Co dalej ze złotówką?

Ostatnie tygodnie były trudne dla naszej waluty. Na szczęście nie spełniły się najgorsze obawy z przełomu marca i kwietnia, kiedy kurs dolara oscylował w okolicach ponad 3,90 zł. Obecnie euro kosztuje ok. 4,50 zł, a dolar w relacji do złotówki jest najtańszy od 25 lutego. Jego kurs ustabilizował się na poziomie 3,70 zł. Co to oznacza dla polskiej gospodarki i jakie są perspektywy stojące przed polskim złotym?

Półtora miesiąca temu, kiedy kurs dolara wynosił lekko poniżej 4 złotych, niektórzy eksperci przewidywali, że fatalne dane o nowej liczby zakażeń oraz wskaźniki niektórych branż gospodarki doprowadzą do większego osłabienia się złotego wobec koszyka głównych walut. W tym przede wszystkim wobec dolara. Podobna sytuacja miała miejsce w zeszłym roku. Wtedy jednak bardzo wysoki kurs dolara był spowodowany ucieczką kapitału do waluty wciąż uważanej za „bezpieczny port” w przypadku jakichkolwiek turbulencji gospodarczych. 

Jednym z powodów niepewności wobec kursu złotego jest oczekiwanie na wyrok Sądu Najwyższego w sprawie frankowiczów, którego wydanie już dwukrotnie nie doszło do skutku. Orzeczenie korzystne dla konsumentów mogłoby spowodować spadek ceny złotówki wskutek krótkoterminowej ucieczki kapitału spekulacyjnego z naszego kraju. 

Jeżeli chodzi o bardziej ogólne czynniki, na pewno w obecną aprecjację złotówki wliczone jest częściowe zakończenie lockdown’u i zapowiedzi dotyczące otwierania innych branż gospodarki, w tym branży fitness. 

Dopuszczenie możliwości funkcjonowania gastronomii w trybie stacjonarnym, choć ograniczone do ogródków, doprowadziło do prawdziwego zatrzęsienia klientów restauracji. Wysoki poziom konsumpcji jest jeszcze w stanie uchronić wiele firm z najbardziej poszkodowanych sektorów gospodarki przed bankructwem. 

Innym czynnikiem, który może wpłynąć na kurs złotego jest inflacja. Paradoksalnie do pewnego momentu jest ona czynnikiem przyciągającym inwestorów, gdyż zwiastuje podniesienie stóp procentowych, a zatem również stopę zwrotu z inwestycji w danej walucie. Choć inflacja w Polsce w kwietniu wyniosła 4,3% rok do roku i regularnie bije ona rekordy na tle Unii Europejskiej, do podwyżki stóp jeszcze nie doszło. Rada Polityki Pieniężnej wydaje się bronić przed nią rękami i nogami. Samo jednak przekonanie, że powinno do niej dojść, połączone ze wzrostem rentowności polskich obligacji wystarczyło, aby utrzymać wysoką cenę naszej waluty.

Na koniec trzeba oczywiście wspomnieć o wpływie „Polskiego Ładu” na kształtowanie się kursu złotówki w najbliższych miesiącach. Inwestorzy zagraniczni jak widać nie przejęli się negatywnymi komentarzami dobiegającymi z naszego kraju na tyle, aby mieć obawy o jego stabilność. Oczywiście wiele zależy od zapowiadanych ustaw, które mają konkretyzować założenia „Polskiego Ładu”. Dopóki jeszcze żadna z nich nie wpłynęła nawet pod obrady Sejmu, obawy o pogorszenie się warunków ekonomicznych wskutek obniżenia statusu majątkowego polskiej klasy średniej nie są jeszcze wyraźnie skrystalizowane. 

Gdyby na przykład faktycznie doszło do: 

  • wprowadzenia kwoty wolnej od podatku na poziomie 30 tys. zł, 
  • do przesunięcia drugiego progu podatkowego na deklarowany poziom 120 tys. zł, 
  • rezygnacji z tak radykalnego podwyższenia nieodpisywalnej od podatku dochodowego składki zdrowotnej 

to sytuacja wielu osób zarabiających przyzwoicie na etacie lub prowadzących własną działalność gospodarczą mogłaby ulec znacznej poprawie. 

Na razie jednak politycy partii rządzącej nie chcą słyszeć o faktycznym ulżeniu podatnikom zarabiającym więcej niż dwie minimalne krajowe. Należy jednak pamiętać, że to również uwzględnione zostanie w kursie złotówki i tym razem może to być trend naprawdę długotrwały.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy