Coraz więcej obcokrajowców w Polsce


Nie dla wszystkich Polska stanie się od razu drugą ojczyzną, z czasem zastępując kraj pochodzenia. Jednak wielu z przyjezdnych zżywa się z Polską, ściąga nad Wisłę swoje rodziny bądź zakłada je tutaj.

Wbrew powszechnie panującej opinii o postrzeganiu Polski jako kraju tranzytowego w drodze na zachód Europy cudzoziemcy ani myśli się stąd wyprowadzać, czekając cierpliwie na szansę na otrzymanie polskiego obywatelstwa.

A otrzymanie takiego obywatelstwa wcale nie jest łatwe i oczywiste. Choć formalnie znajomość języka polskiego nie jest warunkiem sine qua non wydania paszportu z orłem na okładce (oraz – co ma dla imigrantów w Polsce niemałe znaczenie – z dwunastoma gwiazdami Unii Europejskiej), przy składaniu dokumentów do urzędu wojewódzkiego lepiej jest nasz język znać. Zresztą każdego starającego się o obywatelstwo i tak czeka egzamin z języka polskiego. Egzamin bardzo trudny – jeżeli wierzyć imigrantom – który może okazać się kluczowym atutem starającego się o obywatelstwo. Oprócz wniosku urzędnicy domagają się tłumaczonych przez tłumacza przysięgłego dokumentów z miejsca urodzenia i oświadczenia o zgodzie drugiego rodzica na przyznanie naszego obywatelstwa dzieciom. Przy czym dzieci pomiędzy szesnastym a osiemnastym rokiem życia również muszą wyrazić zgodę na zostanie Polakami. O przyznaniu obywatelstwa decyduje wyłącznie Prezydent RP i choć nie jest związany w tej sprawie żadnymi terminami, w praktyce na prezydenckie rozstrzygnięcie czeka się mniej więcej rok. Przy czym jest to postanowienie ostateczne – nie można się od niego odwołać i bez ważnych powodów raczej nie ma co liczyć na rozpatrzenie wniosku raz jeszcze.


Starania o obywatelstwo

Rocznie obywatelami Polski zostaje 4,5 tys. obcokrajowców. To niedużo, bo niewiele ponad pół promila wszystkich obcokrajowców pracujących w Polsce legalnie, których liczbę ZUS określa na ponad 658 tys. osób.


Większość z nich stanowią Ukraińcy, których w nadwiślańskich sklepach i firmach usługowych pracuje dzisiaj 481 tys. Białorusini, choć coraz lepiej widoczni w wielkich aglomeracjach, przyjechali do Polski w liczbie 44 tys. osób (tyle jest legalnie zatrudnionych), ale może okazać się, że w najbliższych miesiącach ich liczba nawet się podwoi w związku z niepewną sytuacją w ich ojczyźnie. Trzecią największą legalną mniejszością w Polsce są Gruzini, którzy pracują na 10,5 tys. stanowisk w sklepach, barach i budowach. Ale nasz rynek pracy absorbuje coraz więcej przyjezdnych również z innych stron świata (jak informują GUS i ZUS, łącznie pracują w Polsce obywatele ze 160 krajów świata) – przede wszystkim z krajów azjatyckich (w tym z Pakistanu, Wietnamu, czy Filipin) oraz afrykańskich. Ciemnoskórzy imigranci, którzy trafiają do Polski z nadzieją na osiedlenie się nad Wisłą to przede wszystkim studenci, którzy zainteresowani są skorzystaniem z jednego z licznych programów wspierających edukację imigrantów i dobrą pracą już po studiach. Chyba, że wcześniej znajdą partnera lub partnerkę z polskim paszportem i założą w Polsce rodzinę, co znacznie ułatwia otrzymanie obywatelstwa. W przestrzeni publicznej coraz odważniej reklamują się portale randkowe umożliwiające znalezienie partnera pochodzącego na przykład z Afryki.


Pensje wyższe niż w ojczyźnie

Choć liczba obcokrajowców pracujących u nas powiększa się z roku na rok, nie ma to aż takiego znaczenia dla rodzimego rynku pracy. Krótko mówiąc, jak na razie nie są oni zagrożeniem dla Polaków poszukujących pracy w ojczyźnie.


Na przykład stanowiący zdecydowaną większość Ukraińcy ściągani są do wielu różnorodnych firm. Wśród nich wciąż królują przedsiębiorstwa budowlane oraz produkcyjne. Coraz częściej jednak pracownicy ze Wschodu zatrudniają się także w innych sektorach takich jak gastronomia, hotelarstwo, usługi czy handel. Wzrasta także liczba wysoko wykwalifikowanych specjalistów – Ukraińcy coraz częściej podejmują więc pracę jako informatycy, nauczyciele czy pracownicy służby zdrowia.

Mieszkańcy okolic Kijowa czy Lwowa decydują się na pracę w Polsce z kilku powodów. Z ich punktu widzenia główną zaletę takiego rozwiązania stanowi bliskość geograficzna naszego kraju, dzięki której mogą zachować stosunkowo dobry kontakt z rodziną. Ponadto pensje proponowane przez polskich przedsiębiorców prezentują się dla nich korzystnie. Mimo że niekiedy Ukraińcy zarabiają mniej niż Polacy zatrudnieni na podobnych stanowiskach, otrzymywane przez nich wynagrodzenia wciąż są o wiele wyższe od tych, na które mogą liczyć w ojczyźnie – nadal pogrążonej w stanie hybrydowej wojny z Rosją.

Jednak to nie jedyny – z ich punktu widzenia – atut pracy w Polsce. Przede wszystkim odczuwają niską barierę językową. W razie potrzeby przeciętny imigrant ze Wschodu bardzo szybko może nauczyć się poprawnego porozumiewania się po polsku.


Ukraińcy biorą każdą pracę


Trafiając do pierwszej pracy w Polsce często wykonują zawody deficytowe, czyli takie, w których brakuje pracowników, co pozytywnie wpływa to na stan polskiego rynku pracy. Od wielu lat Ukraińcy w pracy w Polsce nie stanowią już ewenementu – są normą, a otwartość wobec nich niesie więc za sobą wiele korzyści, ponieważ może ułatwić nawiązywanie efektywnej współpracy w przyszłości.

Również prowadzone przez firmy analizujące rynek pracy badania pracowników spod błękitno-żółtej flagi pokazują, że ci chętnie zżywają się z naszym krajem, traktując go jako swój drugi – a z czasem również pierwszy – dom.

„Niemal 8 na 10 obywateli Ukrainy jest zadowolonych z warunków pracy w Polsce i to do tego stopnia, że 84 proc. z nich deklaruje, że poleciliby zatrudnienie w naszym kraju swoim bliskim i znajomym” – wynika z raportu „Postawy obywateli Ukrainy wobec polskiego rynku pracy” przygotowanego przez Work Service. Główną motywacją wpływającą na decyzję o emigracji do naszego kraju są wyższe wynagrodzenia. Owszem, aż dwie trzecie badanych pracuje znacznie poniżej swoich kwalifikacji, ale z podobnymi problemami borykali się i borykają Polacy mieszkający w Europie Zachodniej, przede wszystkim w Wielkiej Brytanii (skąd nawiasem mówiąc coraz częściej i chętniej wracamy).

Korzystna dla Polski obecność imigrantów z Europy Wschodniej bierze się z dobrej koniunktury na naszym rynku pracy. Według niedawnych analiz ukraińskiego banku centralnego (NBU), tylko w latach 2016-2017 z powodu emigracji zarobkowej Ukraina straciła 5-8 proc. siły roboczej. Obecnie Polska stała się wiodącym kierunkiem emigracji zarobkowej obieranym przez naszych wschodnich sąsiadów. Przy czym zarobki są tylko jednym z kryteriów wyboru Polski jako miejsca swojego rozwoju. Kolejne kryterium – nie mniej istotne – to wyższy standard życia (mówi o nim 37 proc. ankietowanych w badaniach Ukraińców i Białorusinów). Wojna i niepokoje społeczne u naszych wschodnich sąsiadów nie mają znaczenia w kontekście ich emigracji – tylko 1 na 10 badanych deklaruje, że przyjechał do Polski ze względu na większe bezpieczeństwo.


Białorusini wybierają starannie


Bezpieczeństwo ma ogromne znacznie dla Białorusinów – dzisiaj spotkać ich można nie tylko w firmach sprzątających i na budowach, ale również w centrach handlowych, firmach usługowych, transporcie i centrach usług biznesowych. I choć oficjalnie pozwolenie na pracę ma 44 tys. z nich, analitycy rynku pracy przekonują, że w kończącym się sezonie letnim, kiedy zapotrzebowanie na pracowników sezonowych było – pomimo pandemii koronawirusa – wciąż niemałe, w Polsce pracowało ich nawet dwukrotnie więcej. W przeciwieństwie do Ukraińców nie podejmują oni w Polsce każdego proponowanego im zajęcia, lecz dzięki lepszej do niedawna sytuacji gospodarczej na Białorusi, szukają ofert zgodnych ze swoimi kompetencjami. Jednak, jak zapewniają eksperci, oni także nie będą konkurencją dla Polaków – również dla tych dopiero wchodzących na rynek pracy. Staną się raczej uzupełnieniem niedoborów na naszym rodzimym rynku.

Z pewnością jest im w Polsce łatwiej niż Ukraińcom, ponieważ wielu przyjezdnych z Mińska, Lidy, Brześcia czy Grodna posiada Kartę Polaka – a to zdecydowanie ułatwia znalezienie stabilnego zatrudnienia i rozpoczęcie życia w naszym kraju.


Korzyści z imigrantów


Dopóki Polska nie będzie zmagać się z kryzysem związanym z pandemią koronawirusa, co łączy się z koniecznym zamrażaniem wielu gałęzi gospodarki jak w Wielkiej Brytanii, Włoszech, Grecji czy Hiszpanii, obcokrajowcy w Polsce nie będą stanowili zbyt dużej konkurencji dla polskich pracowników również z innego powodu – wielu z przyjezdnych po relatywnie krótkim czasie zakłada w Polsce własne firmy, a to jest dla gospodarki jak najbardziej korzystne, bowiem nie dość, że nie obciąża samego rynku, może generować kolejne miejsca pracy. Na razie na taki ruch decyduje się jedynie mniej więcej 3 proc. z nich. Jednak w realnych liczbach oznacza to niemal 20 tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw odprowadzających podatki do polskiego budżetu.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy