Fikcja wyborcza – rok 1947

„Urna wyborcza to magiczna szkatułka, wrzucasz Mikołajczyka, wychodzi Gomułka”. Tak społeczeństwo polskie z gorzkim uśmiechem podsumowywało to, co stało się przy wyborczych urnach 19 stycznia 1947 r. Dzień ten oznaczał ostateczne pożegnanie się na długie dekady z perspektywą wolnej Ojczyzny.

„Wyborów sfałszować nie damy”

W trakcie konferencji jałtańskiej przywódcy zwycięskich mocarstw ustalili między innymi, że komunistyczny komitet rządzący Polską, do którego dołączą politycy z kraju i zagranicy, utworzy Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Postanowienia jałtańskie stwierdzały: „Ten Tymczasowy Polski Rząd Jedności Narodowej zobowiązuje się do jak najszybszego przeprowadzenia wolnych i nieskrępowanych wyborów na podstawie powszechnego i tajnego głosowania”.

Poprzez akt wyborczy Polacy mieli otrzymać możliwość wypowiedzenia się w jakim ustroju politycznym, ekonomicznym i społecznym będą chcieli żyć.

Perspektywa wolnych wyborów, których gwarantem dla Polaków były państwa sprzymierzone – Wielka Brytania i Stany Zjednoczone – pozwalała pośród terroru NKWD i rodzimej bezpieki zachować choćby resztki nadziei na to, że odzyskanie niepodległości jest realne w najbliższej przyszłości.

Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”, największa organizacja okresu powojennego, stanowiła społeczno-polityczną platformę mobilizacji wyborczej, prowadzenia propagandy i przeciwdziałania sowietyzacji kraju dla żołnierzy rozwiązanej Armii Krajowej. Działacze WiN pisali: „Za jedyną drogę słuszną i wiodącą do zaprowadzenia w kraju zdrowych stosunków uważamy przeprowadzenie uczciwych, demokratycznych wyborów do ciał ustawodawczych i ujawnienie w ten sposób prawdziwego oblicza i dążeń społeczeństwa”. 

Przystąpienie do konkurencji wyborczej wymagało jednak wcześniejszych reform i wprowadzenia podstawowych wolności, takich jak wolność prasy, zrzeszania się, propagandy wyborczej, a przede wszystkim usunięcia z terytorium Polski pojałtańskiej obcych służb i wojska.

„Żądamy kontroli przeprowadzonych wyborów przez urządzające świat mocarstwa, gdyż w obecnych okupacyjnych warunkach jest to konieczne dla uzdrowienia naszych stosunków wewnętrznych!!!” – pisali winowcy. Po czym dodawali: „Wyborów sfałszować nie damy! Do wspólnej walki o uczciwe wybory powszechne wzywamy wszystkich prawdziwych polskich demokratów!”.

Referendum – test popularności

Dla wszystkich w kraju oczywistym było, że jedyną realną i legalną siłą mogącą przeciwstawić się komunistycznej władzy stało się Polskie Stronnictwo Ludowe. Stanisław Mikołajczyk jako wicepremier wszedł do Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, jednocześnie stając się liderem Polskiego Stronnictwa Ludowego – jak się okazało, obok znacznie mniejszego Stronnictwa Pracy, jedynej partii politycznej niezależnej od komunistycznych władz.

Przyjazd Mikołajczyka został entuzjastycznie przyjęty przez polskie społeczeństwo, które upatrywało w nim nadziei na demokratyzację Polski. PSL w roku 1946 r. liczyło już ponad 800 tysięcy członków. Niestety, rola niezależnych ugrupowań politycznych była systematycznie marginalizowana.

Tymczasem komuniści wiedząc doskonale, że w uczciwej rywalizacji wyborczej nie mają najmniejszych szans, starali się maksymalnie odwlec w czasie spełnienie jałtańskich postanowień o przeprowadzeniu wolnych wyborów. Dlatego też zdecydowali się na uprzednie zorganizowanie referendum, które – jak pisze historyk dr hab. Filip Musiał – „miało być testem popularności komunistów w społeczeństwie i metod fałszowania wyników głosowania”.

Do zapowiadanego referendum doszło 30 czerwca 1946 r. Polacy mieli wypowiedzieć się czy chcą zniesienia Senatu, czy popierają reformę rolną oraz czy są za utrwaleniem granic zachodnich. Referendum odbyło się pod kontrolą komunistycznej władzy.

Zostało ono sfałszowane, a społeczeństwu i światowej opinii publicznej zaprezentowano wyniki odwrotne od prawdziwych. Według oficjalnych danych 68 procent głosujących zagłosowało „3 razy tak”. W rzeczywistości w ten sposób zagłosowało 27 procent.

„My wyborów nie przegramy”

Wreszcie ogłoszono przeprowadzenie wyborów do Sejmu Ustawodawczego jako datę wybierając 19 stycznia 1947 r. Zanim jednak doszło do głosowania, na przełomie lat 1946 i 1947 siły rządowe osiągnęły znaczne sukcesy w walce z podziemiem zbrojnym. Obławy organów bezpieczeństwa doprowadziły do rozbicia większych sił partyzanckich. Likwidowano również siatki konspiracyjnych partii politycznych, dochodziło do mordów na działaczach PSL.

Do miejscowości przyjeżdżały tzw. grupy ochronno-propagandowe w celu zastraszenia społeczeństwa. „Ponad 400 tys. Polaków pozbawiono praw wyborczych, a urzędy bezpieczeństwa w całym kraju prewencyjnie aresztowały ok. 80 tys. ludzi” – pisze dr hab. Filip Musiał.

W trakcie wyborów wyrywano kartki z numerami list PSL, lokali wyborczych pilnowali funkcjonariusze UB i żołnierze. Po raz pierwszy szerszą aktywnością wykazywała się świeżo utworzona formacja ORMO.

Samych głosów nie liczono, ponieważ komisjom rozdano z góry przygotowane tabele z liczbą głosów oddanych na poszczególne ugrupowania. I tak według oficjalnych danych, ogłoszonych 31 stycznia 1947 r., 80 proc. głosów padło na „blok stronnictw demokratycznych” (czyli partię komunistyczną i jej przybudówki), jedynie 10 proc. na opozycyjny PSL, pozostałe 10 proc. rozdysponowano między inne środowiska. Działaczom PSL udało się zebrać wyniki z 1300 spośród istniejących 5500 obwodów. Wynikało z nich, że na listy PSL padło… 69 proc. głosów.

Członek KC PPR Franciszek Mazur mówił wkrótce przed wyborami 1947 r.:

„Trzeba stworzyć taką atmosferę, ażeby chwiejący się tchórzliwy człowiek bał się nas, a nie ich (…). Każdy pepeerowiec winien wiedzieć, że jutro on jest zwycięzcą. My wyborów nie przegramy, a wygramy. Jutro po wyborach u władzy będziemy my. I władza będzie jeszcze mocniejsza. Ta władza będzie stosować środki jeszcze mocniejszej ręki”.

Zapowiedź komunistycznego aparatczyka spełniła się. Rok 1947 przyniósł absolutną marginalizację PSL, zniszczenie sił podziemia zbrojnego, likwidację niezależności licznych instytucji. Polska tonęła w czerwonej powodzi.


Fot. Fragment okładki: Fałszerstwa wyborcze, t. 1, wstęp i oprac. Mieczysław Adamczyk i Janusz Gmit, Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, 2000.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy