza funkcje adaptacyjne i może prowadzić do niepożądanych konsekwencji zdrowotnych. W tym w sferze zdrowia psychicznego.

„Dorośli, przynajmniej hipotetycznie, powinni mieć dojrzałe mechanizmy radzenia sobie ze stresem i mają dostęp do zróżnicowanych możliwości jego redukcji. U dzieci i młodzieży mechanizmy radzenia sobie ze stresem (różnych jego obliczach jakimi są m.in. skomplikowane relacje z rówieśnikami, rodzicami, sytuacje nowe i trudne itp.) dopiero się kształtują. Pandemia a ściślej związane z lockdownem „odcięcie” od naturalnego środowiska szkoły i rówieśników spowodowała, że wyłączeniu uległ obszar, w którym dzieci i młodzież mogli uzyskać naturalne wsparcie i pomoc. Często to nauczyciele lub rówieśnicy pierwsi dostrzegają zmiany w zachowaniu dziecka i potrzebę specjalistycznej pomocy. Tego „wentyla bezpieczeństwa” w pandemii zabrakło”

– dr Ewa Chabzda – Siwek, Uniwersytet Jagielloński.

Wcześniej tata bił tak, żeby nie było widać. W pandemii przestał o to dbać.

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę opublikowała raport z badań obejmujących sytuację ubiegłorocznego lockdownu. Wynika z nich jasno, że pozostawanie w domach wpłynęło na pogorszenie ich stanu psychicznego. Co najbardziej doskwierało nastolatkom?

  • brak możliwości kontaktu ze znajomymi – 63%,
  • konieczność pozostania w domu – 51%,
  • atmosfera panująca wśród domowników – 11%.

Pamiętajmy, że dzieci i nastolatkowie padają ofiarą przede wszystkim przemocy domowej, seksualnej i rówieśniczej.

Aż 27% badanych doznało co najmniej jednej z uwzględnionych w kwestionariuszu form krzywdzenia. Co siódmy respondent (15%) doznał przemocy ze strony rówieśników, co dziewiąty (11%) ze strony bliskiej osoby dorosłej. Co dziesiąty badany (10%) doświadczył w okresie lockdownu wykorzystywania seksualnego. Co dwudziesta osoba (5%) była świadkiem przemocy w domu wobec rodzica lub innego dziecka.

Badania wskazują na przerażającą tendencję – przemocy doświadczył aż co drugi nastolatek mieszkający z osobą nadużywającą środków psychoaktywnych (głównie alkoholu) lub z osobą cierpiącą na chorobę psychiczną.

Na czyje wsparcie liczyć?

Młodzież, która z różnych powodów nie radziła sobie psychicznie w czasie pandemii mogła liczyć przede wszystkim na wsparcie najbliższej rodziny – matki (67%) czy ojca (40%). Dużą rolę odegrali też koledzy czy koleżanki (43%). Próba uzyskania wsparcia u specjalistów pracujących z dziećmi znalazła się na szarym końcu – odpowiednio nauczyciele (7%) oraz pedagodzy i psycholodzy (5%).

Wynik ten jak na dłoni pokazuje, że coś tutaj nie działa. Nie podlega dyskusji, że młoda osoba zmagająca się z problemami powinna móc uzyskać pomoc profesjonalisty. I mieć do niej łatwy dostęp. Tymczasem stan polskiej psychiatrii dziecięcej od lat jest fatalny.

Według rejestru Naczelnej Izby Lekarskiej w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży aktywnych jest 482 lekarzy, co sprawia, że jeden psychiatra przypada na kilka tysięcy dzieci. Z badań przeprowadzonych przez psychologów i studentów Dolnośląskiej Szkoły Wyższej wynika, że 44% nastolatków ma objawy depresji.

Jak zatem przy tak słabym dostępie do specjalistów można im pomóc i uchronić przed jeszcze większym pogorszeniem nastroju czy próbami samobójczymi?

Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży urywa się. Wcześniej osoby zagrożone dzwoniły w momentach, w których czuły się stosunkowo bezpiecznie i mogły swobodnie rozmawiać. Przez pandemię to się zmieniło. Nastolatek zamyka się w łazience i mówi, że w domu trwa awantura. Potrzebna jest interwencja. Mama bije młodszą siostrę nastoletniej dziewczynki. Tata bije mamę. A każdego telefonu nie da się odebrać…

Aż o trzy tysiące wzrosła liczba wiadomości wysłanych przez formularz kontaktowy, co oznacza, że prawie trzynaście tysięcy młodych ludzi w ten sposób zwracało się o pomoc. Ile jej potrzebowało? Zapewne znacznie więcej.

„Skala problemu, która ujawniła się w pandemii – głównie na skutek izolacji społecznej, lęku przed Covid-19 oraz konsekwencjami lockdownu, unaoczniła ogromne zaniedbania systemowe w obszarze psychiatrii i psychologii dziecięcej. Ograniczona dostępność do specjalistów zdrowia psychicznego, zwłaszcza poza dużymi miastami, to realny problem. W tle jest jeszcze kwestia ekonomicznej (nie) dostępności do takiego wsparcia. Kryzys psychiatrii dziecięcej stał się już tematem medialnym, ale niezależnie od niego potrzebujemy kompleksowego i przemyślanego systemu pomocy i wsparcia w kryzysach dla dzieci i młodzieży. Świadczenia psychologiczne i psychiatryczne dla tej grupy powinny być potraktowane priorytetowo i dostępne dla wszystkich wymagających pomocy, czy to doraźnej czy długoterminowej”

– dr Ewa Chabzda – Siwek, Uniwersytet Jagielloński

Jak dodaje nasza ekspertka, młodzież po pandemii należy wspierać tak jak zawsze – akceptacją, pomocą, kształtowaniem poczucia sprawczości i odpowiedzialności. Zdejmując nieco bagaż oczekiwań, niejednokrotnie nadmiernych, jakie rodzice i opiekunowie kierują wobec młodszego pokolenia.

Jeśli będziemy dla siebie życzliwi, szybciej zauważymy u innych niepokojące sygnały. Wtedy łatwiej nam będzie wzajemnie się ochronić i uniknąć wielu tragedii.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy