Gorąca wiosna na Ukrainie?

W ostatnich dniach media ukraińskie i rosyjskie wzmogły wzajemnie oskarżenia o wprowadzenie najwyższych stanów gotowości bojowej jednostek w rejonie Donbasu. Od czasu ustanowienia swoistej mapy drogowej do rozwiązania tego konfliktu w postaci „Porozumień Mińskich” mija już ponad sześć lat.

Fakty są jednoznaczne, a mianowicie tereny zajęte przez separatystów w tym okresie dokonały nieformalnej integracji z Rosją (ta sama waluta, ten sam system prawny, te same programy nauczania w szkołach czy w końcu odcięcie się od systemu energetycznego Ukrainy). Dodatkowym elementem jest związanie tzw. oddziałów milicji ludowej a faktycznie dwóch korpusów regularnych sił zbrojnych Donbasu liczących około 40 tysięcy członków z siłami zbrojnymi Federacji Rosyjskiej.

To wszystko wskazuje, iż faktyczny atak sił ukraińskich na pozycje separatystów uruchomi automatycznie armię rosyjską, i to w znacznie większym zakresie niż mieliśmy do czynienia w latach 2014/15. Inna kwestia z punktu widzenia prawa międzynarodowego jest to, że zarówno Krym jak i część Donbasu są częścią Ukrainy, podobnie jak Naddniestrze jest częścią Mołdawii. Jednak doświadczenie uczy, iż stany tymczasowe czekają dekadami na rozwiązanie a tereny zajęte w tym okresie całkowicie integrują się w tym przypadku z Rosją.

W społeczności międzynarodowej nie ma i nie będzie wystarczającej determinacji, aby ten stan zmienić. Utrzymywane przez Unię Europejską sankcje stały się z czasem tylko polityczną demonstracją a w praktyce wiele państw zacieśnia współpracę gospodarczą z Rosją. Także USA pomimo wyraźnego wspierania interesów Ukrainy w odniesieniu do utraconych terenów stoją obecnie przed koniecznością resetu relacji politycznych z Moskwą, mając na uwadze zdobycie co najmniej jej neutralności w zbliżającej się rozgrywce politycznej a może nawet militarnej z Chinami.

Jakie są w takim razie szanse Ukrainy na odzyskanie samodzielnie Krymu i Donbasu? Potencjał militarny i gospodarczy Kijowa nie pozostawia tu wątpliwości. W przypadku militarnych działań ukraińskich przeciwko separatystom w Donbasie i zaangażowaniu w tej konflikt armii rosyjskiej może on się rozlać znacznie szerzej, np. na obwód charkowski, odeski czy też mikołajewski. Dodatkowo należy pamiętać, iż Ukraina jest w coraz gorszym położeniu geostrategicznym z uwagi na coraz większą integrację Białorusi z Rosją, co powoduje wydłużenie „gorących” granic o kilkaset kilometrów. Na tak długim odcinku ewentualnego frontu Ukraina nie ma szans na skuteczne ryglowanie Rosjan.

Inne pytanie dotyczy podstawowej kwestii czy Rosjanie chcą zając całą Ukrainę? Z punktu strategicznego nie jest im to potrzebne, a nawet byłoby to bardzo niebezpieczne dla samej Rosji. Przejecie pod kontrolę około 600 tys. kilometrów kwadratowych państwa z ponad 38 mln obywateli uwikłałoby na lata Moskwę w okupację, jednocześnie eliminując jej aktywność na innych jej strategicznych kierunkach. O taką nieroztropność nie należy posądzać tego państwa.

Więc co jest celem Rosjan? Moim zdaniem poszarzenie kontrolowanego terenu Ukrainy o jeden dwa obwody oraz granie na czas, aby samo społeczeństwo ukraińskie dokonywało wyborów kierunkowych do współpracy z Rosją i Zachodem. Rosjanie zdają sobie sprawę, iż integracja z nią terenów na zachód od Dniepru jest mało realna. Tak więc strategicznie Moskwa gra o defragmentację tego państwa.

Jak zatem patrzeć na obecne działania Ukrainy w stosunku do Rosji poprzez odcinanie dostaw wody na Krym, wzmacnianie ponad limity jednostek wojskowych w Donbasie, czy też zdecydowany wzrost trendów nacjonalistycznych w polityce historycznej tego państwa? Czy w Kijowie brak decydentów, którzy nie widzą zagrożeń powodowanych tego typu polityką? Wydaje się, iż mamy tu do czynienia z kilkoma wyzwaniami w formie synergicznej.

  • Po pierwsze Ukraińcy zdają sobie sprawę, iż trwałe zamrożenie tego konfliktu bezpowrotnie utrwali utratę tych terenów.
  • Po drugie pogarszająca się sytuacja gospodarcza kraju może wywołać masowe protesty, a wojna jest powodem do ich naturalizacji.
  • Po trzecie kolejnym elementem jest liczenie, iż zbliżający się konflikt w rejonie Zatoki Perskiej na tyle zwiąże Rosję działającą wbrew interesom USA, iż te udzielą pomocy militarnej Ukrainie w Donbasie.

Cała sprawa ma także wyraźny polski kontekst. Od czasu rozpoczęcia walk na wschodzie Ukrainy Polska jednoznacznie wspomagała Kijów politycznie a nawet gospodarczo. Nie jest tajemnicą, iż dostarczała armii ukraińskiej wyposażenia wojskowego a nawet amunicji. Tymczasem Ukraina stojąc przed eskalacją konfliktu prowokuje polską społeczność poprzez wzrost promocji ukraińskiego nacjonalizmu i osób odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków na Wołyniu w Małopolsce Wschodniej.

Take działania podejmuje tylko ktoś nieroztropny albo środowiska inspirowane przez rosyjskie służby specjalne. W całej sprawie należy zadać sobie pytanie co zrobi polski rząd w razie eskalacji walk w Donbasie. Polskie społeczeństwo ma już dosyć rażących działań w postaci barku elementarnej wdzięczności samorządów na zachodniej Ukrainie wobec Polski i zapewne będzie coraz bardziej obojętne w sprawach ukraińskich.


Zdjęcie tytułowe: Żołnierz specjalnego pułku Gwardii Narodowej Ukrainy „Azow”. Marsz z okazji Dnia Obrońcy Ukrainy. Kijów. 2020 | flickr.com/spoilt_exile

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy