Bodajbyś cudze dzieci uczył

Niektórzy mówią, że to stare polskie powiedzenie. Nauczyciele prostują: „to żydowskie przekleństwo” – i celne jak strzała Artemidy.

Właśnie odbywa się rekonstrukcja rządu, która obejmie także Ministerstwo Edukacji Narodowej. Do rządu wchodzi Pan Przemysław Czarnek, który zmienia Pana Dariusza Piontkowskiego, który z kolei zmienił Panią Annę Zalewską. To będzie trzeci minister edukacji na przestrzeni 6 lat. Powiedzieć, że w środowisku nauczycielskim narasta poczucie niepewności – to nic nie powiedzieć. Tyle, że wcale nie z tych powodów, o których rozpisują się media.


Perły przed wieprze


Wbrew temu, co wkłada się w usta nauczycieli, to nie wokół kontrowersyjnych wypowiedzi czy poglądów nowego ministra koncentruje się uwaga środowiska – ale wokół sytuacji samej grupy zawodowej.

Nauczyciele nie czują, żeby stał za nimi ktoś, kto da im wsparcie i ujmie się za mini.

Rozmawiam z dwiema nauczycielkami ze szkół podstawowych: Agnieszką z Warszawy i Małgosią z Marek pod Warszawą.  Spotykamy się w parku Ujazdowskim, kilometr od budynku ministerstwa.  Pytam o nowego ministra.

Pomimo pięknej pogody obie Panie są dość zrezygnowane i zniechęcone, wprost mówią, że zazdroszczą górnikom, rolnikom żołnierzom – jak o walczą o nich, odpowiedzialni za ich resorty ministrowie. 

One nie czują się zaopiekowane. Od lat stawia się ich za wszystkimi grupami zawodowymi, a już po strajku z kwietnia 2019 r – ostracyzm społeczny zalał ich z niespotykana siłą.

Ja sytuację nauczycieli znam z autopsji. Jestem „dzieckiem nauczycielskim”, choć ze szkoły sprzed lat. Nie są to czasy aż tak zamierzchłe, jakby się mogło wydawać – pochodzę z wybornego rocznika, w którym Ryszard Szurkowski zdobył tytuł mistrza świata w kolarstwie a Edward Gierek przemawiał w Nowym Jorku w ONZ – niemniej patrząc na status zawodu nauczyciela – mam wrażenie – że jestem z archeo.

Kiedyś nauczyciel to był ktoś. Mówiło się, że dziecko najpierw ma szanować Rodziców, potem nauczycieli a potem dopiero otwierała się lista kolejnych profesji: lekarz, pielęgniarka, strażak, ksiądz… Teraz nauczyciel spadł z piedestału.

Pytam moje rozmówczynie o powołanie: czy było, czy jest? Tak – było u obu. Nadal bardzo lubią uczyć dzieci, zaskakiwać je i patrzeć, jak się rozwijają. Wydobywać z dzieci pasje i dziwić się, jak pięknie rozkwitają, ale są też ciemne strony. Niestety z każdym rokiem coraz więcej.

Mówi się, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze – niezupełnie. Zawód nauczyciela zmonetyzował się w tym sensie, że zaczęto ich traktować na biznesową nutę: klient płaci – klient wymaga. Opowiada jedna z Pań: „Zadałam dzieciom do zrobienia zielnik. Minął czas, dzieci prace złożyły – ja je oceniłam, temat zamknięty. Jedna z uczennic dostała 4, bo pomyliła liście. Następnego dnia w szkole, jest już mama dziecka z pretensją. Dlaczego 4? Odpowiadam – bo podpisane buk a to nie buk. A co? A grab. Nieprawda, bo leżało pod bukiem. Nie wiem, gdzie leżało – ale to grab. Buk. Grab. Buk. Grab. Pytanie mamy: Jak zamierza mi to Pani udowodnić? Takie sytuacje są na porządku dziennym i rzadko są przyjemne. 

Nauczyciele obserwują spadające zaufanie i co gorsza brak manier w stosunku do nich. Bo zastrajkowali, bo mają wolne wakacje, ferie i długo na Święta.

Obie Panie mówią: każdy widzi, że o 15 czy 16 wychodzimy do domu, ale nikt nie widzi, że po nastawieniu zupy i ogarnięciu mieszkania – siadamy do klasówek czy dyktand i rzadko kończymy przed 22.

Sama z dzieciństwa pamiętam znienawidzone zbiórki harcerskie, które prowadziła wieczorami mama, a na które mnie brała, nie mogąc samej zostawiać w domu. Zamiast bawić się lalkami– obserwowałam, jak dwa zastępy strugają patyki na czas. Do dziś nie cierpię survivalu.

Do truskawek, porzeczek, do malin

Z drugiej strony, czego wymagać od Rodziców, opowiada Pani Agnieszka – skoro politycy poniżają nas na każdym kroku. Każdy słyszał o tym, jak minister rolnictwa wysyłał nas do zbiorów sezonowych, a inni żartowali, że powinniśmy kupić po dwie krowy i skorzystać z dopłat do bydła. Z jednej strony tak chętnie podkreśla się, jak ważne jest kształcenie młodych pokoleń, a z drugiej robi z nas pośmiewisko.

Nikt nauczycielom nie klaskał na balkonach podczas pandemii a pracowali na kilka etatów: na własnym sprzęcie, wifi, prądzie. Pani Małgosia mówi, że dni, doby, tygodnie zlewały jej się w jedno – nie wychodziła z pracy – a realnie z sypialni – bo pozostałe pomieszczenia zajmowali inni domownicy. Nawet jeśli zaznaczała uczniom, że prace mają jej dosłać maksymalnie do 16 – i tak spływały całą dobę. Nie dało się odmówić, bo: „proszę pani ja jestem ostatni w kolejce do laptopa”, „bo nie było prądu”, „bo skończył nam się Internet”, „bo czekałam aż tata wróci z pracy i da mi komputer”. Nagle dwójkowi uczniowie stawali się orłami i nie schodzili poniżej 6, a inni w ogóle gdzieś się zawieruszali na całe tygodnie. Albo tłumaczysz budowę ameby, dochodzisz do nibynóżek a babcia w tle zaczyna smażyć kotlety – i nagle uczestniczy w tym cała klasa. A co potem? Problemy z uzyskaniem 100% pensji za tę pracę. Naprawdę poważnie trzeba było się nagimnastykować, żeby dostać pełną wypłatę.

Oczywiście, wielu nauczycieli odchodzi z zawodu. Praktycznie w każdej szkole jest jakiś wakat, w innych ta sama Pani uczy i biologii, geografii i wf a ma 60 lat. To już przestał być wymarzony zawód, łączony z wielką estymą. Nauczyciele odchodzą i z powodu zarobków i strachu przed koronawirusem czy pogardą społeczeństwa. Są też tacy, którzy nie radzą sobie z elektronicznym dziennikiem, pracą na zmiany czy przeładowanym programem nauczania.

Obie moje rozmówczynie zgodnie mówią: kiedy słyszymy „nowy minister edukacji” – to mniej interesuje nas co powiedział o LGBT, czy kobietach – bardziej – co mówi o nas nauczycielach. Jak chce przywrócić naszej profesji reputację a przede wszystkim – czy w ogóle tego chce.

Mocno oddaliliśmy się już od XIX wieku i czasów Stasi Bozowskiej z Siłaczki, więc nie oczekujmy od nauczycieli, że będą oddawać życie, za krzewienie nauki – a my je będziemy za to szanować. Tak po ludzku – myślę, że jeśli chcemy, żeby nauczyciele lubili nasze dzieci i byli dla nich dobrzy – to najpierw my zacznijmy być dobrzy dla nich.

ZOOM

więcej

Zobacz też

Obserwujemy