Ogólnopolski „Strajk Kobiet” już nie powala frekwencją. Czy przestał być cool?

Ostatnie miesiące przyzwyczaiły nas do relacji medialnych z przebiegu burzliwych demonstracji „Strajku Kobiet”. Skupia on różne grupy społeczne, nie tylko przedstawicielki płci pięknej. Obelżywe, ale tym bardziej głośno wybrzmiewające hasła, nierzadkie akty wandalizmu, w tym dewastacja zabytków, miejsc kultu religijnego, własności prywatnej. To charakterystyczna wizytówka – obok czerwonej błyskawicy – sympatyków tych ulicznych przemarszów. 

Swoją drogą, zawłaszczenie i użycie, jako nazwy własnej dla ruchu skupiającego tylko część kobiet, określenia obejmującego całą grupę społeczną danej płci i przypisanie im wszystkim, chęci wyrażania niezadowolenia w przestrzeni publicznej, wprowadza w błąd odbiorcę.  Dodatkowo całą inicjatywę czyni z założenia niewiarygodną. Jednocześnie, poprzez używaną głośną narrację osłabia przekaz innych przedstawicielek kobiet, które nie utożsamiają się z ordynarnymi hasłami i prezentowaną uliczną postawą. Są one dyskryminowane, a nawet wykluczane w ramach społecznego dialogu.  

Oburzające jest wykorzystywanie w przemarszach, propagujących przecież również antyaborcyjne hasła – dzieci, które zazwyczaj nie rozumieją nawet treści takiego przekazu. Jak można bowiem po powrocie z takiej demonstracji, w ciepłym domu na kanapie wytłumaczyć własnemu, ukochanemu dziecku, któremu dało się życie, że powinno wspierać stadnie i bezkrytycznie morderstwo na nienarodzonych?! 

Ciśnie się na usta: Fałsz, fałsz, fałsz … Nadzieja tylko w tym, że dzieci ze swą pierwotną inteligencją emocjonalną, potrafią go z całą ostrością odróżnić od prawdy. Także bez pomocy dorosłych.

Ilu uczestników podczas tych manifestacji zaraziło się wirusem, siejącym coraz większe spustoszenie, pozostanie już tajemnicą. Czy obciąża to sumienie nieodpowiedzialnych organizatorów happeningów? Pytanie retoryczne. 

Swobodne i co do zasady niezakłócane przez służby porządkowe, przemarsze w warunkach stanu epidemii, stały się chyba swoistym sposobem na odreagowanie całej frustracji, wywołanej przedłużającą się izolacją społeczną. 

Ilu było wśród protestujących, uczestników akceptujących naprawdę wykrzykiwane hasła? Coraz mniejsza frekwencja na kolejnych happeningach świadczyć może o tym, że wcale nie tak wielu.

Kwintesencją tego było zgromadzenie nomen omen w Dniu Kobiet 8 Marca z mizerną frekwencją. Wykrzykiwane słowa liderki na demonstracji w Warszawie, „że 70 proc. ludzi w Polsce popiera Strajk Kobiet …”, miały się nijak do liczby uczestników tego wydarzenia. 

W dniu, w którym przecież już od kilku lat odbywają się demonstracje feministek, w warszawskiej manifestacji wzięło udział tylko kilkaset osób. Według świadków –nawet mniej niż dziennikarzy i policjantów chroniących porządek. Nie pomogły więc nawet uprzednie zapowiedzi manifestacji z udziałem Marty Lempart ani apele o liczne uczestnictwo, wygłaszane w mediach mainstreamowych. Dlaczego takie słabe zainteresowanie akcją wyraziły same kobiety i to właśnie w dniu swojego Święta?

Czy wynika to z braku programu, bezideowości, coraz głośniej formułowanych zarzutów, przez samych uczestników tej inicjatywy, odnośnie rzekomej współpracy ze służbami specjalnymi przez liderkę Panią Martę Lempart? 

A może, jak podkreśla wiceminister edukacji i nauki Tomasz Rzymkowski z uświadomienia sobie przez wielu dotąd pozostających w poczuciu bezkarności uczestników tych wydarzeń konsekwentnego działania „każącej ręki państwa polskiego”?

Prawda czarno-biała choć nieatrakcyjna w swym przekazie zawsze broni się sama. A fałsz …? Nawet najbardziej kolorowy prowadzi donikąd!

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy